sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 7 - "Nawet jak jesteś wściekła i przemoknięta do suchej nitki,wyglądasz cudownie."

                "Nie przejmuj się hejterami i rób dalej to, co lubisz."
           
                                                                       ~Perrie Edwards
___________________________________________________
      ***
Dziewczyna stała w pustym pomieszczeniu. Podłogi i ściany były porażająco białe. Nie wiadomo było gdzie kończy się podłoga a zaczyna ściana.
I nagle oślepiający błysk z góry. Zewsząd zaczęły sypać się pieniądze. Pieniądze, które bez trudu złapała. Było ich mnóstwo i nikt nie próbował jej ich odebrać.
Gdzieś w tle słychać było podniesione głosy.
Ktoś się kłócił. Przed Martiną pojawił się Carter wraz z Alice, którzy nie zwracali na nią uwagi, tak, jakby jej tu nie było. Carter zawzięcie tłumaczył coś Alice a ona nie przyjmowała tego do wiadomości. Ich głosy odbijały się echem.
- To dotyczy również jej! - krzyczała Alice - Dlaczego po prostu jej tego nie powiesz?!
- To nie jest ważne!
- Powiedziałeś właśnie największą bzdurę w swoim życiu.
- Dlaczego robisz z tego taką katastrofę?! Przecież to jest normalna sprawa, o której ona się prędzej czy później dowie i tyle!
Alice machnęła tylko ręką i rozpłynęła się w powietrzu. Carter zauważył Martinę. Odwrócił się do siostry przodem i łagodnie wyciągnął rękę. Martina nie wiedziała jaka jest jej rola. Miała podejść czy uciekać. Nie mogła się jednak ruszać. Nie miała wyboru. Ktoś napisał jej scenariusz, a ona miała tylko grać swoją rolę. Jej rolą było w tym momencie stanie w miejscu. Carter z każdym krokiem był bliżej, ale już po chwili dziewczyna zniknęła. Zawirowała w powietrzu i wylądowała w łóżku, w Barcelonie, w Hotelu ANDANTE, w pokoju 19.
***
Martina nie wzięła tego snu ani trochę na poważnie. Co prawda dawał do myślenia, dziewczyna zastanawiała się, czy ma on coś wspólnego z jej obecną sytuacją, z jej życiem.
Dała sobie jednak szybko spokój, gdyż sny, jak wiadomo bywają bardziej realistyczne i mniej realistyczne. Budząc się stosunkowo za wcześnie z powodu różnych okoliczności, Martina zdążyła tylko zobaczyć wschodzące słońce nad wieżą jednego z barcelońskich kościołów, gdy brutalnie została ściągnięta wraz z pościelą na podłogę. Spod kołdry dało się słyszeć zduszony krzyk i dziewczyna zaczęła szarpać sie i wiercić.
Martina usłyszała chichot i już po chwili Rita leżała na jej łóżku pokładając się ze śmiechu. 
- O co tu chodzi? - zapytała zaspana nastolatka, która właśnie uwolniła się ze swojej pułapki i z przekrzywioną , rozczochraną głową patrzyła nieprzytomnie na przyjaciółkę.
- Absolutnie nic! - zaświergotała panna Skeeter i delikatnie objęła Martinę przytulając ją do siebie.
- Która godzina, jeśli można wiedzieć? - Rita spojrzała na jasno fioletowy zegarek na jej lewym nadgarstku.
- 6.48 ranny ptaszku! - zaśmiała się ponownie i zaczęła zbierać prześcieradła z ziemi.
- Jeśli ktoś tu jest rannym ptaszkiem to tylko ty Rito. - Martina puściła jej oko.
- Co na śniadanie? I dlaczego tu tak głośno? - Jamie stanął przed dziewczynami z krzywo założonymi spodenkami od piżamki, misiem pod pachą i pytającym spojrzeniem. Martina chwilowo zapomniała,że dzieli z nim pokój.
- Na śniadanko trochę za wcześnie, skarbeńku. - odpowiedziała słodko Rita. - Ale myślę,że Carter i Alice nie będą mieli nic przeciwko wczesnemu wstawaniu - przekonywała go. Jamie w mig pojął o co chodzi i w jednej chwili znalazł się w sąsiedniej sypialni.
- DO JASNEJ CHOLERY CZEMU MNIE BUDZISZ TAK WCZEŚNIE?! - wrzasnął na cały głos Carter.
- Ups... - Rita zasłoniła usta końcami palców.
-'Czy ty musisz się tak wydzierać? - zapytała Alice, która podobnie jak Martina była jeszcze nie całkiem przy zmysłach i nie wiedziała o co chodzi.
- Możesz zrobić wreszcie to śniadanie?! - Jamie najwyraźniej konał z głodu.
- Wreszcie?! Czy to normalnie zjadasz śniadanie o 7.00 rano?! - nie dowierzał Carter.
- Nie. Normalnie to mamusia robi mi śniadanie o szóstej - obwieścił, a Carter zrezygnowany i zmęczony opadł na poduszki. Rita popędziła do własnego mieszkania, a Martina postanowiła opanować sytuację.
***
 Po bardzo wczesnym śniadaniu okazało się, że Carter wziął ze sobą laptop, którego wcale nie planował zabierać. Zamontowany miał Skype, który był w wyjątkowo dobrym stanie, miał świetną rozdzielczość, a obraz był znakomity. Pierwsze połączenie Martina wykonała do Jo. Miała wrażenie, że przyjaciółka dosłownie stoi przed nią. Głos miała taki jak prawdziwa Jo, ze wszystkimi szczegółami. Pierwsze co, to Jo poleciła Martinie oddalić się od kamery i pokazać jak jest ubrana.


- Nie martw się - pocieszała ją Martina. - Przywiozę ci co nieco z tutejszych sklepów.
- Och nie musisz przecież... - zapewniała ją Jo, choć przyjaciółka widziała wyraźnie jak zabłysły jej oczy.
  - Zgadnij kogo tu spotkałam! - przypomniałam sobie z entuzjazmem Martina. Jo namyślała się przez chwilę, gdy nagle wytężyła wzrok i wgapiła się w punkt za Martiną.
- Czy to jest Rita?! - zapytała zaciekawienia.
- Tak! - zawołała uradowana Martina. Jo bądź co bądź z tego faktu się nie ucieszyła, ale stwierdziła,że warto byłoby zachować się uprzejmie i grzecznie. Rita właśnie przechodziła przez kuchnię gdzie Martina rozmawiała z Jo.
- Cześć Jo! - zawołała, ale nie zatrzymała się - Nie będę przeszkadzać - szepnęła do Martiny i już po chwili trzasnęły drzwi od mieszkania Stoessel. 
- Co u ciebie słychać Jo? Jak tam pani Crawford? - zapytała Martina opierając głowę na otwartej dłoni.
- U mnie wszystko dobrze, jutro może wybiorę się na jakieś zakupy z Lisą, ale wiesz jak to jest. Kiedy idę z nią na zakupy, to ona zazwyczaj przesiaduje większość czasu w księgarniach,a ja w sklepach z ubraniami, to trochę niezręcznie, więc wole chodzić na zakupy z tobą... - przyznała skruszona dziewczyna. Martina skomentowała to krótkim i serdecznym śmiechem.
- A pani Crawford kilka godzin po waszym wyjeździe na powrót zapadła w śpiączkę i nie obudziła się jeszcze. - na te słowa Martina posmutniała. - Ale nie martw się! Poza tym,że jest nieprzytomna, lekarze twierdzą, że jej stan jest bardzo dobry i wszystko wskazuje na to,że za kilka tygodni wróci do domu.
- Cieszę się... - odpowiedziała nieprzytomnie Martina. Do kuchni w podskokach i ucieszonej gębie wparował  Jamie i bez pytania wdrapał się na kolana Martinie, która objęła go w pasie i przytuliła do siebie.
- Dzień Dobry! - przywitał się grzecznie zamaszyście kiwając głową.
- Cześć młody mężczyzno! - powitała go entuzjastycznie Jo.
- Idziemy na basen? Carter i Alice się już spakowali... - poinformował swoją opiekunkę.
- Znowu? Byliśmy przecież wczoraj! - przypomniała sobie nastolatka.
- Ale krótko. Idziesz?
- Przyjdę potem - zapewniła. - Porozmawiam jeszcze chwilkę z Jo. Jamie zeskoczył z jej kolan, z krzesła ściągnął zielony ręcznik i trzaskając drzwiami wszedł do sypialni Alice i Cartera.
- Jak tam jest? W tej Barcelonie? - zainteresowała się Jo.
- Wspaniale! Uwielbiam podróżować po świecie, choćby dlatego,że mogę zobaczyć takie piękne zabytki i cuda natury... - rozmarzyła się Martina.
- Jesteś tam dopiero drugi dzień, a nam już daje się we znaki twoja nieobecność. - powiedziała Jo, nie patrząc w oczy przyjaciółki. - Dziś rano przyszedł Lucas i Brajan. Graliśmy w karty o 7 rano! To jest chore, mówię ci...
- Zadzwonię do nich potem to sobie pogadamy - Martina mrugnęła do Jo figlarnie.
- Po co masz dzwonić do każdego z nas? Możesz pogadać z całą piątką na raz - Jo posłała jej tajemnicze spojrzenie. Po lewej i prawej stronie blondynki nagle spod stołu wychyliły się dwie głowy, które należały do Lucasa i Seravino. Brajan wszedł do pokoju z chipsami w ręku i uwalił sie na kanapie nie zdając sobie sprawy, co go omija. Martina zakryła usta dłonią, chcą powstrzymać śmiech.
- A Lisa? - spytała chichocząc. 
- Oczywiście, nie mogło jej zabraknąć. - uśmiechnęła się Jo. Lisa weszła do pokoju w ten sam sposób co Brajan, nie uszło uwadze Martiny,że w ręce na wysokości pasa Lisa niosła książkę. Martina rozpoznała w niej piątą część Harry'ego Pottera, którego Lisa czytała już po raz czwarty.
- Umówiliście się, czy jak? - zapytała Martina machając do wszystkich.
- Yyyy...Nie.. - odpowiedziała wymijająco Jo.
- Fajnie pogadać z wami wszystkimi razem - Martina podparła głowę na ręce.
- Niestety muszę opuścić na chwilę towarzystwo, bo zdaje się,że ktoś tu się jedzenia domagał - Jo przewróciła oczami a cała piątka zaśmiała się, gdyż Jo nawet wody nie umiała podgrzać. Blondynka wyszła z pokoju, a za nią zerwał się Brajan.
- Braaaajan....? - zapytali wszyscy jednocześnie trochę zawiedzeni. Brajan stąpając po cichu ruchem palca pokazał,że mają być cicho. Po pół minucie z kuchni usłyszeli wrzask Jo. Lisa przewróciła oczami. Podczas rozmowy Lucas nie odzywał się prawie wcale i patrzył tylko na Martinę. 
- Zastanawiam się skąd Carter wziął tyle kasy... - zwierzała się Martina przyjaciołom.
- Nie przejmuj się pieniędzmi tylko się baw! - zaśmiał się Seravino, który na zmianę zwracał się do Martiny i leżąc w dziwnej pozie przeglądał telefon na kanapie w tyle pokoju.
(Włącz i czytaj)
- Martina!!! - z korytarza dobiegł nawołujący głos.
- Co znowu? - szepnęła Martina. - Kochani, wydaje mi się,że długo nie porozmawiamy... Pozdrówcie zakochanych , a ja lecę - puściła do nich oko. Lisa już chciała stanąć w obronie Jo i wytłumaczyć,że Brajan i Jo nie są w sobie zakochani, ale Martina zdążyła się rozłączyć.
***
Ogromny basen hotelu ANDANTE nadawał się do wielu rzeczy. Można było w nim swobodnie pływać, nurkować , a nawet żeglować. Szesnastoletnia holenderka leżała na fioletowym materacu dmuchanym odmawiając wchodzenia do wody. Znajdowała się na samym środku basenu więc istniał duże ryzyko,że do wody trafi tak czy inaczej. Carter z okularami na nosie odprężał się na hotelowych leżakach  ustawionych w pełnym słońcu, trzymając za rękę w tym samym momencie Alice, która leżała koło niego. Jamie wyposażony w najnowszy sprzęt nurkowy badał dno basenu, na którym niespodziewanie znalazł dwie całkiem ładne muszle. Wściekłość i panika niespodziewanie ogarnęły Martinę, kiedy została brutalnie wciągnięta do basenu. Brutalnie wciągnięta,ale delikatnie złapana. Nie potrafiła pływać i otwieranie oczu w wodzie sprawiało jej problem,ale w tym momencie była tak wściekła i ciekawa kto to zrobił,że zapomniała o tym,że jest pod wodą i nie umie pływać,ze otworzyła oczy. Nikt najwyraźniej nie zauważył jej zniknięcia, gdyż kątem oka Martina dostrzegła Jamiego nadal przeczesującego dno basenu. Nie usłyszała też żadnych przytłumionych krzyków,dlatego Carter w tej chwili pewnie spał w najlepsze. Szarpała się chwilę pod wodą , a kiedy już miała wynurzyć głowę , dostrzegła go. Ian. 
* Co ten chory debil sobie myśli!? * - pomyślała z wściekłością. Wyrwała mu się, machnęła nogami, ochlapując go porządnie i wynurzyła głowę na powierzchnie basenu. Nie odwróciła się, nie obdarzyła go spojrzeniem, tylko szybkim i stanowczym ruchem porwała dmuchany materac, ręcznik i wybiegła z pomieszczenia.
- Martina! - zawołał Ian z nutą rozbawienia w głosie. Pobiegł za nią, a ona nie mogła sie powstrzymać i kiedy był już kilka metrów od nie, rzuciła na ziemię śliski i mokry materac, o który chłopak potknął się i wylądował na mokrej posadzce. Dziewczyna odwróciła się gwałtownie, by sprawdzić,czy nie zrobił dobie krzywdy. Widząc go żałośnie wyciągniętego, z miną zdezorientowaną wybuchnęła stłumionym śmiechem. Usiadła na ziemi, koło Iana leżącego na dmuchanym materacu. Ten lekko podniósł głowę i popatrzył na nią. Martina już się nie gniewała.
- Nawet jak jesteś wściekła i przemoknięta do suchej nitki, wyglądasz cudownie. - dziewczyna siłą powstrzymała się przed wymierzeniem mu policzka. Z trudem zdobyła się na nieznaczny uśmiech. Ian podniósł się z podłogi , podał jej materac, mrugnął filuternie i oddalił się z powrotem w stronę basenu.

***
Duże krople deszczu spadały z nieba mieniąc się w pełnym słońcu.
Kartka papieru szeleściła pod każdym ruchem długopisu.
" ... nie wiem co o nim myśleć Jo... jest pociągający to na pewno... gdybyś tu była, wiedziałabyś,że jego uśmiechowi trudno się oprzeć... ale jest wredny... i wciąż śmieje się z tego co mi nie wychodzi.... nic mnie to nie rusza,ale Jo,co byś zrobiła mając na wyciągnięcie ręki boskiego bruneta, ze zrytą banią, kuszącym uśmiechem i bezczelnym zachowaniem... przecież to podrywacz zwykły, Jo, ja nie oszalałam, powiedz...?
***
- Jamie, za dziesięć minut będzie kolacja - poinformował Carter Jamiego, który opychał się już drugą czekoladą. Chłopak nie odrywał oczu od gazety.
- Nie umiesz hiszpańskiego - przypomniała mu Martina wkładając do ust kolejną garść orzeszków.
- Czy wy możecie teraz nie jeść?! - oburzył się.
- Czego się wściekasz? - dziewczyna zgarnęła ze stołu swoje jedzenie i podeszła do zlewu. - Nie umiesz hiszpańskiego! - zaśmiała się patrząc na brata.
- Dajże spokój kobieto... Zajmij się... Jak mu tam? Ianem? Widzę,że się bardzo lubicie - Carter trafił w czuły punkt. Martina spłonęła rumieńcem i niezauważona wymknęła się do łazienki.
***
- Carter, ja wiesz,że to brzmi banalnie, ale ona musi się kiedyś dowiedzieć.
- Eh... Ja to rozumiem. Martina nie jest gotowa przyjąć z dnia na dzień tak szokujący fakt.
- Będzie wściekła jak jej nie powiesz.
- Wszystko zawsze spada na mnie! - Carter uderzył pięścią powietrze.
- Dlaczego tak nagle się wami zainteresowała?
- Zainteresowała się Martiną nie mną, jestem dorosły, nie potrzebuję mamusi. - Carter nie krył niezadowolenia.
- Kocha cię przecież. - przypomniała Alice
- Jej duma i egoizm niestety temu zaprzeczają - stwierdził chłopak.
- To były emocje Carter - Alice złapała go za rękę - Nie potrafiła się z tym pogodzić.
- Zawsze była silna, kochała nas, mówiła,że jesteśmy najważniejsi, byliśmy szczęśliwi - wymieniał coraz bardziej poirytowany - A jednak zniknęła z naszego życia, a my po bardzo długim czasie przyzwyczailiśmy się,ale nie zaakceptowaliśmy tego nigdy.
- Jeśli nie zaakceptowałeś tego,że ona odeszła, to powinieneś przyjąć ją z otwartymi ramionami - zauważyła rudowłosa
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że będzie nas chciała odnaleźć i wrócić? - Carter spojrzał ze strachem w oczy Alice.
- Może zrozumiała?
- Nie rozumiesz,że nam jest dobrze tak jak jest?! - Carter wstał od stołu.
- Nie możesz jej przecież skreślić, zapomnieć, wyrzucić! - buntowała się dziewczyna.
- Nie mam zamiaru tego robić - oparł prawą rękę na blacie stołu i raz jeszcze przeszył Alice wzrokiem. -  Ja nie chcę zmian. - dodał stanowczo i wyszedł z mieszkania.
***
- Rita? Wyciągnij mapą, proszę? - Martina rozglądała się po barwnych ulicach Barcelony, w jednej ręce trzymając ramię plecaka, a drugą - ramie Rity.
- Nie mam mapy, Martina... - Rita nerwowo przebiegła wzrokiem po budynkach.
- To nic... Poradzimy sobie! - do Martiny najwidoczniej sens tych słów jeszcze nie dotarł.
- Ja nie znam tej części miasta! A ty tu jesteś pierwszy raz w życiu! 
- Mój instynkt mnie nie zawiedzie - obwieściła dziewczyna trochę niepewnym głosem - Trzeba się było uczyć hiszpańskiego! Zaraz! Ty umiesz hiszpański! - popatrzyła na Ritę z nadzieją
- Niewiele... Hotel ANDANTE to holendersko-hiszpańska instytucja... 
- Mamy przecież telefony! Zadzwonię do Cartera!
- Ale miałyśmy iść na zakupy... - przyjaciółka posłała jej błagalne spojrzenie.
- Wczoraj byłam na zakupach i wydałam masę pieniędzy nie wiadomo skąd wziętych! Rita! Myślmy pozytywnie i obiektywnie! Jesteśmy w Barcelonie, są wakacje, a ja chcę przeżyć przygodę! Idziemy! - zakomenderowała Martina. Trzymając za rękę trochę zdezorientowaną i zagubioną Ritę, Martina dotarła do kolejnego skrzyżowania. Otrzeźwiała Rita wreszcie wygrzebała z dna torby mapę i nieudolnie ją studiowała. Brunetka czekając na zielone światło rozglądała się wokół. Gdy przechodziła przez pasy, znajoma postać zbliżyła się do jej ramienia.
- Cześć - szepnął Ian szturchając lekko koleżankę.
- Co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona mierząc go podejrzliwym spojrzeniem - Śledzisz mnie?!
- Nie! Skąd ci to przyszło do głowy? - Ian już miał się wytłumaczyć,ale dziewczyna mu przerwała
- Widzę cię wszędzie! Tam gdzie ja - tam i ty!
- Martina, nie śledzę cię, uwierz - chłopak zrezygnowany wzruszył ramionami. 
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - przypomniała.
- Jakie pytanie? 
- Co tu robisz, do cholery?! - krzyknęła na na niego, i choć nikt nie rozumiał co powiedziała, wiele osób odwróciło twarze ze zdziwieniem w jej kierunku.
- Nie krzycz! To samo  co ty - mrugnął do niej filuternie i nie czekając na jej reakcję przeszedł przez ulicę zważywszy na zielone światło. 
- Ja się zgubiłam, a ty? - zapytała dziewczyna, tracąc cierpliwość, doganiając Iana na drugim końcu ulicy. Ian odwrócił się w stronę ulicy i wskazał głową na stojącą po drugiej stronie Ritę, która wciąż wpatrywała się w mapę. 
- Rita! - krzyknęła Martina. Dziewczyna przebudziła się i ze strachem zauważyła,że Martina jest po drugiej stronie - w dodatku w towarzystwie Iana. Szybkim krokiem pokonała jezdnię, nie zważając na czerwone światło.
- Zgubiłyście się, zgadłem? - Ian włożył ręce do kieszeni i szedł przodem do Martiny.
- Tak! - krzyknęła z tyłu zasłyszana Rita - Zgubiłyśmy centrum handlowe!
- Zabiorę was do domu - zaoferował się.
- Nie, same sobie poradzimy - zapewniła szorstko Martina.
Chłopak złapał ją stanowczo za nadgarstek.
- Daj sobie pomóc, nie chcę ci nic zrobić.
Martina już chciała mu powiedzieć,że się go nie boi, ale darowała sobie i pozwoliła zaprowadzić się do tramwaju.
***
- A jak ona się czuje? Jej syn jest z nami, muszę wiedzieć takie rzeczy - mówił do słuchawki Carter.
- Jest nieprzytomna już drugą dobę, lekarze twierdzą,że reaguje na bodźce, nie można jej wybudzić, nie ma kontaktu z lekarzami - wymieniał najlepszy przyjaciel Carter'a - Syriusz.
- Jest lepiej czy gorzej?
- Człowieku! Jesteś na wakacjach nie zamartwiaj się wszystkim dookoła! Do szpitala trafiła przedwczoraj, jej stan jest taki sam,jaki był wtedy,kiedy ją odwiedziliście! 
- Daj znać jak coś się zmieni. I podlewaj nasze kwiatki - Carter rozłączył się.
Spojrzał na wyświetlacz komórki. Znowu dzwoniła. Rozmawiał z nią tylko raz i nie chciał więcej. Sam siebie nie rozumiał. Nie obwiniał nikogo, ale czasem czuł się zmęczony. Tak wiele na niego spadło.
- Kochanie? Idziemy na spacer? - Alice weszła do pomieszczenia i delikatnie oparła głowę na ramieniu chłopaka. Carter tylko smutno pokiwał głową.
- Pamiętaj,że w Barcelonie nie bywa się codziennie! - pocieszyła go Alice.
***
Ian siedział w malowniczym ogródku za hotelem ANDANTE. Za kilka minut słońce zniknie za horyzontem. Siedział samotnie, w ciszy i skupieniu. Nagle zaszeleściła trawa i na ozdobnym, ogrodowym krześle usiadła najpiękniejsza dziewczyną w całej Barcelonie.


Ian'a zdziwił ten widok. Od pierwszego spotkania dziewczyna mu się podobała. Od pierwszego spotkania wydawała się taką optymistką, jednocześnie bardzo nieśmiałą i skrytą.Wrażliwą. Ale też nieosiągalną. Miał takie wrażenie, jakby go unikała, nie lubiła. Przyszła do niego, usiadła koło niego z własnej woli. Ian zawsze zwracał uwagę na wygląd dziewczyn, lubił gdy były ładnie ubrane, twierdził,że zadbana dziewczyna jest też miłą dziewczyną. Martina wyglądała bosko. Jednak nie wygląd zewnętrzny był dla niego najważniejszy. To prawda bywał chuliganem, bywał wredny i bezczelny, ale w rzeczywistości był całkiem miłym i ujmującym chłopakiem. Martina położyła swoją komórkę na stoliku i popatrzyła na niego.
Chłopak odchylił się na krześle, westchnął głęboko i po raz kolejny spojrzał w niebo. Żadne z nich tak naprawdę nie miało pojęcia co powiedzieć. A mieli dużo do powiedzenia. 
Martina wyciągnęła rękę , a Ian podał jej swoją.
- You're not as bad as it might seem, Ian.*
***
* You're not as bad as it might seem, Ian - Nie jesteś taki zły jakby się mogło wydawać Ian.
***