piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 4 - ''Chcę żebyś został...Ze mną...''

Doszłam do wniosku,że pisanie rozdziału na tablecie jest w pewnym sensie niebezpieczne. Ponieważ kochany przycisk "zapisz" wyraźnie sobie ze mnie kpi! Dlatego, kiedy chcę wyjść z blogera chociażby na 3 sekundy, muszę wszystko zapisywać, bo ten dureń tylko czeka by mi skasować to co napisałam! Poradzę sobie :) Spoko ;)
________________________________________________________________________________________
Martinę podwiózł do domu tata Jo, gdyż Lucas stwierdził,że nie da rady jechać na rowerze i zaoferował , że doprowadzi go do domu. Dziewczyna stała przy dębowym, szerokim parapecie w swoim pokoju, na którym przesiedziała niezliczone godziny. Okno wychodziło na zalany zachodzącym słońcem ogród państwa Stoessel. Martina podziwiała zachód słońca. Nagle usłyszała za sobą znajome kroki. Poczuła w powietrzu zapach imbiru i ciemnej kawy. Znowu te delikatne ręce bez skrupułów otoczyli ją w pasie. Poczuła te delikatne choć silne ręce. Zawsze zastanawiała się jak taki wysportowany chłopak może być aż delikatny. W przypadku Lucasa wszystko było możliwe. Martina ze słabym uśmiechem odwróciła wzrok i spojrzała zmęczonymi oczami na przyjaciela.
 ***
- Przyprowadziłem twój rower i... przyszedłem sprawdzić czy wszystko w porządku. Lekkie kiwnięcie głową dało chłopakowi do zrozumienia,że Martina czuje się dobrze. 
- Ty pewnie jesteś zmęczona....i.... może ja już pójdę...nie będę przeszkadzać... - Lucas poczuł się nieswojo. Martina przecząco pokręciła głową. 
- Chcę żebyś został...Ze mną... - wyznała przyjacielowi opierając głowę na jego ramieniu. 
- Jesteś pewna? Może chcesz się położyć? - chłopak był niezdecydowany. Chęć spędzenia nocy z Martiną przyciągała go jak magnes. Nie chciał być jednak natarczywy i wyjść na źle wychowanego.
- Mam pomysł - rzuciła Martina i jakby od razu nabrała sił na dalsze wrażenia, kończącego się już dnia.
- A ja mam lepszy - wyprzedził ją Lucas, który w porę pojął, że przyjaciółka ma siły i nie jest zmęczona.
Wziął ją za rękę i pociągnął do ogrodu. Od domu państwa Stoessel, ciągnęło się spore ogrodzenie za którym znajdował się jeden z najpiękniejszych zakątków okolicy. Ogród był duży i każdy miał w nim swoje miejsce. Od furtki prowadziła kamienna ścieżka wiodąca w głąb prywatnej puszczy. Rosły w niej wiśnie, czereśnie,jabłonie, grusze, śliwy i kilka leśnych drzewek. Po środku umieszczono sztuczne, lecz do złudzenia przypominające prawdziwe - źródełko. Pływały w nim rybki a po ogrodzie często hasały dzikie zające. Ogród był przystosowany do ludzi. Drzewa miały takie kształty jakby siedział na nich niewidzialny człowiek. Na niektórych, mocniejszych i większych - wybudowane były domki. Jedne dla ptaków, inne dla ludzi. Cała paczka lubiła siedzieć w tym ogrodzie godzinami. Był umieszczony na "wzgórzu" co było jego dobra stroną. Zimą można było zjeżdżać na nartach lub sankach, a latem młodzież urządzała na nim wodna zjeżdżalnię. Ogród jak każdy inny - krył swoją tajemnice. Znały ja tylko 2 osoby. Byli nimi Lucas i Martina. Na samym końcu ogrodu znajdowały się po obu stronach wysokie skały. Porośnięte były drzewami i trawą. W jednym miejscu ukryta była jaskinia. Wszyscy myśleli , że to po prostu kawałek ściany, jednak był to kamień służący za prowizoryczne drzwi jaskini. Martina i Lucas zaglądali tam często,ale tego dnia, po prostu o niej zapomnieli. 
***
Kiedy weszli do ogrodu uderzył w nich chłód - nie spodziewali się tego, ale żadne nich nie skomentowało. Doszli do najbliższego drzewa - czereśni. Lucas podsadził Martinę, by usiadła na pniu. Dziewczyna była szczęśliwa i zadowolona. Nie przyjmowała ja nieobecność Cartera. Siedziała na ulubionej czereśni i beztrosko machała nogami. Lucas zaśmiał się na ten widok. Uwielbiał kiedy przyjaciółka tak się zachowywała. Wiedział ,że się cieszy i jest radosna - to go najbardziej uszczęśliwiało. Jednym susem wskoczył koło niej, nie zatrzymując się, tylko pnąc się dalej - w górę korony drzewa. Zerwał najwyżej rosnące i jednocześnie najpiękniejsze czereśnie na tym drzewie i zniżył się do dziewczyny. Powiał ciepły wietrzyk i rozwiał włosy Martinie. Lucasowi podobał się ich kolor. Długie do łopatek, lekko ni to kręcone,ni to falowane, z fioletowymi końcówkami. Pachniały truskawkami i morską wodą. Chłopak wziął w palce opadające na ramiona długie włosy Martiny. 
***
Przyglądał im się przez chwile,a potem łobuzersko dmuchnął w grzywkę dziewczyny. Złapał ją za rękę i położył sobie na kolanach. Ona wystawiła ku niemu twarz. Lucas wyciągnął w jej stronę soczyste owoce i włożył prosto do ust. Potem lekko zeskoczył na ziemię i kilkoma krokami podbiegł do dojrzałej jabłonki. Z odległości 30m rzucił Martinie jabłko, a ona zręcznie je złapała. Chłopak zauważył,że trzęsie się z zimna. Bez zastanowienia ściągnął swoją koszulę w kratkę i podał jej.
- Zwariowałeś? Przecież nie będziesz chodził półnago! - zaśmiała się koleżanka.
- Mnie jest ciepło - zapewnił mało wiarygodnie. Martina przystała na propozycję i okryła się koszulą.
Lucas niemal w samych spodniach usiadł pod drzewem na zupełnie mokrej trawie. Nogi Martiny spoczywały mu na ramieniu. Dziewczyna zamknęła oczy i jeszcze raz przeżyła ten dzień. Przypomniała go sobie od początku do końca. 
***
Nagle w ciszę rozdarł przeraźliwy wrzask. Martina wyrwania z zadumy tak się przestraszyła,że spadła z drzewa prosto na Lucasa. Dzięki szybkiej interwencji chłopaka, nic jej się nie stało, bowiem Lucas złapał za ręce i przyciągnął do sobie. Znowu cisza. Usłyszeli czyjeś szybkie kroki i kolejny wrzask. Wrzask dziewczyny. Było koło 00.30.  Do ogrodu, bez otwierania furtki, przeskakując przez płot z głośnym krzykiem, o bosych nogach wpadła Jo. Za nią biegł Brajan trzymający w jednej ręce butelkę z wodą, a w drugiej małą, papierową flagę Holandii. Jo okrążyła najpierw ogród, potem przebiegła koło czereśni i zatrzymała się gwałtownie. Brajan zdążył ją dogonić, a dziewczyna niespodziewanie rzuciła mu się na szyję przewracając go na ziemię.
***
- Czy wy się aby dobrze czujecie? - zapytał zdezorientowany Lucas. Ze zdziwieniem patrzył na całe zajście. Jo tymczasem wyrwała Brajanowi butelkę z wodą i wylała prosto na jego twarz. Potem szybko wskoczyła na miejsce gdzie jeszcze przed chwila siedziała Martina. Brajan otrząsnął się wreszcie i pośpieszył z wyjaśnieniami.
- Holandia nie dostała się do finału!!! - wrzasnął na cały ogród - Brajan. - Możecie to sobie wyobrazić!?
- Powiedz po prostu, że przegrali! - sprostowała go Jo.
- Nie przegrali! Oni wygrali! Byli tak wysoko! Na pewno nie są przegranymi! - Brajan wpadł w totalny szał. Lucas pocałował Martine i Jo przelotnie w policzek, po czym wyprowadził Brajana z posiadłości państwa Stoessel.
- No już chłopie... Będą mieć 3 miejsce, jestem pewien.... - zapewniał go po drodze Lucas.
- O co tu chodzi? - zażądała wyjaśnień Martina. 
- Brajan nie ma w domu telewizora tylko jakieś stare pudło. Przyszedł mecz oglądać do mnie i jak powiedziałam,że "Holandia przegrała", co mnie bardzo zasmuciło, to on wpadł w szał i wrzeszczał,ze nie przegrali, że bramkarz się stresował, że Messi oszukiwał, że to i tamto i się wściekł, bo ja twierdziłam,że Holandia przegrała i w ramach zemsty chciał mnie zmoczyć... No... Wiesz jak on to przeżywa - Jo zrobiła rozpaczliwy, trochę ironiczny ruch dłonią. - Martina zaśmiała się.
- Szkoda, Holandia grała dobrze, ale z Niemcami by siebie dali słabo radę - skomentowała po czym otrzymała piorunujące spojrzenie Jo. - Koniec dyskusji o piłce nożnej! - postanowiła. Nastąpiła chwila ciszy, po czym Jo nie wytrzymała:
- Co właściwie między wami jest? - spojrzała wyczekująco na Martinę.
- Ja to co? Eee.... O co ci chodzi? O mnie i Lucasa? - Jo skinęła głową - Jesteśmy przyjaciółmi!
- Czujesz coś do niego, prawda? - Jo wierciła dziurę w brzuchu przyjaciółce.
- Nie! To znaczy tak! Jest moim bardzo bliskim przyjacielem! Traktuje go jak brata!
- Nie widziałam żebyś  tak traktowała Cartera... - zauważyła blond-włosa.
- Och Jo! To nie to samo... Lucas jest inny niż Carter, nie mogę ich równo traktować z wielu powodów.
***
Zapadła niezręczna cisza. Martina odwróciła głowę chcąc uniknąć spojrzenia przyjaciółki, która wyszukiwała kolejne pytanie. Widząc,że Martina nie chce o tym rozmawiać, Jo odpuściły i tylko objęła przyjaciółkę ramieniem. Nagle w kieszeni Martiny zawibrował telefon.
- Martina Stoessel, słucham - odezwała się do słuchawki. 
- Dobry wieczór, mówi Maggie Bakker - usłyszała nerwowy ale bardzo cichutki głos sąsiadki. - Pani Eva Crawford dostała zawału serca i została przewieziona do szpitala...
- Jamie... - przerwała Martina roztrzęsionym głosem. Telefon wypadł jej z ręki a ona zeskoczyła z drzewa i popędziła przed siebie.
- Martina!!! - krzyknęła za nią Jo - Co się stało? - dziewczyna ruszyła za Martiną chcąc wiedzieć co tak przeraziło przyjaciółkę. Martina była przerażona. Co stanie się z Jamiem? Na pewno jest bardzo wystraszony! Co ona mu powie? Że jego matka jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie i może umrzeć?! Po policzkach ściekały jej łzy. Dotarła pod dom państwa Crawford'ów. Cisza. Karetka pogotowia musiała już dawno odjechać. W oknach sąsiadów paliły się światła. Dziewczyna wbiegła na podwórko. Za nią pojawiła się Jo. Przed drzwiami frontowymi stał Jamie a przed nim klękała pani Bakker i tłumaczyła mu coś zawzięcie. Martina rzuciła się na kolana i przytuliła Jamiego do siebie.
***
- Już dobrze Jamie, nie martw się, wszystko będzie dobrze. - głaskała chłopczyka po plecach i przyciskała jego główkę do swojego ramienia.
- Co się stało? - zadał pytanie chłopiec.
- Mamusia jest chora. Pan doktor się nią zajmie i wróci do domu - odparła mało przekonująco Martina. Chłopczyk pokiwał twierdząco głową. 
- Mogłabym go zabrać ze sobą? - Martina zwróciła się do stojącej opodal sąsiadki.
- Mnie się pytasz? Nie mam pojęcia! Nie wiem co z tym chłopcem teraz będzie - odrzekła pani Bakker. Ojciec Jamiego wyjechał kilka lat temu do Afryki, do pracy i ślad po nim zaginął. Prawdopodobnie żyje ale nikt nie utrzymuje z nim kontaktu. Jamie zdaje sobie sprawę,że ma ojca, ale wie, że ma ważne obowiązki w innych krajach i nie może go widywać. Martina zdecydowała się zabrać Jamiego na kilka dni do siebie. W pośpiechu zabrała kilka jego najpotrzebniejszych rzeczy, wzięła na ręce i razem z Jo ruszyły w drogę powrotną do domu. Było już po północy. Carter zamartwiając się na śmierć czekał na siostrę w domu. Nie wiedział co się stało. Gdy siostra weszła do domu z Jamiem na rękach, wydał okrzyk zdumienia.
***
- Eva miała atak - wysapała dziewczyna kładąc usypiającego chłopca na kanapie. Chłopak nie miał nic przeciwko, zawsze chętnie pomagał rodzinie Crawford, tak jak teraz bez przeszkód przyjął syna Evy Crawford do swojego domu.
- Jak się czuje? - zapytał owijając chłopca kocem.
- Nic nie wiem - odparła Martina łamiącym się głosem.
- Idź się położyć. - zaproponował brat.
- Jamie będzie spał ze mną - postanowiła dziewczyna i wzięła chłopca w ramiona.
- Mam nadzieję, że Eva z tego wyjdzie - powiedział szeptem Carter.
Martina weszła do swojego pokoju. Przez otwarte na oścież okno wpadał lekki wietrzyk i promienie księżyca. Ułożyła chłopca na łóżku i usiadła koło niego gładząc go po włosach. Była bardzo zmęczona. Nagle przez okno wskoczyła ciemna postać. Martina siłą powstrzymała się od krzyku. Lucas usiadł koło niej i objął w pasie przytulając do siebie. Posłała mu słaby uśmiech i dała znać ruchem głowy, że idzie się przygotować do snu. Po kilku minutach Martina wyszła z łazienki i nadal przybita i wykończona położyła się na łóżku. Po środku spał sobie smacznie nieświadomy niczego Jamie. Po jego prawej stronie leżała zmęczona, przygnębiona i bardzo zmartwiona Martina, a po jego lewej chcący pocieszyć i rozweselić przyjaciółkę Lucas. Przyjaciele nad głową chłopca trzymali się za ręce. 
***
Gdy nastał ranek Martina zobaczyła Jamiego siedzącego w oknie i bawiącego się dwoma patykami. Chyba udawał, że są ludźmi i rozmawiają ze sobą. mały jamie mówił do siebie i nie zdawał sobie sprawy, że dziewczyna już się obudziła. Lucasa już nie było. Pewnie wstał wcześnie i wyszedł ,żeby nie zauważył go Carter. Martina przeciągnęła się i przymrużyła oczy. Jamie dostrzegł, że już nie śpi. Zeskoczył z okna i wspiął się przyjaciółce na kolana. Martina oparła  głowę na jasnej czuprynie chłopczyka i objęła go mocno. Jamie nadal zajmował się patykami. Dziewczyna spojrzała przez okno. W oddali widniały dwie postacie. Woda wirowała w powietrzu. Jo i Brajan. Martina nie miał najmniejszych wątpliwości. Ta dwójka potrafiła nie spać całą noc i robić różne dziwne rzeczy w środku nocy. W dodatku w sadzie tuż pod domem Stoessel, gdzie mógł ich zobaczyć praktycznie każdy.
***
- Martina... Mogłabyś przyjść na chwilę do kuchni? - Carter zajrzał przez drzwi do pokoju siostry.
Dziewczyna podniosła się kładąc Jamiego na łóżku, który na dobre był pochłonięty zabawą patykami.
- Słucham? - zwróciła się do Cartera mało przytomnym głosem.
- Spałaś w nocy? - zapytał podejrzliwie Carter.
- Nie. To znaczy... spałam... Nie ważne... Coś się stało? - podparła głowę na dłoniach i wlepiła spojrzenie w stół. 
- Załatwiłem nam wakacje - na te słowa Martina spojrzała na niego wzrokiem wypranym z emocji.
- Troszkę bardziej szczegółowo? - poprosiła z większym entuzjazmem. 
- Jedziemy do Barcelony. - obwieścił dumny z mężczyzna. Martinie zapłonęły oczy.
- Kiedy? 
- I tu jest problem.... - odparł zakłopotany Carter.
- Niech zgadnę? Jutro wyjeżdżamy? - Martina wstała z krzesła i oparła się o blat.
- Tak. - Martina gwałtownie wypuściła powietrze z ust.
- Ile masz biletów? - dziewczyna próbowała się skupić i logicznie myśleć.
- Trzy - Carterowi wydawało się to oczywiste.
- Jesteś nieodpowiedzialny - rzuciła Martina bez namysłu.
- O co ci chodzi? Masz jakiś zły humor. Martina? - Carter nie rozumiał zachowania siostry. 
- Na jak długo? - zadała kolejne pytanie. Do kuchni wbiegł roześmiany Jamie wymachując zawzięcie patyczkami. Podbiegł do Martiny i objął jej nogi.
- Na 2 tygodnie. - Carter spuścił głowę. - Nie cieszysz się?
- Cieszę. Będziesz musiał kupić jeszcze jeden bilet - dziewczyna spojrzała na Jamiego i wziąwszy go za rękę wyprowadziła z domu.
***
Posadziła chłopca na bagażniku roweru i pojechały ścieżką przez las. Do domu Lucasa. Wiedziała, ze go tak zastanie. Chciała mu się wyżalić, wiedziała, że Lucas był zawsze, kiedy go potrzebowała. Jej skrytym pragnieniem było, żeby Lucas pojechał z nimi do Barcelony, jednak wiedziała, że pojechać może Jamie, co było sprawą nadal niewyjaśnioną. Co jeśli matka Jamiego się nie zgodzi? Wykluczone! Eva na pewno zgodziłaby się na wyjazd syna za granicę zwłaszcza pod tak dobrą opieką. Pytanie tylko, czy jest przytomna? Bo nie można Jamiego zabrać bez pytania. Martina i Carter nie są jego rodzicami ani opiekunami. Lucas... Lucas mógłby się nim zając! Ale przecież powiedziała Carterowi,żeby kupił dla Jamiego bilet. Podczas lotu mogą być kłopoty... Martina miała mętlik w głowie. Wiedziała,że Lucas rozwieje jej wątpliwości, ale miała świadomość, że nie zobaczy go przez dwa tygodnie a w dodatku nie wiadomo jak się ma matka Jamiego, co było kolejnym problemem nastolatki.
Jak się okazało Lucas był w domu - a dokładniej w ogrodzie. Miał na sobie ubłocona ogrodniczki, w ręku miał łopatę, a po twarzy spływał mu pot. Widocznie nieźle sie natrudził. Usłyszawszy znajomy dzwonek rowerowy, oprał się na rączce łopaty i odwrócił do dziewczyny ścierając pot z czoła. Gdy dotarło do niego kto go odwiedził, na jego twarz spłynął uśmiech, odłożył narzędzie i poszedł się przywitać.
***
Gdy zobaczył, że Martina jest nachmurzona, zrzedła mu mina.
- Co się stało? - zapytał prawie szeptem.
- Matka Jamiego miała atak serca, jutro jedziemy na wakacje do Barcelony, nie mam co zrobić z chłopcem, a poza tym chciałabym,żebyś pojechał z nami, ale nie mamy tylu biletów, matka Jamiego nic nie wie, nie wiem nawet czy jest przytomna... - wyrzuciła z sobie jednym tchem Martina. - Nie chcę się z tobą rozstawać... - dziewczyna niespodziewanie przytuliła Lucasa....
________________________________________________________________________________________
Moim zdaniem rozdział, który właśnie skończyłam, jest dość długi. Długi, ale mało w nim treści. Ja tak sądzę. Mam w głowie niezły plan, tylko kiedy przychodzi go spełnić, nie wiem jak to zrobić. W moim opowiadaniu jest dużo przeciągania. Uwielbiam opisy - ludzi, miejsc, rzeczy. Tylko ja nie potrafię opisywać! Nie mam w zanadrzu aż tylu słów, żeby powstał jakiś spójny opis! :D 
Kto wie, jak potoczą się losy bohaterów. Co wydarzy się na wakacjach w Barcelonie? Czy mama Jamiego czuje się dobrze i zgodzi się na wyjazd syna? Jak mają się sprawy pomiędzy Lucasem i Martiną? 
To już w następnym rozdziale! :D

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 3 - ,,Wszystko jest możliwe. Niemożliwe po prostu wyma gawięcej czasu - Dan Brown

Brak słów xD
Rozdział dedykuję mojej przyjaciółce i kuzynce Adzie :)
Która ma z tym blogiem wiele wspólnego :). 

_______________________________________________________________________
_________________________________________________________________________________
Pierwszy raz od rozpoczęcia się wakacji , mieli się spotkać całą paczką. Lisa mieszkała w
 Amsterdamie, ale na samym jego końcu. Spotykanie się regularnie nie miało sensu.
Choć sprawiało to trudność, odwiedzały się raz na jakiś czas, a poza tym, widywały się w szkole.
Lisa była jedną z dwóch najlepszych przyjaciółek Martiny. Była dziewczyną nieśmiałą, sympatyczną i wierną. Nigdy nie poddawał się w swoim dążeniu do celu, lecz nie okazywała walki o marzenia.
Miała bardzo dobre serce, nie potrafiła zostawić człowieka w potrzebie. Zdarzało się, że gdy szła przez miasto, kupowała biednym na ulicy pożywienie.
Była skryta w sobie , ale nie pozwalała ranić swoich uczuć. Tak jak każdy człowiek, tak też Lisa, była jedyna w swoim rodzaju.
Miała piękne, jasno-brązowe włosy, sięgające jej za łopatki. Wspaniale współgrały z nimi, jej rzadko spotykane, lśniące , prawie białe oczy. Miała cerę jak płatek śniegu, lecz delikatną jak kwiat tulipana.
Miała figurę bardzo szczupłą, lecz nikt nie narzekał na to, że za mało je. Jej wzrost mniej więcej dorównywał Martnie.
Lubiła ubierać się skromnie,ale też bardzo szykownie i elegancko.
Miała świetne poczucie stylu, lecz modą nie interesowała się nigdy.
Rzadko kiedy można ją było zobaczyć w trampkach. Raczej zakładała pastelowe szpilki lub sandały czy też pantofle.
Miała wiele zainteresowań i żadne z nich nie miało nic wspólnego z drugim.
Jej wielką pasją było narciarstwo. W dzieciństwie nie jednokrotnie wyjeżdżała na ferie narciarskie , najczęściej w Alpy lub do Polski. Kilka razy została mistrzynią Amsterdamu, oraz brała udział w światowych mistrzostwach młodzieżowych. Także z powodzeniem. Za każdym razem przywoziła medale.
Poza narciarstwem miała inne zainteresowania. Uwielbiała czytać. Książki, gazety,ulotki. Wszystko!
W swoim życiu przeczytała niezliczone egzemplarze książek.!
Uwielbiała wszystkie gatunki. Od powieści aż po horroro-romanse. Kolejnym jej zainteresowaniem był sport. Była drobna i szczupła, ale bardzo wysportowana. Jej 3 królową wśród sportów była lekkoatletyka oraz unihokej.
(więcej o Lisie dowiecie się w czasie czytania rozdziałów)
***
Drugą z najlepszych przyjaciółek Martiny była Jo.
Zupełna odmienność Lisy.
Dziewczyna miała piękne, falowane włosy w kolorze jasnego blondu.
Oczy jej były koloru błękitnego nieba. Od pierwszego wejrzenia przeszywające na wylot.
Czasami Jo można było przyłapać na wgapianie się w jednego i tego samego człowieka przez dłuższy czas. Przyjaciele żartowali sobie, że w tym czasie odczytuje myśli człowieka.
Była osobą bardzo ciekawą, ale szanowała świat i brała pod uwagę jego nie odgadniętą tajemnicę.
Jo jest porywcza, energiczna, żywa  i spontaniczna. Nie potrafi usiedzieć w miejscu, zawsze chętnie wszystko zrobi i pomoże. Energiczność Jo nie zawsze objawia się w pozytywnych stronach.
Dziewczyna potrafiła naprawdę się zdenerwować. Potrafiła wyrządzić krzywdę w obronie swoich przyjaciół. Jo ma problemy z alkoholem. Zaczęło się to niedawno, jednak w trudnych chwilach stało się nałogiem. Przyjaciele pomagają jej zwalczyć go , lecz w momentach depresji i kompletnego załamania nie da jej się odciągnąć od butelki. Jo kilka razy przedawkowała i nie kończyło się to kolorowo. Ma problemy w rodzinie. Czuje , ze rodzicie jej nie kochają. Jednak ta podświadomość mija, gdy zabierają ja na wakacje lub coś jej kupują. Dziewczyna wie jednak,ze miłość nie objawia się przez pieniądze.
Jest twarda i po ,,tragicznym oblaniu sprawy" , zachowuje się jakby nic się nie stało.
Świetnie ukrywa swój ból i nieszczęście. 
Jest najpiękniejszą dziewczyna w szkole. Miała wiele propozycji związku,lecz za każdym razem odmawiała zobowiązania , grzecznie tłumacząc , ze na romanse ma czas. Jest jednak bardzo romantyczna i marzycielska. Nie sposób odciągnąć ja od celów i marzeń
 Dąży wytrwale do celu. Walczy o marzenia i o przyszłość. Zawsze. Gdy chce się poddać jej przyjaciele podnoszą ja na duchu. Jej włosy są koloru pięknego, jasnego blondu. Układają się w sprężyste, miękkie fale. Doskonale pasują do nich morskie, błyszczące oczy. Jest osoba stanowczą i odważną. Kocha Martine ja siostrę. Świetnie się rozumieją. Maja wspólne pasje. Obie dążą do celu i spełniają marzenia. Ma bardzo dobre relacje z Lisa. Choć jest jej wielkim przeciwieństwem , spędzają ze sobą całe dnie i czuja się dobrze w swoim towarzystwie. Lucas jest dla niej jak starszy brat, uwielbia się z nim kłócić. Nie ma pomiędzy nimi nieporozumień. Są jak dobrzy kumple.
Jo interesuje się modą i podróżami. Chętnie doradza wszystkim uczniom w szkole co do nich najlepiej pasuje. Jest przy tym ujmująca i życzliwa. We wszystkim jest jej dobrze. Uwielbia podróżować po świecie. Była w kilku krajach. Niedawno wróciła z Danii. Była tam z rodziną. Kolejna jej pasja są motocykle. Jo ma swój własny, piękny, niepowtarzalny, niezawodny i kochany motocykl. Uwielbia holenderski żużel. Ma wielkiego powera. Kocha jeździć i świetnie jej to wychodzi. Więcej o Jo dowiecie się w następnych rozdziałach.
***
Jednym z przyjaciół Martiny był Lucas, którego już znacie. 
Lucas ma ciemne, blond włosy i zielone oczy. ( jeśli gdzieś napisałam, ze ma inne oczy, jest to nie prawda i Lucas ma zielone oczy i koniec!) jest wysportowany, wysoki i szczupły.
Ma spokojne usposobienie. Jest rozważny, odpowiedzialny i opiekuńczy.
Nie mówi wiele, ale nikomu to nie przeszkadza. Często lekko się uśmiecha. Mówi się, że ludzie inteligentni nie mówią wiele, by nie wzbudzić niepotrzebnych dyskusji. Jest w tym trochę prawdy, i jest też trochę tej cechy w Lucasie. Dystans to jego wróg. Każdego nowo poznanego traktuje jak najlepszego przyjaciela. Jest to jednak tylko traktowanie a nie uważanie.
Ma świetne relacje z całą paczką,ale najbliższa jest mu Martina. Darzy ją miłością braterską i przyjacielską, ale kryje się pod tym ciche zakochanie.
Martina nie odrzuca jego zalotów, ale oboje wiedzą, że nie są gotowi być razem.
Poza dobrymi relacjami z Martiną, Lucas przyjaźni się także z Carterem - bratem Martiny.
Są przyjaciółmi, dobrze czują się w swoim towarzystwie i razem spędzają wolny czas.
Lucasa można często zobaczyć w kraciastych koszulach z krótkim rękawem, krótkimi spodniami i tenisówkami. Interesuje się nauką. jest jednym z najlepszych uczniów w szkole.
jego mocne strony to fizyka, matematyka i język niemiecki.
Ma plany na przyszłość i chciałby zostać fizykiem lub matematykiem.
Poza szkołą Lucas uwielbia wędkować. Jest wytrawnym i wytrwałym wędkarzem. Świetnie zna się na rybach i wie, którą rybę, na jaką przynętę złapać. Poza tym Lucas gra na gitarze. Od sześciu lat.
Wychodzi mu to świetnie i przy każdym spotkaniu z przyjaciółmi nie brakuje jego i jego skocznych dźwięków.
Więcej o Lucasie dowiecie się czytając kolejne rozdziały.
***
Brajana Martina poznała trzy lata temu na wakacjach w Polsce. Jak się okazało Brajan pochodzi z Amsterdamu i właśnie stamtąd przyjechał. Zaprzyjaźnili się błyskawicznie i uznali, ze świetnie się rozumieją. Brajan jest zupełnym przeciwieństwem Lucasa, ale mimo to są dobrymi kumplami.
Brajan ma ciemną karnację od ciągłego przebywania na słońcu, ciemne, czarne włosy, które praktycznie same układają się tak, jakby powiewał nimi wiatr.
Brajan ma brązowe, roześmiane oczy. Jest szczupły i wysportowany.
Najlepsze relacje ma z Jo i Severino (opisany niżej). Jest zakochany w dziewczynie, ale wie o tym tylko Severino. Wobec Jo jest opiekuńczy, troskliwy, miły i ujmujący. Martina jest dla Brajana jak siostra, ale bywa,że nie mówią sobie wszystkiego. Z Lisą Brajan spędza mnóstwo czasu, lubi z nią żartować, często się kłócą, ale zawsze się godzą. Jest bardzo wysportowanym chłopakiem o miłych cechach charakteru. Jest wygadany, charyzmatyczny i ma poczucie humoru. Opowiada nadzwyczajne historie, optymistycznie patrzy na świat. Ma swój cel i dąży do niego. Uważa, że zawsze jest jakieś wyjście. Zawsze wspiera swoich przyjaciół i nie zostawia ich w potrzebie. Interesuje go piłka nożna. Jest wiernym kibicem holenderskiej reprezentacji piłki nożnej. Marzy o byciu piłkarzem. Jest napastnikiem w szkolnej drużynie. Nie przechwala się swoimi umiejętnościami. Brajan interesuje się końmi. Na ranczu za miastem ma własną klacz która wabi się Branka - do piłkarskiej bramki. Od dziecka jeździ konno i sprawia mu to ogromną radość. Branka jest wierna swojemu panu i razem spędzają wakacyjne dni. W ciepłe dni zabiera Seravino i Lucasa na przejażdżki konne lub mecz piłki nożnej.
***
Seravino przyjechał do Holandii na wymianę międzynarodową trzy lata temu.Pochodzi z Hiszpanii. Wychowuje się z babcią, ponieważ jego rodzice umarli na nieuleczalną chorobę gdy miał 6 lat. Seravino jest wysoki, ale w przeciwieństwie do reszty chłopaków nie interesuje go sport. Ma brązowe włosy i piwne oczy. Uchodzi za jednego z najprzystojniejszych chłopaków w szkole. Miał wiele dziewczyn, ale obecnie jest wolny i żadna go nie interesuje. Przyjaźni się ze wszystkimi z paczki, ale jego najlepszym przyjacielem jest Brajan. Powierza mu swoje sekrety i darzy bezgranicznym zaufaniem. Jest bardzo uwodzicielski, znany jest ze skutecznych podrywów. Jest dżentelmenem i potrafi obchodzić się z dziewczynami. Ubiera się elegancko i zawsze stosownie. Jest życzliwy i skromny. Jego wadą jest brak pewności siebie, bywa, że szybko rezygnuje z obranego celu. Podtrzymują go na duchu przyjaciele i nie pozwalają ustępować. Ma dobry kontakt z rówieśnikami, ale nigdy nie mówi zbyt wiele. Interesuje się literaturą. jest świetny z języka ojczystego(hiszpańskiego i holenderskiego), poza nim zna jeszcze 6 innych - polski,niemiecki,angielski,włoski,rosyjski i francuski. jest bardzo zdolny. W przyszłości chciałby zostać pisarzem. Interesują go książki i chętnie czyta. Razem z Lisą omawiają przeczytane dzieła.
***
Słysząc dźwięk dzwonka do drzwi, ze spokojem podniosła się z łóżka.
Poszła do łazienki nawet nie otwierając drzwi. Niebawem usłyszała kroki w przedpokoju, zgrzyt zamka i wesołe okrzyki powitania. Carter witał w ten sposób tylko Lucasa. Przygotowanie się do wyjścia zajęło Martinie nie więcej niż kilka minut. Carter wyszedł z salonu zostawiając Lucasa samego. Chłopak podniósł się z fotela. Podszedł do półki wiszącej w rogu pomieszczenia. Zobaczył całe mnóstwo fotografii. Na jednej z nich dwójka dzieci. Byli to nie kto inni jak Martina i Carter w dzieciństwie. Lucasa rozbawiło to zdjęcie. Na następnym spostrzegł mężczyznę i chłopca. Tym razem był to Carter i zmarły przed trzema laty jego ojciec. gdy Lucas przyglądał się zdjęciu, na którym widniała cała rodzina Stoessel, do pokoju weszła Martina. Lucas cicho obrócił się do niej. Stanęła jak wryta i patrzyła mu zdezorientowana w oczy. Bez słowa wyciągnął do niej rękę. Carter wyjrzał z kuchni i zdecydował się nie przeszkadzać, wycofując się z powrotem. Lucas wyprowadził dziewczynę przed dom, gdzie na jednej ze ścian pięły się róże. Zerwał największą z nich włożył czułym i sprawnym ruchem we włosy dziewczyny. Ta spłonęła rumieńcem i  w podskokach dopadła swojego roweru. Ruszyli zieloną ścieżką do leśnego źródełka oddalonego kilkaset metrów od domu.
Gdy przybyli powitała ich cisza. Byli sami. Martina odstawiła rower i oparła się o gruby pień kasztanowca rosnącego zaraz przy jeziorze. Nie musieli długo czekać, a zza zakrętu wyłonił się złoty Mercedes. Lucas podparł się o drzewo, dusząc się ze śmiechu.
***

- Tylko Jo jedzie 500 metrów mercedesem do lasu - wyśmiał przyjaciółkę gdy ta wyszła z auta w różowych szpilkach i okularach przeciwsłonecznych.
- Zazdrościsz?- uśmiechnęła się do niego odsłaniając białe perełki.
Jo rozłożyła koc na trawie i przytuliła na powitanie Martinę. Z drugiej strony las przeszył warkot motoru i po chwili pojawił się Brajan.
- Hello! - zawołał radośnie w stronę zebranych. Podszedł do Lucasa i przybił z nim piątkę. Martinę i Jo pocałował w policzek, przy czym spojrzał czule w oczy Jo, czego ona kompletnie nie zauważyła.
Lisa pojawiła się na rowerze kilka minut potem, ale nigdzie nie było widać Seravino.
Gdy dziewczyny opalały się na kocu, Brajan usłyszał stukot kopyt.
- Branka! - zawołał, choć nigdzie nie było widać jego konia. Zza zakrętu dumnym kłusem wyszła Branka wioząca na grzbiecie Seravino.
***
- Pożyczyłem twojego konia - zwrócił się do Brajana..
- To klacz! - poprawił go chłopak. Koń został przywiązany do drzewa i z zadowoleniem skubał trawkę. Jo odprężając się na dmuchanym materacu, na środku jeziora, miała przed sobą telefon komórkowy i zawzięcie z kimś pisała. Reakcja Brajana była natychmiastowa. Wskoczył niezauważony przez Jo do jeziora i podpłynął pod jej materac. Wychylił się lekko i zwinnym ruchem wydarł jej telefon z dłoni. Seravino stał przygotowany na brzegu i sprawnie złapał telefon rzucony przez Brajana. Brajan tym czasem objął Jo w pasie i wciągnął do wody. Dziewczyna próbowała się opierać i krzyczała ile sił w płucach, ale na nic się to nie zdało i zaraz potem poszła z Brajanem na dno.
- Uuuuu... - zareagowali pozostali. Lucas i Martina leżeli obok siebie na kocu, obserwując falującą wodę w jeziorze i skubiąc trawę rosnącą nieopodal. Nagle Lucas niespodziewanie złapał Martinę za rękę. dziewczyna obróciła głowę, nie chcąc by przyjaciel zobaczył jej reakcję. Długo w takiej pozycji nie poleżeli, gdyż nagle nad ich głowami przeleciał czyiś cień i Seravino z głośnym pluskiem wpadł do wody. Jo i Brajan wrócili z głębin jeziora i wyszli na brzeg.
- Odwdzięczę ci się ty draniu! - krzyknęła przemoczona Jo
- Już nie mogę się doczekać kochanie! - odpowiedział jej Brajan. Jo z wrażenia otworzyła usta.
***
- Co wy tam robiliście? - zapytała cicho Lisa, siedząca koło Jo.
- Nie pytaj - westchnęła zrezygnowana Jo. Lisa wybuchnęła śmiechem. Brajan nie potrafił jednak usiedzieć na suchym lądzie więc już po chwili wpadł po raz kolejny do jeziora, ciągnąc za sobą Lucasa. Seravino nie chciał dopuścić by ktoś pozostał suchy więc podszedł do Martiny od tyłu i wziął ją na ręce. Martina krzyknęła krótko i zamknęła oczy, przeczuwając co się zaraz stanie.
- Wejdziesz sama, czy też cię zanieść - Seravino mrugnął w kierunku stojącej jeszcze na plaży Lisy.
- Wejdę sama! - Lisa uśmiechnęła się i z uniesioną głową dumnie weszła do jeziora. Seravino zostawił Martinę i podbiegł do Lisy przewracając ją i mocząc ją od stóp do głów. Brajan i Lucas toczyli w tym czasie zaciętą walkę wodną na środku jeziora.
***
- Poddaj się Trytonie! - wrzasnął Brajan i wzniecił potężną falę.
- Nigdy Arielko! - zawołał wojowniczym głosem Lucas. Martina skorzystała z okazji i usiadła na drewnianym pomoście niedaleko miejsca w którym stała. Jo jedyna stała na brzegu co nie uszło uwadze Brajana, który ruszył za dziewczyną. Jo z głośnym wrzaskiem wbiegła na zalaną słońcem polanę i uciekała przed Brajanem, który nie zamierzał się poddać. Ich pogoń trwała dość długo, a w rezultacie Jo wylądowała w wodzie. Seravino nie szczędził Martiny i łapiąc ją za kostkę, wciągnął dziewczynę do wody. Wynurzyli się nieopodal Lucasa. Martina pluła wodą i nie mogła złapać oddechu. Straciła równowagę i wpadła prosto w ramiona Lucasa. Ten spojrzał na nią troskliwie i zapytał:
- Wszystko w porządku?
- Jasne... Straciłam równowagę... Przepraszam! - Martina próbowała się wyrwać z objęć chłopaka, ale hamowała ją woda i ponownie opadła w opalone, silne i opiekuńcze ramiona Lucasa. Chłopak wziął ją na ręce i wyniósł na brzeg. Tam usiedli oboje i rozmawiali.
***
Martina siedziała na brzegu sama, Lucas i Seravino pływali kajakiem po jeziorze, Jo i Brajan po raz kolejny toczyli alkę wodną, której towarzyszyły ich głośne wrzaski, a Lisa leżąc na dmuchanym materacu czytała książkę . Nagle Martina źle się poczuła. Zrobiło jej się duszno i ciemno przed oczyma. Złapała się za głowę próbując nie tracić przytomności.
^Nie teraz...Nie tu....^ - pomyślała, ale było za późno. Opadła zemdlona na koc. Jo błyskawicznie zobaczyła co się stało. Odepchnęła od siebie Brajana i popędziła w stronę brzegu. Była za daleko. Lucas był bliżej. Złapał jedną ręką krawędź kajaka i wyskoczył do wody, przewracając przy tym łódkę w której siedzący Seravino wpadł z pluskiem do wody. Lucas dopadł nieprzytomnej Martiny i sprawdził jej puls. Niewyczuwalny. Bez zastanowienia zdecydował się na reanimację. Zbliżył zwoje usta do ust dziewczyny. Po kilku sekundach Martina z trudem odzyskała przytomność. Przyjaciele wyszli na brzeg.
- Już w porządku - poinformował ich Lucas. - Zostańmy na brzegu.
Chłopak wyciągnął przywiezioną przez siebie gitarę. Postanowił coś zagrać. Zebrani usiedli w półkolu. Martina siedziała blisko Lucasa. Prawie stykali się ramionami. Lucas postanowił zagrać znaną wszystkim przyjaciołom piosenkę Kiss You. Na wspólnych wypadach była już tradycją.Zabrzmiały pierwsze dźwięki gitary. na twarzach całej szóstki momentalnie znalazł się uśmiech. W rytm muzyki poczęli się kołysać.

Lucas:
Oh, I just wanna take you any way that you like
We could go out any day, any night
Baby I'll take you there, take you there
Baby I'll take you there, yeah 


Martina:
  Oh, tell me tell me tell me how to turn your love on
You can get, get anything that you want
Baby just shout it out, shout it out
Baby just shout it out, yeah


Brajan:
And if you, you want me to
Let's make a move

Martina:
Yeah, so tell me girl if every time we


Wszyscy:
To-o-uch
You get this kind of, ru-u-ush
Baby say yeah, yeah
If you don't wanna, take it slow
And you just wanna, take me home
Baby say yeah, yeah




Lucas - patrząc na Martinę:
And let me kiss you


Seravino:
  Oh baby, baby don't you know you got what I need
Looking so good from your head to your feet
Come on come over here, over here
Come on come over here, yeah




Lisa:
 Oh, I just wanna show you off to all of my friends
Making them drool down their chinny-chin-chins
Baby be mine tonight, mine tonight
Baby be mine tonight, yeah




Jo:
 And if you, you want me to
Let's make a move


Lucas:
  Yeah, so tell me girl if every time we


Wszyscy:
To-o-uch
You get this kind of, ru-u-ush
Baby say yeah, yeah
If you don't wanna, take it slow
And you just wanna, take me home
Baby say yeah, yeah



Brajan patrząc na Jo:
And let me kiss you


Wszyscy:
  Na na na na na na na na
Na na na na na na na na
Na na na na na na na na




Seravino:
 Yeah, so tell me girl if every time we

Wszyscy:
 To-o-uch
  You get this kind of, ru-u-ush
Baby say yeah, yeah
If you don't wanna, take it slow
And you just wanna, take me home
Baby say yeah, yeah

Every time we to-o-uch
You get this kind of, ru-u-ush
Baby say yeah, yeah
If you don't wanna, take it slow
And you just wanna, take me home
Baby say yeah, yeah


Lucas do Martiny:
And let me kiss you

***
Wszyscy z nich znali język angielski i wiedzieli dokładnie co oznaczają słowa  And let me kiss you ( I Pozwól mi się pocałować). Po zaśpiewaniu piosenki wszyscy zakończyli głośnym : Uuuuu!!!
Dla Lucasa i Martiny ta piosenka znaczyła wiele. Ale nie wiedzieli jeszcze ile znaczą dla siebie....
***


Nie wyobrażacie sobie ile się nad tym cholernym rozdziałem namęczyłam! A ile się namęczyłam, żeby wrócić! Pisałam go dwa razy, ponieważ jestem ślepa i nie widzę przycisku ZAPISZ. xD
I jeszcze wam powiem, że nie wyobrażacie sobie ile dla mnie to opowiadanie znaczy i ile ja wysiłku wkłądam by wam to przekazać! Ale mnie się nie udaje! Liczę na waszą wyobraźnię. Wy nie wiecie co ja sobie wyobrażam podczas pisania o tym jak przyjaciele śpiewają Kiss You. Dlatego proszę; włączcie teledysk, czytajcie, słuchajcie i wyobrażajcie ich sobie! Brak słów :) Dla mnie ten idiotyczny rozdział znaczy tyle, że..... BRAK SŁÓW XD