piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 4 - ''Chcę żebyś został...Ze mną...''

Doszłam do wniosku,że pisanie rozdziału na tablecie jest w pewnym sensie niebezpieczne. Ponieważ kochany przycisk "zapisz" wyraźnie sobie ze mnie kpi! Dlatego, kiedy chcę wyjść z blogera chociażby na 3 sekundy, muszę wszystko zapisywać, bo ten dureń tylko czeka by mi skasować to co napisałam! Poradzę sobie :) Spoko ;)
________________________________________________________________________________________
Martinę podwiózł do domu tata Jo, gdyż Lucas stwierdził,że nie da rady jechać na rowerze i zaoferował , że doprowadzi go do domu. Dziewczyna stała przy dębowym, szerokim parapecie w swoim pokoju, na którym przesiedziała niezliczone godziny. Okno wychodziło na zalany zachodzącym słońcem ogród państwa Stoessel. Martina podziwiała zachód słońca. Nagle usłyszała za sobą znajome kroki. Poczuła w powietrzu zapach imbiru i ciemnej kawy. Znowu te delikatne ręce bez skrupułów otoczyli ją w pasie. Poczuła te delikatne choć silne ręce. Zawsze zastanawiała się jak taki wysportowany chłopak może być aż delikatny. W przypadku Lucasa wszystko było możliwe. Martina ze słabym uśmiechem odwróciła wzrok i spojrzała zmęczonymi oczami na przyjaciela.
 ***
- Przyprowadziłem twój rower i... przyszedłem sprawdzić czy wszystko w porządku. Lekkie kiwnięcie głową dało chłopakowi do zrozumienia,że Martina czuje się dobrze. 
- Ty pewnie jesteś zmęczona....i.... może ja już pójdę...nie będę przeszkadzać... - Lucas poczuł się nieswojo. Martina przecząco pokręciła głową. 
- Chcę żebyś został...Ze mną... - wyznała przyjacielowi opierając głowę na jego ramieniu. 
- Jesteś pewna? Może chcesz się położyć? - chłopak był niezdecydowany. Chęć spędzenia nocy z Martiną przyciągała go jak magnes. Nie chciał być jednak natarczywy i wyjść na źle wychowanego.
- Mam pomysł - rzuciła Martina i jakby od razu nabrała sił na dalsze wrażenia, kończącego się już dnia.
- A ja mam lepszy - wyprzedził ją Lucas, który w porę pojął, że przyjaciółka ma siły i nie jest zmęczona.
Wziął ją za rękę i pociągnął do ogrodu. Od domu państwa Stoessel, ciągnęło się spore ogrodzenie za którym znajdował się jeden z najpiękniejszych zakątków okolicy. Ogród był duży i każdy miał w nim swoje miejsce. Od furtki prowadziła kamienna ścieżka wiodąca w głąb prywatnej puszczy. Rosły w niej wiśnie, czereśnie,jabłonie, grusze, śliwy i kilka leśnych drzewek. Po środku umieszczono sztuczne, lecz do złudzenia przypominające prawdziwe - źródełko. Pływały w nim rybki a po ogrodzie często hasały dzikie zające. Ogród był przystosowany do ludzi. Drzewa miały takie kształty jakby siedział na nich niewidzialny człowiek. Na niektórych, mocniejszych i większych - wybudowane były domki. Jedne dla ptaków, inne dla ludzi. Cała paczka lubiła siedzieć w tym ogrodzie godzinami. Był umieszczony na "wzgórzu" co było jego dobra stroną. Zimą można było zjeżdżać na nartach lub sankach, a latem młodzież urządzała na nim wodna zjeżdżalnię. Ogród jak każdy inny - krył swoją tajemnice. Znały ja tylko 2 osoby. Byli nimi Lucas i Martina. Na samym końcu ogrodu znajdowały się po obu stronach wysokie skały. Porośnięte były drzewami i trawą. W jednym miejscu ukryta była jaskinia. Wszyscy myśleli , że to po prostu kawałek ściany, jednak był to kamień służący za prowizoryczne drzwi jaskini. Martina i Lucas zaglądali tam często,ale tego dnia, po prostu o niej zapomnieli. 
***
Kiedy weszli do ogrodu uderzył w nich chłód - nie spodziewali się tego, ale żadne nich nie skomentowało. Doszli do najbliższego drzewa - czereśni. Lucas podsadził Martinę, by usiadła na pniu. Dziewczyna była szczęśliwa i zadowolona. Nie przyjmowała ja nieobecność Cartera. Siedziała na ulubionej czereśni i beztrosko machała nogami. Lucas zaśmiał się na ten widok. Uwielbiał kiedy przyjaciółka tak się zachowywała. Wiedział ,że się cieszy i jest radosna - to go najbardziej uszczęśliwiało. Jednym susem wskoczył koło niej, nie zatrzymując się, tylko pnąc się dalej - w górę korony drzewa. Zerwał najwyżej rosnące i jednocześnie najpiękniejsze czereśnie na tym drzewie i zniżył się do dziewczyny. Powiał ciepły wietrzyk i rozwiał włosy Martinie. Lucasowi podobał się ich kolor. Długie do łopatek, lekko ni to kręcone,ni to falowane, z fioletowymi końcówkami. Pachniały truskawkami i morską wodą. Chłopak wziął w palce opadające na ramiona długie włosy Martiny. 
***
Przyglądał im się przez chwile,a potem łobuzersko dmuchnął w grzywkę dziewczyny. Złapał ją za rękę i położył sobie na kolanach. Ona wystawiła ku niemu twarz. Lucas wyciągnął w jej stronę soczyste owoce i włożył prosto do ust. Potem lekko zeskoczył na ziemię i kilkoma krokami podbiegł do dojrzałej jabłonki. Z odległości 30m rzucił Martinie jabłko, a ona zręcznie je złapała. Chłopak zauważył,że trzęsie się z zimna. Bez zastanowienia ściągnął swoją koszulę w kratkę i podał jej.
- Zwariowałeś? Przecież nie będziesz chodził półnago! - zaśmiała się koleżanka.
- Mnie jest ciepło - zapewnił mało wiarygodnie. Martina przystała na propozycję i okryła się koszulą.
Lucas niemal w samych spodniach usiadł pod drzewem na zupełnie mokrej trawie. Nogi Martiny spoczywały mu na ramieniu. Dziewczyna zamknęła oczy i jeszcze raz przeżyła ten dzień. Przypomniała go sobie od początku do końca. 
***
Nagle w ciszę rozdarł przeraźliwy wrzask. Martina wyrwania z zadumy tak się przestraszyła,że spadła z drzewa prosto na Lucasa. Dzięki szybkiej interwencji chłopaka, nic jej się nie stało, bowiem Lucas złapał za ręce i przyciągnął do sobie. Znowu cisza. Usłyszeli czyjeś szybkie kroki i kolejny wrzask. Wrzask dziewczyny. Było koło 00.30.  Do ogrodu, bez otwierania furtki, przeskakując przez płot z głośnym krzykiem, o bosych nogach wpadła Jo. Za nią biegł Brajan trzymający w jednej ręce butelkę z wodą, a w drugiej małą, papierową flagę Holandii. Jo okrążyła najpierw ogród, potem przebiegła koło czereśni i zatrzymała się gwałtownie. Brajan zdążył ją dogonić, a dziewczyna niespodziewanie rzuciła mu się na szyję przewracając go na ziemię.
***
- Czy wy się aby dobrze czujecie? - zapytał zdezorientowany Lucas. Ze zdziwieniem patrzył na całe zajście. Jo tymczasem wyrwała Brajanowi butelkę z wodą i wylała prosto na jego twarz. Potem szybko wskoczyła na miejsce gdzie jeszcze przed chwila siedziała Martina. Brajan otrząsnął się wreszcie i pośpieszył z wyjaśnieniami.
- Holandia nie dostała się do finału!!! - wrzasnął na cały ogród - Brajan. - Możecie to sobie wyobrazić!?
- Powiedz po prostu, że przegrali! - sprostowała go Jo.
- Nie przegrali! Oni wygrali! Byli tak wysoko! Na pewno nie są przegranymi! - Brajan wpadł w totalny szał. Lucas pocałował Martine i Jo przelotnie w policzek, po czym wyprowadził Brajana z posiadłości państwa Stoessel.
- No już chłopie... Będą mieć 3 miejsce, jestem pewien.... - zapewniał go po drodze Lucas.
- O co tu chodzi? - zażądała wyjaśnień Martina. 
- Brajan nie ma w domu telewizora tylko jakieś stare pudło. Przyszedł mecz oglądać do mnie i jak powiedziałam,że "Holandia przegrała", co mnie bardzo zasmuciło, to on wpadł w szał i wrzeszczał,ze nie przegrali, że bramkarz się stresował, że Messi oszukiwał, że to i tamto i się wściekł, bo ja twierdziłam,że Holandia przegrała i w ramach zemsty chciał mnie zmoczyć... No... Wiesz jak on to przeżywa - Jo zrobiła rozpaczliwy, trochę ironiczny ruch dłonią. - Martina zaśmiała się.
- Szkoda, Holandia grała dobrze, ale z Niemcami by siebie dali słabo radę - skomentowała po czym otrzymała piorunujące spojrzenie Jo. - Koniec dyskusji o piłce nożnej! - postanowiła. Nastąpiła chwila ciszy, po czym Jo nie wytrzymała:
- Co właściwie między wami jest? - spojrzała wyczekująco na Martinę.
- Ja to co? Eee.... O co ci chodzi? O mnie i Lucasa? - Jo skinęła głową - Jesteśmy przyjaciółmi!
- Czujesz coś do niego, prawda? - Jo wierciła dziurę w brzuchu przyjaciółce.
- Nie! To znaczy tak! Jest moim bardzo bliskim przyjacielem! Traktuje go jak brata!
- Nie widziałam żebyś  tak traktowała Cartera... - zauważyła blond-włosa.
- Och Jo! To nie to samo... Lucas jest inny niż Carter, nie mogę ich równo traktować z wielu powodów.
***
Zapadła niezręczna cisza. Martina odwróciła głowę chcąc uniknąć spojrzenia przyjaciółki, która wyszukiwała kolejne pytanie. Widząc,że Martina nie chce o tym rozmawiać, Jo odpuściły i tylko objęła przyjaciółkę ramieniem. Nagle w kieszeni Martiny zawibrował telefon.
- Martina Stoessel, słucham - odezwała się do słuchawki. 
- Dobry wieczór, mówi Maggie Bakker - usłyszała nerwowy ale bardzo cichutki głos sąsiadki. - Pani Eva Crawford dostała zawału serca i została przewieziona do szpitala...
- Jamie... - przerwała Martina roztrzęsionym głosem. Telefon wypadł jej z ręki a ona zeskoczyła z drzewa i popędziła przed siebie.
- Martina!!! - krzyknęła za nią Jo - Co się stało? - dziewczyna ruszyła za Martiną chcąc wiedzieć co tak przeraziło przyjaciółkę. Martina była przerażona. Co stanie się z Jamiem? Na pewno jest bardzo wystraszony! Co ona mu powie? Że jego matka jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie i może umrzeć?! Po policzkach ściekały jej łzy. Dotarła pod dom państwa Crawford'ów. Cisza. Karetka pogotowia musiała już dawno odjechać. W oknach sąsiadów paliły się światła. Dziewczyna wbiegła na podwórko. Za nią pojawiła się Jo. Przed drzwiami frontowymi stał Jamie a przed nim klękała pani Bakker i tłumaczyła mu coś zawzięcie. Martina rzuciła się na kolana i przytuliła Jamiego do siebie.
***
- Już dobrze Jamie, nie martw się, wszystko będzie dobrze. - głaskała chłopczyka po plecach i przyciskała jego główkę do swojego ramienia.
- Co się stało? - zadał pytanie chłopiec.
- Mamusia jest chora. Pan doktor się nią zajmie i wróci do domu - odparła mało przekonująco Martina. Chłopczyk pokiwał twierdząco głową. 
- Mogłabym go zabrać ze sobą? - Martina zwróciła się do stojącej opodal sąsiadki.
- Mnie się pytasz? Nie mam pojęcia! Nie wiem co z tym chłopcem teraz będzie - odrzekła pani Bakker. Ojciec Jamiego wyjechał kilka lat temu do Afryki, do pracy i ślad po nim zaginął. Prawdopodobnie żyje ale nikt nie utrzymuje z nim kontaktu. Jamie zdaje sobie sprawę,że ma ojca, ale wie, że ma ważne obowiązki w innych krajach i nie może go widywać. Martina zdecydowała się zabrać Jamiego na kilka dni do siebie. W pośpiechu zabrała kilka jego najpotrzebniejszych rzeczy, wzięła na ręce i razem z Jo ruszyły w drogę powrotną do domu. Było już po północy. Carter zamartwiając się na śmierć czekał na siostrę w domu. Nie wiedział co się stało. Gdy siostra weszła do domu z Jamiem na rękach, wydał okrzyk zdumienia.
***
- Eva miała atak - wysapała dziewczyna kładąc usypiającego chłopca na kanapie. Chłopak nie miał nic przeciwko, zawsze chętnie pomagał rodzinie Crawford, tak jak teraz bez przeszkód przyjął syna Evy Crawford do swojego domu.
- Jak się czuje? - zapytał owijając chłopca kocem.
- Nic nie wiem - odparła Martina łamiącym się głosem.
- Idź się położyć. - zaproponował brat.
- Jamie będzie spał ze mną - postanowiła dziewczyna i wzięła chłopca w ramiona.
- Mam nadzieję, że Eva z tego wyjdzie - powiedział szeptem Carter.
Martina weszła do swojego pokoju. Przez otwarte na oścież okno wpadał lekki wietrzyk i promienie księżyca. Ułożyła chłopca na łóżku i usiadła koło niego gładząc go po włosach. Była bardzo zmęczona. Nagle przez okno wskoczyła ciemna postać. Martina siłą powstrzymała się od krzyku. Lucas usiadł koło niej i objął w pasie przytulając do siebie. Posłała mu słaby uśmiech i dała znać ruchem głowy, że idzie się przygotować do snu. Po kilku minutach Martina wyszła z łazienki i nadal przybita i wykończona położyła się na łóżku. Po środku spał sobie smacznie nieświadomy niczego Jamie. Po jego prawej stronie leżała zmęczona, przygnębiona i bardzo zmartwiona Martina, a po jego lewej chcący pocieszyć i rozweselić przyjaciółkę Lucas. Przyjaciele nad głową chłopca trzymali się za ręce. 
***
Gdy nastał ranek Martina zobaczyła Jamiego siedzącego w oknie i bawiącego się dwoma patykami. Chyba udawał, że są ludźmi i rozmawiają ze sobą. mały jamie mówił do siebie i nie zdawał sobie sprawy, że dziewczyna już się obudziła. Lucasa już nie było. Pewnie wstał wcześnie i wyszedł ,żeby nie zauważył go Carter. Martina przeciągnęła się i przymrużyła oczy. Jamie dostrzegł, że już nie śpi. Zeskoczył z okna i wspiął się przyjaciółce na kolana. Martina oparła  głowę na jasnej czuprynie chłopczyka i objęła go mocno. Jamie nadal zajmował się patykami. Dziewczyna spojrzała przez okno. W oddali widniały dwie postacie. Woda wirowała w powietrzu. Jo i Brajan. Martina nie miał najmniejszych wątpliwości. Ta dwójka potrafiła nie spać całą noc i robić różne dziwne rzeczy w środku nocy. W dodatku w sadzie tuż pod domem Stoessel, gdzie mógł ich zobaczyć praktycznie każdy.
***
- Martina... Mogłabyś przyjść na chwilę do kuchni? - Carter zajrzał przez drzwi do pokoju siostry.
Dziewczyna podniosła się kładąc Jamiego na łóżku, który na dobre był pochłonięty zabawą patykami.
- Słucham? - zwróciła się do Cartera mało przytomnym głosem.
- Spałaś w nocy? - zapytał podejrzliwie Carter.
- Nie. To znaczy... spałam... Nie ważne... Coś się stało? - podparła głowę na dłoniach i wlepiła spojrzenie w stół. 
- Załatwiłem nam wakacje - na te słowa Martina spojrzała na niego wzrokiem wypranym z emocji.
- Troszkę bardziej szczegółowo? - poprosiła z większym entuzjazmem. 
- Jedziemy do Barcelony. - obwieścił dumny z mężczyzna. Martinie zapłonęły oczy.
- Kiedy? 
- I tu jest problem.... - odparł zakłopotany Carter.
- Niech zgadnę? Jutro wyjeżdżamy? - Martina wstała z krzesła i oparła się o blat.
- Tak. - Martina gwałtownie wypuściła powietrze z ust.
- Ile masz biletów? - dziewczyna próbowała się skupić i logicznie myśleć.
- Trzy - Carterowi wydawało się to oczywiste.
- Jesteś nieodpowiedzialny - rzuciła Martina bez namysłu.
- O co ci chodzi? Masz jakiś zły humor. Martina? - Carter nie rozumiał zachowania siostry. 
- Na jak długo? - zadała kolejne pytanie. Do kuchni wbiegł roześmiany Jamie wymachując zawzięcie patyczkami. Podbiegł do Martiny i objął jej nogi.
- Na 2 tygodnie. - Carter spuścił głowę. - Nie cieszysz się?
- Cieszę. Będziesz musiał kupić jeszcze jeden bilet - dziewczyna spojrzała na Jamiego i wziąwszy go za rękę wyprowadziła z domu.
***
Posadziła chłopca na bagażniku roweru i pojechały ścieżką przez las. Do domu Lucasa. Wiedziała, ze go tak zastanie. Chciała mu się wyżalić, wiedziała, że Lucas był zawsze, kiedy go potrzebowała. Jej skrytym pragnieniem było, żeby Lucas pojechał z nimi do Barcelony, jednak wiedziała, że pojechać może Jamie, co było sprawą nadal niewyjaśnioną. Co jeśli matka Jamiego się nie zgodzi? Wykluczone! Eva na pewno zgodziłaby się na wyjazd syna za granicę zwłaszcza pod tak dobrą opieką. Pytanie tylko, czy jest przytomna? Bo nie można Jamiego zabrać bez pytania. Martina i Carter nie są jego rodzicami ani opiekunami. Lucas... Lucas mógłby się nim zając! Ale przecież powiedziała Carterowi,żeby kupił dla Jamiego bilet. Podczas lotu mogą być kłopoty... Martina miała mętlik w głowie. Wiedziała,że Lucas rozwieje jej wątpliwości, ale miała świadomość, że nie zobaczy go przez dwa tygodnie a w dodatku nie wiadomo jak się ma matka Jamiego, co było kolejnym problemem nastolatki.
Jak się okazało Lucas był w domu - a dokładniej w ogrodzie. Miał na sobie ubłocona ogrodniczki, w ręku miał łopatę, a po twarzy spływał mu pot. Widocznie nieźle sie natrudził. Usłyszawszy znajomy dzwonek rowerowy, oprał się na rączce łopaty i odwrócił do dziewczyny ścierając pot z czoła. Gdy dotarło do niego kto go odwiedził, na jego twarz spłynął uśmiech, odłożył narzędzie i poszedł się przywitać.
***
Gdy zobaczył, że Martina jest nachmurzona, zrzedła mu mina.
- Co się stało? - zapytał prawie szeptem.
- Matka Jamiego miała atak serca, jutro jedziemy na wakacje do Barcelony, nie mam co zrobić z chłopcem, a poza tym chciałabym,żebyś pojechał z nami, ale nie mamy tylu biletów, matka Jamiego nic nie wie, nie wiem nawet czy jest przytomna... - wyrzuciła z sobie jednym tchem Martina. - Nie chcę się z tobą rozstawać... - dziewczyna niespodziewanie przytuliła Lucasa....
________________________________________________________________________________________
Moim zdaniem rozdział, który właśnie skończyłam, jest dość długi. Długi, ale mało w nim treści. Ja tak sądzę. Mam w głowie niezły plan, tylko kiedy przychodzi go spełnić, nie wiem jak to zrobić. W moim opowiadaniu jest dużo przeciągania. Uwielbiam opisy - ludzi, miejsc, rzeczy. Tylko ja nie potrafię opisywać! Nie mam w zanadrzu aż tylu słów, żeby powstał jakiś spójny opis! :D 
Kto wie, jak potoczą się losy bohaterów. Co wydarzy się na wakacjach w Barcelonie? Czy mama Jamiego czuje się dobrze i zgodzi się na wyjazd syna? Jak mają się sprawy pomiędzy Lucasem i Martiną? 
To już w następnym rozdziale! :D

1 komentarz: