Dedykuję ten rozdział Joannie Jarosińskiej.
To ona pierwsza skomentowała i jednocześnie dodała otuchy.
Dziękuję... :*
Następnego ranka Martina obudziła się jak zwykle koło godziny 9.00
Od razu naszły ją pytania co robić w ten kolejny letni dzień. Pomysły
powoli się wyczerpywały. Wstała i przeciągnęła się.
Słońce świeciło bardzo mocno. Zapowiadał się gorący
dzień. Przebrała się w bluzkę na ramiączkach.
Rozczesała zwoje brązowo fioletowe włosy, które od razu skręciły się
charakterystycznie. Lubiła woje włosy, nie chciałaby mieć innych.
Otworzyła prawie wszystkie okna w domu z powodu duszności.
Bardzo często zdarzał się, że miała ataki. Nie mogła oddychać, robiło jej się ciemno i duszno.
Umiała sobie z tym poradzić, ale utrudniało to wiele czynności.
***
Gdy zjadła szybkie śniadanie wyszła na taras by spojrzeć na słońce.
Uwielbiała to robić. Nawet nie
wiedziała dlaczego.Słońce dawało jej
siłę do życia. Martina jest nieobliczalna,
nie idzie jej odgadnąć. Jest zupełnie inna niż wszyscy.
Od zawsze było wiadomo, że jest inna.
Nie sposób ją zrozumieć, tylko dobrzy przyjaciele potrafią.
* Co teraz? Co będę robić cały dzień? * Odpowiedź przyszła prawie w tej samej chwili.
Usłyszała głośno dudniący dzwonek do drzwi. Bez pośpiechu pokonała
dwa pomieszczenia
***
Za drzwiami stał niespodziewany gość. Lucas. Lucas był dobrym
kolegą. Jednym z najbliższych. Martina powitała go z ciepłym uśmiechem na twarzy.
Chłopak nie odezwał się ani słowem.
Podszedł do niej i na powitanie pocałował w policzek.
Wielu z was pewnie myśli teraz, że Lucas i Martina to para.
Jesteście w błędzie.
W świecie Martiny tak się właśnie witają. Całując w policzek.
Lucas to nieśmiały chłopak ale pozory zachowuje.
Gestem zaprosiła go do jasnego salonu.
Już po chwili siedzieli koło siebie pijąc herbatę z lodem.
Martina nie chciała pytać po co przyszedł.
To niegrzeczne. Lucas sam postanowił to zrobić.
On sam nie wiedział co go do Martiny pociągnęło? Po co tutaj przyjechał?
Szybko musiał coś wymyślić.
- Zastanawiałem się... - zaczął ostrożnie - Czy może spędziłabyś ten dzień ze mną?
Na twarzy chłopaka pojawił się nieśmiały uśmiech.
Martina również go nim obdarowała.
- Bardzo chętnie - odparła bez zastanowienia - Masz jakieś pomysły?
- Owszem - odezwał się po chwili tajemniczo - Myślałem o przejażdżce do sadu za twoim domem. Rowerami oczywiście.
- Świetnie! Chodźmy! - pociągnęła go za rękę.
W jego sercu pojawiła się nadzieja, może jeszcze była świadoma? Może mu się uda
być bliżej?
***
Jechali słonecznymi ścieżkami leśnymi w stronę kolorowego sadu.
Martina na niebieskiej damce z koszyczkiem z przodu.
Lucas na starym wydaniu górala.
Nie mówili nic. Martina rozglądała się wkoło
napawając się lipcowym słońcem. Lucas z uśmieszkiem pod nosem wdychał
zapachy lata.
Jechali blisko siebie prawie stykając się kierownicami. Mijali
kwitnące wiśnie, zielone jeszcze drzewa. Śpiew ptaków doprowadzał
do przyjemnego szału. Dziewczyna uwielbiała
przebywać na łonie natury. Kochała śpiew ptaków, zapach kwitnących drzew,
szum strumyka, który właśnie mijali.
Bez ostrzeżenia zatrzymała się. Nie mogła się powstrzymać. Lekko popchnęła
rower na trawę i podbiegła do świecącego w blasku słońca strumyka.
Zamoczyła rękę w prawie gorącej wodzie.
Lucas prawie od razu pojawił się koło niej.
Czuła jego słodki zapach na ramieniu.
Okręciła głowę w jego stronę i spojrzała z uśmiechem prosto w oczy.
Z cichym chichotem podbiegła z powrotem do swojego roweru.
-Chciałabym, żeby ten dzień nigdy się nie skończył. - szepnęła gdy lekko płynęli leśnymi ścieżkami.
Lucas obdarował ją tylko serdecznym uśmiechem.
Jechali dość daleko, okolica wcale jednak nie była duża.
Wreszcie dojechali na miejsce. Im oczom ukazał się letni sad.
Ten pełen barw, który tak się uwielbia, ale nie da się tego przekazać.
Z rozłożonymi rękami Martina pobiegła wśród drzew.
Słodki zapach kwitnących owoców potrafił zemdlić.
Lucas z rękami w kieszeni i figlarnym uśmiechem poszedł za nią.
Różowe drzewka pokrywały całą powierzchnię parceli.
Stąpali na boso po zielonej, czystej trawie.
Dziewczyna stała z rozłożonymi rękami i zamkniętymi oczami.
Pochłaniała świat.
***
Lucas podszedł do niej bezszelestnie stąpając po zielonym pokryciu sadu.
Objął ją w tali i położył głowę na ramieniu.
Martina zdziwiła się tym gestem. Popatrzyła po raz kolejny w zielone, szmaragdowe oczy.
Miały taki nieistniejący kolor. Jego blond czupryna wspaniale z nimi kontrastowała.
Złapała jego ręce i znowu się uśmiechnęła.
Resztę dnia spędzili bardzo przyjemnie.
Biegali po różowym sadzie, chowali się wśród drzew.
- Znajdę Cię - przekonywał Lucas. Martina siedziała cicho.
Gdy już miała nadzieję, że jej nie znajdzie poczuła po raz drugi czyjeś ręce na talii.
Uśmiechnęła się zrezygnowana.
- Dzień z Tobą to dzień w niebie - szepnęła mu na ucho gdy siedzieli pod rozłożystą wiśnią i rozkoszowali się ciepłem popołudnia.
Martina oparła głowę na jego ramieniu. Złapał ją za rękę.
- Dobrze mieć taką osobę jak ty przy sobie. - powiedziała po dłuższej przerwie.
* Przyjaciela? Chłopaka? * myślał Lucas.
Pospacerowali korzystając z wspaniałego letniego słońca. Trzymali się za ręce.
Dziewczyna i tak uważała nadal, że to przyjaźń. Najbliższa pod słońcem, ale przyjaźń.
***
Wracali do domu przy zachodzącym słońcu.
Gdy mijali strumyk tym razem Lucas się zatrzymał.
Martina wyglądała na zdziwioną, ale poszła w jego ślady.
Przysiedli na trawie. Słońce chyliło się ku zachodowi. Do domu tylko kawałek.
Martina odetchnęła głęboko.
- Ta chwila jest najpiękniejszą w moim życiu - odezwał się Lucas.
- Moją też - szepnęła.
Patrzyli na ostatnie promyki słońca.
Lucas pierwszy wstał, podał dziewczynie rękę, prowadząc rowery
wrócili do uroczego domku Martiny.
Stanęli przed drzwiami. Byli naprawdę blisko siebie.
Lucas dotknął policzka Martiny. Uśmiechnęła się i zarumieniła, po czym
szybko pocałowała go w policzek i pomachała na
pożegnanie.
Osłupiały stał pod drzwiami jeszcze dobrą chwilę, wzruszył ramionami
i z zadowolonym uśmiechem poszedł do swojego domu.
Uwielbiała to robić. Nawet nie
wiedziała dlaczego.Słońce dawało jej
siłę do życia. Martina jest nieobliczalna,
nie idzie jej odgadnąć. Jest zupełnie inna niż wszyscy.
Od zawsze było wiadomo, że jest inna.
Nie sposób ją zrozumieć, tylko dobrzy przyjaciele potrafią.
* Co teraz? Co będę robić cały dzień? * Odpowiedź przyszła prawie w tej samej chwili.
Usłyszała głośno dudniący dzwonek do drzwi. Bez pośpiechu pokonała
dwa pomieszczenia
***
Za drzwiami stał niespodziewany gość. Lucas. Lucas był dobrym
kolegą. Jednym z najbliższych. Martina powitała go z ciepłym uśmiechem na twarzy.
Chłopak nie odezwał się ani słowem.
Podszedł do niej i na powitanie pocałował w policzek.
Wielu z was pewnie myśli teraz, że Lucas i Martina to para.
Jesteście w błędzie.
W świecie Martiny tak się właśnie witają. Całując w policzek.
Lucas to nieśmiały chłopak ale pozory zachowuje.
Gestem zaprosiła go do jasnego salonu.
Już po chwili siedzieli koło siebie pijąc herbatę z lodem.
Martina nie chciała pytać po co przyszedł.
To niegrzeczne. Lucas sam postanowił to zrobić.
On sam nie wiedział co go do Martiny pociągnęło? Po co tutaj przyjechał?
Szybko musiał coś wymyślić.
- Zastanawiałem się... - zaczął ostrożnie - Czy może spędziłabyś ten dzień ze mną?
Na twarzy chłopaka pojawił się nieśmiały uśmiech.
Martina również go nim obdarowała.
- Bardzo chętnie - odparła bez zastanowienia - Masz jakieś pomysły?
- Owszem - odezwał się po chwili tajemniczo - Myślałem o przejażdżce do sadu za twoim domem. Rowerami oczywiście.
- Świetnie! Chodźmy! - pociągnęła go za rękę.
W jego sercu pojawiła się nadzieja, może jeszcze była świadoma? Może mu się uda
być bliżej?
***
Jechali słonecznymi ścieżkami leśnymi w stronę kolorowego sadu.
Martina na niebieskiej damce z koszyczkiem z przodu.
Lucas na starym wydaniu górala.
Nie mówili nic. Martina rozglądała się wkoło
napawając się lipcowym słońcem. Lucas z uśmieszkiem pod nosem wdychał
zapachy lata.
Jechali blisko siebie prawie stykając się kierownicami. Mijali
kwitnące wiśnie, zielone jeszcze drzewa. Śpiew ptaków doprowadzał
do przyjemnego szału. Dziewczyna uwielbiała
przebywać na łonie natury. Kochała śpiew ptaków, zapach kwitnących drzew,
szum strumyka, który właśnie mijali.
Bez ostrzeżenia zatrzymała się. Nie mogła się powstrzymać. Lekko popchnęła
rower na trawę i podbiegła do świecącego w blasku słońca strumyka.
Zamoczyła rękę w prawie gorącej wodzie.
Lucas prawie od razu pojawił się koło niej.
Czuła jego słodki zapach na ramieniu.
Okręciła głowę w jego stronę i spojrzała z uśmiechem prosto w oczy.
Z cichym chichotem podbiegła z powrotem do swojego roweru.
-Chciałabym, żeby ten dzień nigdy się nie skończył. - szepnęła gdy lekko płynęli leśnymi ścieżkami.
Lucas obdarował ją tylko serdecznym uśmiechem.
Jechali dość daleko, okolica wcale jednak nie była duża.
Wreszcie dojechali na miejsce. Im oczom ukazał się letni sad.
Ten pełen barw, który tak się uwielbia, ale nie da się tego przekazać.
Z rozłożonymi rękami Martina pobiegła wśród drzew.
Słodki zapach kwitnących owoców potrafił zemdlić.
Lucas z rękami w kieszeni i figlarnym uśmiechem poszedł za nią.
Różowe drzewka pokrywały całą powierzchnię parceli.
Stąpali na boso po zielonej, czystej trawie.
Dziewczyna stała z rozłożonymi rękami i zamkniętymi oczami.
Pochłaniała świat.
***
Lucas podszedł do niej bezszelestnie stąpając po zielonym pokryciu sadu.
Objął ją w tali i położył głowę na ramieniu.
Martina zdziwiła się tym gestem. Popatrzyła po raz kolejny w zielone, szmaragdowe oczy.
Miały taki nieistniejący kolor. Jego blond czupryna wspaniale z nimi kontrastowała.
Złapała jego ręce i znowu się uśmiechnęła.
Resztę dnia spędzili bardzo przyjemnie.
Biegali po różowym sadzie, chowali się wśród drzew.
- Znajdę Cię - przekonywał Lucas. Martina siedziała cicho.
Gdy już miała nadzieję, że jej nie znajdzie poczuła po raz drugi czyjeś ręce na talii.
Uśmiechnęła się zrezygnowana.
- Dzień z Tobą to dzień w niebie - szepnęła mu na ucho gdy siedzieli pod rozłożystą wiśnią i rozkoszowali się ciepłem popołudnia.
Martina oparła głowę na jego ramieniu. Złapał ją za rękę.
- Dobrze mieć taką osobę jak ty przy sobie. - powiedziała po dłuższej przerwie.
* Przyjaciela? Chłopaka? * myślał Lucas.
Pospacerowali korzystając z wspaniałego letniego słońca. Trzymali się za ręce.
Dziewczyna i tak uważała nadal, że to przyjaźń. Najbliższa pod słońcem, ale przyjaźń.
***
Wracali do domu przy zachodzącym słońcu.
Gdy mijali strumyk tym razem Lucas się zatrzymał.
Martina wyglądała na zdziwioną, ale poszła w jego ślady.
Przysiedli na trawie. Słońce chyliło się ku zachodowi. Do domu tylko kawałek.
- Ta chwila jest najpiękniejszą w moim życiu - odezwał się Lucas.
- Moją też - szepnęła.
Patrzyli na ostatnie promyki słońca.
Lucas pierwszy wstał, podał dziewczynie rękę, prowadząc rowery
wrócili do uroczego domku Martiny.
Stanęli przed drzwiami. Byli naprawdę blisko siebie.
Lucas dotknął policzka Martiny. Uśmiechnęła się i zarumieniła, po czym
szybko pocałowała go w policzek i pomachała na
pożegnanie.
Osłupiały stał pod drzwiami jeszcze dobrą chwilę, wzruszył ramionami
i z zadowolonym uśmiechem poszedł do swojego domu.
