Ten rozdział dedykuję mojemu kochanemu kuzynowi, wielkiemu fanowi Leo Messiego oraz wszystkim którzy go lubią :*
***
"Rzeczy się zmieniają, ludzie się zmieniają ale ty zawsze
bądź sobą. Zostań prawdziwy dla siebie. Nie poświęcaj się dla kogoś."
~ Zayn Malik
***
- Zaśpiewaj mi coś - poprosiła Martina. Lucas sięgnął po stojącą nieopodal gitarę.
- Coś konkretnego? - zapytał z uśmiechem.
- Over Again - odparła bez zastanowienia dziewczyna. - (http://youtu.be/8cDOzrLpM8A)
Siedzieli w ciszy i razem śpiewali Over Again. Martina uwielbiała śpiewać. Nie zdawała sobie jednak z tego sprawy. Nigdy nie brała tego na poważnie. Śpiewała bo lubiła, nie myślała o tym wiele i kiedy śpiewała, odcinała się od rzeczywistości. Była tylko ona i muzyka. A piosenki One Direction znaczyły dla niej wiele. Mówiły o jej życiu, marzeniach... Gdy skończyli Lucas odłożył gitarę i wpatrzył się w jej oczy.
- Czego pragniesz? - zapytał nagle Lucas.
- Chciałabym cię przytulić - powiedziała otwarcie dziewczyna.
- Oj, wydaje mi się,że to będzie musiało poczekać - mrugnął do nie porozumiewawczo.
- Rozmawiacie już dwie godziny - zniecierpliwił się Jamie.
- Ty umiesz liczyć, Jamie? - Martina odwróciła się do siedzącego za nią chłopca obdarzając go pytającym spojrzeniem.
- Nie potrzeba liczyć, każdy wie,że rozmawiacie za długo! Ja chcę grać!
- Niestety Lucas, musimy kończyć, ten chłopiec potrafi się naprawdę wkurzyć - zaśmiała się Martina.
Przyjaciele pożegnali się, a laptop trafił do rąk Jamiego. Do kuchni weszła Alice, szepnęła coś chłopcu na ucho i razem z urządzeniem wyszli z kuchni do pokoju Martiny i Jamiego. Carter podniósł się z fotela i usiadł koło siostry.
- Coś mi się zdaje,że musimy porozmawiać. - zaczął i westchnął ciężko.
- O czym chcesz rozmawiać? - dziewczyna nie kryła zdziwienia.
- Wypadałoby,żebyś wiedziała skąd mamy tyle pieniędzy. - widać było,że Carter nie ma najmniejszych chęci by o tym mówić.
- No nareszcie! Co to za tajemnica? Chyba nie napadłeś na bank, prawda? - zaśmiała się dziewczyna. Nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji.
- Nie, nie napadłem na bank, nasza matka przysłała nam te pieniądze. - Carter walnął prosto z mostu. Przez twarz jego siostry przelatywały kolejno wszystkie emocje. W oczach widać było wszystkie wspomnienia.
- N-nasza m-matka...? - powiedziała bezgłośnie. Do głowy przychodziło tyle pytań. Skąd wiedziała? Po co przysłała? Gdzie jest? Czemu się nami zainteresowała? Martina nie pytała. Wyszła z mieszkania. Carter nawet nie drgnął by ją zatrzymać. Rozumiał. Rozumiał ją najlepiej na całym świecie.
***
Martina ani nie płakała, ani nie skakała z radości, ani nawet nie była wściekła. To było otępienie, nie wiedziała jak ma się czuć. Była w szoku. Tyle lat bez niej. I nagle ma wrócić. Zaraz, przecież Carter nic nie powiedział. Nic! Nie powiedział, że matka będzie chciała do nich wrócić, zamieszkać, spotkać, cokolwiek. Wszystko może się zmienić, a może się nie zmienić kompletnie nic. Nie obchodziło jej skąd matka miała te pieniądze. Chciała wiedzieć "Po co?". Nigdy nie miała do niej żalu, ale teraz przyszedł. Jednak była wściekła. Jak ona mogła zostawić swoje dzieci tylko dlatego,że zmarł jej mąż?! A teraz śmie wracać?! Nie, nie może tak mówić. To jej mama. Kocha ją. Mimo,że jej nie rozumie.
***
Kiedy Martina wszystko sobie przemyślała i uspokoiła się, wróciła do mieszkania. Alice i Carter przytuleni do siebie oglądali telewizję, Jamie siedział przed nimi i układał puzzle. Nikt nic nie mówił, nikt nawet na nią nie spojrzał. Carter do końca dnia nie poruszał tematu. Pierwsze co zrobiła Martina to wybrała numer Lucasa. Jeżeli ktoś oprócz Cartera jeszcze ją rozumiał to był to Lucas. Odebrał już po pierwszym sygnale.
- Coś się stało ? - zapytał trochę przestraszony. Normalnie dziewczyna odpowiedziałaby "A co się miało stać? Zawsze musi się coś dziać?" Ale tym razem naprawdę coś się działo i chciała mu o tym koniecznie powiedzieć. Niezauważona wyszła na hotelowy taras, była sama, było ciemno i cicho. Było jej przeraźliwie smutno, była samotna. Czuła,że zaraz się rozpłacze. Była bez ojca i matki w wielkiej Barcelonie, zdana na sobie i swoją rodzinę - lub to co z niej pozostało. I to przeświadczenie - że mama zainteresowała się nimi dopiero teraz. Bała się. Tęskniła za spokojnym życiem w Holandii. Tęskniła za Jo i Lisą. Za Brajanem i Seravino, za wspólnymi wycieczkami, wieczorami przy ogniskach , nietypowych wzajemnych pobudkach. Była tu dopiero trzeci dzień, ale fakt,że znajduje się tyle tysięcy kilometrów od domu przerażał ją i napawał jeszcze większą tęsknotą.
- Lucas, kocham cię ,wiesz ? - powiedziała do słuchawki bez zastanowienia, po długiej ciszy.
- Jasne,że wiem - Lucas jeszcze bardziej się przestraszył. Na takie wyznania Martina zdobywała się tylko w wyjątkowo ważnych momentach. - Ja też cię kocham.
- Wszystkie pieniądze,za które mogliśmy wyjechać do Barcelony wysłała nam nasza mama. - Martina bez wyrazu wpatrzyła się w gwiazdy na barcelońskim niebie. Lucasa zatkało. Nie wiedział co powiedzieć. Nic nie było w tej sytuacji odpowiednie.
- Nie wiem czy mam ci współczuć, czy cieszyć się z tobą. - Lucas był bezradny.
- Teraz wszystko się zmieni - Martina dała upust emocjom. Poleciały pierwsze łzy - Tak długo jej ze mną nie było i teraz nagle się pojawi? Albo zaraz po tej sytuacji z pieniędzmi zniknie? Nie wiem gdzie jest, nie wiem czy wróci do nas, nie wiem nic Lucas.
- Mimo Wszystko, pamiętaj,że to twoja mama. Kochasz ją, nawet gdybyś powiedziała,że jej nienawidzisz. Znam cię i wiem,że masz dobre serce i przywiązujesz się do ludzi. Wiem też, że choćby nie wiem co zawsze będziesz kochać swoją mamę, mimo jej decyzji, mimo tego co robi. I jeśli kochasz, to zawsze podejmiesz dobrą decyzję...
***
- A teraz kochana, zapomnij o wszystkich smutkach i przygotuj się na wspaniałą wiadomość! - rozradowana Rita stanęła w drzwiach pokoju Martiny.
- Raz, dwa, trzy, zapominam! - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Idziemy grać w piłę!
- Co? - nie zrozumiała Martina.
- Pamiętasz może jaki dziś mamy dzień tygodnia?
- Czwartek - Martina posłała jej rozbawione spojrzenie.
- A w sobotę jest w Barcelonie mecz FC Barcelona kontra Real Madryt, pamiętasz?
- Rita! Pamiętam! Ale co z tego? - dziewczyna niecierpliwiła się.
- Mam niespodziankę! Chodź! - dziewczyna pociągnęła przyjaciółkę i razem wybiegły na zewnątrz.
***
- Przykro mi, ale nadal nie rozumiem - Martina wzruszyła ramionami.
- Zaraz będziemy - dziewczyny szły ruchliwą ulicą i po kilku minutach skręciły w boczną ulicę.
Po prawej stronie znajdowały się liczne kamienice i hotele, a po lewej niewielkie boisko do piłki nożnej.
Na boisku Martina zauważyła dwie dziewczyny i czterech chłopaków. Ku jej zdziwieniu Rita właśnie tam ją zaciągnęła.
- Gdzie ty mnie do cholery prowadzisz?! - zapytała szeptem.
- Już wyjaśniam! - zaśmiała się blondynka. -
Martina ucieszyła się w duchu,że ma na sobie odpowiedni strój.
- Już wszystko tłumaczę! Ale najpierw wszystkich przedstawię! - Rita była bardzo zaangażowana. Chłopcy i dziewczyny zbili się w jedną grupkę, dwóch chłopaków z ciekawością przyglądało się dziewczynie, jeden puścił do niej oko, a drugi mierzył ją od stóp do głów. Rita podeszła do wysokiej, dobrze zbudowanej dziewczyny o włosach koloru rudego, ładnej cerze i śmiejących się oczach.
- To moja przyjaciółka Grimmel, mieszka dwie ulice dalej od naszego hotelu. - Martina uścisnęła delikatnie rękę Grimmel.
- To moja druga przyjaciółka Gemma , z pochodzenia Holenderka, mieszka w Barcelonie od pięciu lat.'- Rita wskazała z uśmiechem drugą z dziewczyn, prawie o głowę niższą od Grimmel. Gemma miała włosy koloru jasnobrązowego, poważne spojrzenie, zadziorny uśmiech i oczy koloru niebieskiego.
Kiedy Gemma życzliwie przywitała się z Martiną, podszedł do niej chłopak średniego wzrostu, pewny siebie,z uśmiechem na twarzy. Bez ostrzeżenia złapał ją za rękę i pocałował w dłoń. Dziewczyna spłonęła rumieńcem.
- Alex, miło mi - wyszczerzył się chłopak. Miał bardzo ładne, brązowe oczy i czarne włosy. Nagle Martina poczuła na swoim prawym ramieniu czyjąś rękę. Odwróciła wzrok i zobaczyła Iana.
- Co panowie? Poznajecie się? - zapytał dociekliwie. Dwóch blondynów rozmawiających ze sobą kilka metrów od nich spojrzało w stronę Iana. Jeden z nich z rękami w kieszeniach podszedł do Iana i przybił z nim piątkę.
- To jest Justin, a ten tam - wskazał rękę na chłopaka z tylu - To Cody. Czwarty z chłopców okazał się bratem Justina, nazywał się Filip. Filip miał ciemnobrązowe włosy.Justin i Filip byli barcelończykami. Justin miał 17 lat, a Filip 15. Alex był szesnastolatkiem, Cody miał 17 lat. Grimmel i Gemma miały szesnaście lat. Grimmel pochodziła z Brazylii, Gemma była Holenderką, Alex był Hiszpanem, a Cody Brytyjczykiem.
Martina miała kompletny mętlik w głowie. Nie wiedziała jak kto się nazywa i skąd pochodzi. Nawet nie pamiętała ile mają lat. Ale jaki był powód przybycia w to miejsce?
- Miło mi was wszystkich poznać, ale nadal nie wiem ci ja tu robię, Rita! Rita? - Martina otwarła oczy ze zdumienia. Rita stała w pobliżu i całowała się z.... Justinem!
- Co to ma być? - zapytała cicho stojącego obok niej Iana.
- Przyzwyczajaj się. Co tydzień ma innego - mrugnął do niej. Martina westchnęła i wzruszyła ramionami.
***
- Chcemy nagrać naszą grę i wysłać to zawodnikom. FC Barcelony.
- Zwariowałaś.
- Nie sądzę.
- Rita! I ty myślisz,że oni to chociaż obejrzą?!
- Nie tylko obejrzą! Ale też wyświetlą na ekranach na meczu!
- Zejdź na ziemię, wariatko.
- My wszyscy jesteśmy tu właśnie po to!
- Dlaczego chcecie to zrobić?
- Bo chcemy żeby nas doceniono!
- Nie docenia was ktoś?
- Nie o to chodzi! Chcemy żeby przede wszystkim Leo to zobaczył.
- I co dalej?
- Ty byś nie chciała żeby twój idol się tobą zainteresował?
- Nie.
- Dlaczego?!
- Myślę,że to byłby dla mnie za wielki szok, Rita.
- Pomożesz nam.
- Nie potrafię grać!
- Nauczysz się.
- W tak krótkim czasie?! Za dwa dni jest mecz!
- Większość mamy już nagraną. Chcę żebyś się przyłączyła do naszego projektu.
- Nie wiem czemu to robię, ale zgadzam się.
- Łatwo poszło.
***
Carter stanął w progu pokoju Martiny z miną wielce dumną. Siostra obdarzyła go ironicznym spojrzeniem.
- Co chcesz? - zapytała dość niemiło.
- Nie gniewaj się na mnie. - poprosił Carter, choć tak naprawdę nie wiedział za co dziewczyna ma się na niego gniewać.
- Nie wygaduj bzdur. Nie jestem zła. - pokazała mu język. - Jakiś problem? - zapytała widząc, że chłopak nadal stoi w drzwiach.
- Tak, wiele, ale nie chcę teraz o nich rozmawiać. Alice wymyśliła, że zabierze nas na stadninę, na peryferie miasta, pojeździmy na koniach.
- Jestem wykończona, Carter - odparła dziewczyna,wrzucając koszulkę i buty do szafy.
- Czyli nie idziesz? - uniósł w zdziwieniu brwi.
- Jane,że idę głuptasie - siostra minęła go ze śmiechem w drzwiach, klepiąc po policzku.
***
- Jak się na to wsiada? - przerażona brunetka stanęła przed zwierzęciem.
- To jest koń, skarbie - poprawiła ją Alice, która, mimo iż nigdy na koniu kie jeździła, pewnie siedziała w siodle.
- Aha! Może ty mi powiesz, jak mam na ciebie wsiąść? - popatrzyła na siwego wałacha. Koń zarżał w odpowiedzi.
- Włóż lewą stopę w strzemię. - poinstruował stajenny.
- Tak? I co dalej? - Martina oparta prawą ręką o koński grzbiet ledwie trzymała się ze zmęczenia na nogach.
- Teraz lekko podskocz i przerzuć drugą nogę nad grzbietem, łapiąc się grzywy. - wydawał polecenia pracownik stadniny.
- Niewykonalne... - szepnęła dziewczyna - Kto wpadł na ten pomysł?!
Stajenny podszedł do niej z uśmiechem na ustach i podsadził ją.
- Dziękuję, co mam teraz robić? - zapytała uprzejmie. Alice zrezygnowana złapał się za głowę.
- Gdzie jest Carter? - zapytała.
- Od dwudziestu minut próbuje osiadłaś swojego konia w stajni. - odpowiedziała Martina.
- A Jamie? - Alice rozejrzała się po obejściu.
- Jamie ze swoim instruktorem jest już na torze!
- To dziecko poradziło sobie szybciej niż wy! - narzekała Alice.
- Jestem gotowy! - Carter prowadząc konia za uzdę wyszedł ze stajni.
- Czemu ty jeszcze na nim nie siedzisz?! - zniecierpliwiła się Alice.
Martina lekko szturchnęła swojego konia w bok. Stworzenie było bardzo dobrze wyszkolone i czułe na polecenia jeźdźca, czego dziewczyna kompletnie się nie spodziewała. Koń od razu ruszył truchtem z przyzwyczajenia robiąc kilka ósemek na parkurze. Martinę na początku ogarnęło przerażenie, ale widząc, że koń z nią współpracuje i nie jest groźny, postanowiła przybrać dumną postawę, aby pokazać, że całe przedstawienie było zamierzone. Alice wydawała się tym zaskoczona. Nie chciała być gorsza do młodszej przyjaciółki, więc też popędziła swojego konia. Jednak trochę za mocno. Koń przeszedł do kłusa , a Alice straciła równowagę. Podskakiwała w siodle, prawie w ogóle nie trzymając lejców. Carter zacisnął usta i z wielkim wysiłkiem wdrapał się na swojego konia.
- Dziewczyny? Nie pośpieszyłyście się a bardzo? - zawołał za nimi.
- Nie panuję nad swoim koniem! - krzyknęła Alice. Jeden ze stajennych pośpieszył jej z pomocą.
Martina tymczasem zgrała się świetnie z posłusznym jej wałachem i dostosowała się do jego tempa, rytmicznie podskakując.
Carter bardzo wolnym stępem zrównał się z Martiną.
- Zobacz - wskazał jeźdźca przed nimi - Twój książę na białym rumaku - i pośpiesznie oddalił się, zaliczając przy tym upadek z konia, czego Martina celowo nie skomentowała.
Przed nią rzeczywiście, jechał mężczyzna, a raczej chłopak na białym koniu, ale dziewczyna nie wiedziała, dlaczego Carter nazwał go ''jej'' księciem.
Chłopak odwrócił się i Martina go poznała. Był to Ian.
- Ty mnie śledzisz, nie mam najmniejszych wątpliwości. - powiedziała ze śmiechem na powitanie
- O! Cześć! Nie wiedziałem ,że jeździsz - uśmiechnął się i zawrócił swojego konia. Martina zauważyła, że zrobił to bardzo profesjonalnie i pewnie.
- Ta jasne, ja niby miałam wiedzieć? - zapytała.
- W Holandii jeżdżę konno od pięciu lat. Nie jestem znów taki kiepski - mrugnął do niej. - A ty? Uczysz się?
- No co ty! Jestem doświadczonym jeźdźcem! - zapewniła go, pewna siebie. Żeby pokazać, jak dobrze radzi sobie na grzbiecie, popędziła konia. Chciała żeby koń przyśpieszył do szybkiego kłusa, ale niespodziewanie porwał się do galopu przez cały parkur. Ian nie zdawał sobie sprawy z jej umiejętności. Z jednej strony był pewien, że sobie poradzi, ale kiedy zobaczył jak dziewczyna podskakuje w siodle, stracił pewność. Martina nieudolnie zakręcała koniem, ale on był głuchy na jej polecenia. Okrążył wybieg dwa razy, a wtedy, na zakręcie, Martina straciła równowagę, lejce wypadły jej z rąk, koń zahamował gwałtownie, a dziewczyna wypadła z siodła.
- Martina! - krzyknął Ian i podjechał na swoim koniu do siedzącej na ziemi dziewczyny.
- Nic sobie nie złamałaś? Wszystko w porządku? Co cię boli? - zasypywał ją pytaniami.
- Potłukłam się trochę to nic wielkiego - Martina próbowała się podnieść, a w tym samym czasie Ian zeskoczył z konia i złapał ją za rękę. Ich spojrzenia spotkały się.
***
- Nic mi nie jest, zostaw mnie... - dziewczyna odepchnęła rękę Iana.
- Co się stało? - Ian rozłożył ręce ze zdziwienia.
- Chcę dalej jeździć - uśmiechnęła się słabo. - Wsiadamy?
- Jasne... - odpowiedział cicho Ian, trochę zawiedziony. Podniósł się z ziemi i chwycił Martinę w pasie, chcąc podsadzić ją na konia. Ale ona tylko delikatnie zabrała jego dłonie, i uśmiechając się przepraszająco powiedziała :
- Poradzę sobie, dzięki. - Ian westchnął ciężko i wzruszył ramionami. Podszedł do swojego konia.
Czuł się tak, jakby w ciągu tych kilku dni na samym starcie wszystko zepsuł, odbudował i jeszcze raz zaprzepaścił. Nie miał pojęcia co takie zrobił, że Martina potraktowała go z takim dystansem.
Zrobili we czwórkę kilka okrążeń, jednym wyszło to lepiej ( Alice, Ian, Martina) , a innym gorzej (Carter). Jamie, o którym wszyscy na moment zapomnieli, razem ze swoim instruktorem prowadził swojego kucyka pomiędzy niskimi pachołkami. Dużą pomoc zawdzięczał pomagającemu mu stajennemu, kucyk też był dobrze wytresowany i praktycznie bez udział Jamiego przechodził pomiędzy nimi.
***
Martina i Ian siedzieli na płocie odgradzającym stadninę od pastwisk i pili wodę sodową - napój koniarzy. Alice i Carter stali przy kucyku Jamiego, który siedział na nim i rozmawiali z instruktorem. Martina przyjrzała się bratu. Był jeszcze taki młody, niedoświadczony, ale taki niezależny.
Dziewczyna często zastanawiała się czy nie jest dla starszego brata ciężarem. Maił dopiero dwadzieścia jeden lat, a miał na głowie ją i cały dom. To nie był jego wybór, on mógł teraz być wybitnym architektem, tak jak o tym marzył, w jego wieku chłopaki chodzili do kina, na imprezy, wyjeżdżali na obozy, studiowali, a on wszystkiego się wyrzekł. Litowała się nad nim i zawsze próbowała być samodzielna żeby wszystko ułatwić. Była mu ogromnie wdzięczna za te wakacje, za to, że się stara, ale niezależnie od tego jak bardzo Martina nie chciała wchodzić mu drogę, by korzystał z życia, tym bardziej Carter lgnął do siostry, ponieważ miał wrażenie, że jest smutna, potrzebuje miłości. Bardzo ją kochał i nie mógł pozwolić, żeby wzięła na siebie wszystko , cały smutek, tęsknotę, wszystkie obowiązki.
- Jestem strasznie zmęczona - Alice rozsiodłała swojego konia i poklepała go po grzbiecie.
- Jak widać on nie jest zmęczony - Carter wskazał na Jamiego, który wpadł w szał, gdyż nie chciał zejść z konia.
- Skarbie, mamy na dzisiaj zaplanowane jeszcze dużo atrakcji - przekonywała go Martina.
- Chcę jeździć na koniu! - krzyczał chłopiec.
Dziewczyna wzruszyła bezradnie ramionami. Carter wpadł nagle na pomysł, który mógłby odciągnąć Jamiego od tego miejsca.
- A może jak dwaj prawdziwi mężczyźni programy razem w piłkę? - zapytał.
- Taak!!! - krzyknął buntowniczo mały. W jednej chwili był przygotowany do wyjścia.
***
Martina nie miała nic przeciwko,żeby Ian poszedł razem z nimi. Niedaleko hotelu ANDANTE znajdowała się cicha uliczka, gdzie rzadko jeździły samochody i panował ogólny spokój. Była tam kawiarnia, kilka sklepów, boisko sportowe i park. Alice rozsiadła się z dużym lodem i magazynem na jednej z ławek, mając oko na swoich dwóch chłopców. Ian skorzystał z okazji i postanowił zaprosić gdzieś Martinę.
- Przejdziemy się? - zapytał nieśmiało. Najpierw popatrzyła na niego zdezorientowana, a potem energicznie pokiwała głową na znak zgody.
- Pięknie tu, prawda? - zapytał, a w ciszy było słuchać tylko jego głos i szum drzew.
- Prawda - Martina zarumieniła się i spuściła wzrok. Ian znów się odwrócił tyłem.
- Chociaż znamy się tak krótko, mam wrażenie,że nie jesteśmy sobie obcy. Coś nas łączy.
Dziewczyna przestraszyła się tym wyznaniem.
- Do czego ty zmierzasz, Ian? - zapytała.
- Uwielbiam spędzać z tobą czas i świetnie mi się z tobą rozmawia - przyznał. - Przepraszam,że w pierwszych chwilach naszej krótkiej znajomości byłem wredny i niemiły. Nie wiem dlaczego tak postąpiłem. Czasem taki jestem... - popatrzył jej prosto w oczy. Od razu odwróciła wzrok.
- Nie znam cię najlepiej, ale znam cię na tyle by stwierdzić,że jesteś miłym i sympatycznym chłopakiem - powiedział po długim milczeniu Martina. Ian czuł się doceniony, ale również zawiedziony. Liczył na coś więcej. Nie zdawał sobie w ogóle sprawy z uczuć Martiny. Z jednej strony był pewny, że ona lubi go tak samo jak on ją. Teraz zwątpił. Pomyślał, że mówi to tylko z życzliwości. Wziął się w garść, podszedł do niej, złapał za ramię, pocałował w policzek.
(https://www.youtube.com/watch?v=ZqQrN-XbzJA)
Dziewczyna była zdziwiona tym czułym gestem. Ze względu na swoje uczucia, ze względu na tak krótką i w każdym momencie mogącą się skończyć znajomość z Ianem, zareagowała tak, a nie inaczej. Spojrzała na niego smutnym wzorkiem. Odwróciła się i powoli odeszła. A on stał i patrzył. Nie wolał, nie biegł, nie zatrzymywał. Po co ma wszystko psuć jeszcze raz, jeszcze bardziej?
***
- Jamie? Wszystko w porządku? - Alice weszła do pokoju chłopca.
Jamie siedział na swoim łóżku, z nieobecnymi oczyma, nieruchomo.
- Mogę cię zapytać o coś? - zapytał cichutko.
- Pewnie kochanie... - Alice zmartwiła się, podeszła do łóżka malucha i usiadła, obejmując go.
- Gdzie jest moja mamusia? Mogę z nią rozmawiać? - chłopiec zadał trudne pytanie.
- Mamusia została w domu - odpowiedziała z ciężkim sercem Alice. Chłopiec wyjął spod poduszki dwa drewniane patyczki, które były po prostu dwoma znalezionymi gałązkami. Zaczął oglądać je i bawić się nimi.
- Pójdę zapytać Cartera, czy możesz rozmawiać z mamą, dobrze? - uśmiechnęła się do niego Alice.
Jamie pokiwał głową.
Alice wyszła z pomieszania, a do pokoju weszła Martina.
Jamie wstał usiadł koło Martiny na jej łóżku. Wyciągnął ręce i przytulił się do swojej starszej przyjaciółki.
- Jesteś zmęczony mały piłkarzu? - zaśmiała się Martina. - Idziemy już spać?
- Strzeliłem Carterowi trzy bramki! - pochwalił się chłopiec.
- Brawo! Jesteś najlepszy! - Martina przybiła z nim piątkę. Mały Jamie wtulił się we włosy dziewczyny i zapytał cicho i radośnie :
- A przeczytasz mi bajkę?
Martina uśmiechnęła się i razem sięgnęli po "Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy"...
***
- Mam dosyć ciągłych tajemnic, problemów, kłótni. - zwierzał się Carter swojej dziewczynie. - Przyjechaliśmy tutaj odpocząć, bawić się, zwiedzać, spędzać razem czas, a zamiast tego muszę zajmować się zachciankami i problemami mojej matki. Alice, mam tego serdecznie dość.
Alice westchnęła ciężko. Usiadła koło chłopaka i położyła mu głowę na ramieniu.
- Jej nie było trzy lata! Trzy lata, rozumiesz?! - krzyknął trochę za głośno. - I nagle się pojawia, chociaż nikt tego nie chce. Najgorsze jest to,że ona chce się widzieć z Martiną. - Alice wydawała się przerażona tą wiadomością.
- A z tobą nie? - zapytała zdziwiona.
- Jak widzisz bardziej zależy jej na Martinie.
- Nie mów tak! Oboje kocha was tak samo!
- Jeżeli w ogóle kocha... - zastanowił się Carter.
- Jasne, że kocha! - zapewniała go Alice. - Daj jej czas.
- Nie chcę jej widzieć. - przyznał otwarcie.
- Może dlatego chce się widzieć z Martiną, bo ona stawia większy opór. Ty z nią rozmawiałeś, jesteś starszy, więcej rozumiesz, ma z tobą kontakt od jakiegoś czasu. Może ona ma nadzieje,że z tobą uda jej się porozumieć, a z Martiną będzie jej trudniej.
- Grubo się myli, ja nie szukam i nie będę szukał z nią żadnego porozumienia - Carter był nieubłagany.
- Nawet nie wiesz jakiś ma zamiary, daj jej szansę - przekonywała dziewczyna.
- Nie ma opcji,żeby Martina się z nią widywała. Nie było jej kiedy tego potrzebowała! Niech teraz nie psuje wszystkiego kolejny raz! - Carter był wściekły.
- Podejmiesz decyzje ze względu na wszystko, ale pamiętaj to twoja mama. - przypomniała Alice.
- Jak Jamie? - Carter zmienił temat.
- Zapytał mnie, czy może rozmawiać z mamą. - powtórzyła mu Alice.
- Dzisiaj rano dzwonił Syriusz - powiadomił ją Carter - Mówił, że jej stan jest bardzo dobry, wszystko wskazuje na to,że za góra dwa dni się wybudzi a jak nie to bez przeszkód będzie mozna ją wybudzić.
- To świetnie, ale on zaczyna odczuwać jej brak. Co ja mam mu powiedzieć?
- Prawdę - odparł bez zastanowienia chłopak.
- Radzę zrobić to samo. - doradziła Alice.
***
Był wieczór. Gemma siedziała na tarasie hotelu ANDANTE czekając na Ritę. Ona jednak spóźniała się już pół godziny. Nagle w drzwiach pojawiła się Martina. Podeszła do dziewczyny i oparła się o balkon obok niej.
- Czekasz na Ritę, prawda? - zapytała cicho.
- Czekam na nią od dłuższego czasu i za każdym razem jest tak samo. - wytłumaczyła Gemma.
Zapadła niezręczna cisza.
- Rita bardzo się zmieniła. - powiedziała po chwili Gemma. Martinę zdziwił ten fakt.
- Ty znasz inną Ritę i ja znam inną Ritę - zaśmiała się nowa koleżanka.
- Nie rozumem? Coś się stało? - Martina spojrzała na nią zaciekawiona.
- Od pewnego czasu nie interesuje ją nic poza chłopakami. Ponad to, niedawno zaczęła palić papierosy....
- Rita?! Papierosy?! Jak to możliwe? - zdziwiła się Martina.
- Nie wiem co się z nią stało. Wiem, że jesteście przyjaciółkami. Często mi o tobie opowiadała. Ale teraz się zmieniła. Nie jest sobą. Podejrzewam,że ma jakieś problemy.
- Gemma? Jak długo Rita spotyka się z Justinem? - zadała nurtujące pytanie Martina.
Gemma zaśmiała się cicho.
- Trudno powiedzieć, żeby Rita z kimkolwiek się spotykała. Ona jest lub jej nie ma. Z Justinem niedawno zaczęła, pewnie równie prędko skończy. Nikt tego nie bierze na poważnie. Jest niestała. Oni do siebie nie pasują. - przekonywała dziewczyna.
- Mam nadzieje,że wkrótce będę mogła z nią porozmawiać i dowiem się wszystkiego....
- Wątpię czy wszystko ci powie, ale życzę ci powodzenia - Gemma uśmiechnęła się do niej lekko. - Ja już pójdę, Rita już raczej nie przyjdzie.
Martina długo zastanawiała się nad tym co powiedziała nowa znajoma. Co się stało z jej dawną przyjaciółką? Z dawną Ritą? To nie była ta sama osoba, co prawda w jej towarzystwie zachowywała się na ogół normalnie i po staremu, ale wielkim wstrząsem był dla Martiny fakt,że Rita zmienia chłopaków jak rękawiczki a poza tym popadła w nałóg.
Postanowiła,że jutro odbędzie z nią poważną rozmowę.
Ale ona sama nie wiedziała, jak poważna rozmowa czeka ją za chwile....
***















