niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 8 - "Lucas, kocham cię ,wiesz ?"

Ten rozdział dedykuję mojemu kochanemu kuzynowi, wielkiemu fanowi  Leo Messiego oraz wszystkim którzy go lubią :*
***

"Rzeczy się zmieniają, ludzie się zmieniają ale ty zawsze bądź sobą. Zostań prawdziwy dla siebie. Nie poświęcaj się dla kogoś."
                                 ~   Zayn Malik


***
- Zaśpiewaj mi coś - poprosiła Martina. Lucas sięgnął po stojącą nieopodal gitarę.
- Coś konkretnego? - zapytał z uśmiechem.
- Over Again - odparła bez zastanowienia dziewczyna. - (http://youtu.be/8cDOzrLpM8A
Siedzieli w ciszy i razem śpiewali Over Again. Martina uwielbiała śpiewać. Nie zdawała sobie jednak z tego sprawy. Nigdy nie brała tego na poważnie. Śpiewała bo lubiła, nie myślała o tym wiele i kiedy śpiewała, odcinała się od rzeczywistości. Była tylko ona i muzyka. A piosenki One Direction znaczyły dla niej wiele. Mówiły o jej życiu, marzeniach... Gdy skończyli Lucas odłożył gitarę i wpatrzył się w jej oczy. 
- Czego pragniesz? - zapytał nagle Lucas.
- Chciałabym cię przytulić - powiedziała otwarcie dziewczyna.
- Oj, wydaje mi się,że to będzie musiało poczekać - mrugnął do nie porozumiewawczo.
- Rozmawiacie już dwie godziny - zniecierpliwił się Jamie.
- Ty umiesz liczyć, Jamie? - Martina odwróciła się do siedzącego za nią chłopca obdarzając go pytającym spojrzeniem.
- Nie potrzeba liczyć, każdy wie,że rozmawiacie za długo! Ja chcę grać!
- Niestety Lucas, musimy kończyć, ten chłopiec potrafi się naprawdę wkurzyć - zaśmiała się Martina.
Przyjaciele pożegnali się, a laptop trafił do rąk Jamiego. Do kuchni weszła Alice, szepnęła coś chłopcu na ucho i razem z urządzeniem wyszli z kuchni do pokoju Martiny i Jamiego. Carter podniósł się z fotela i usiadł koło siostry.
- Coś mi się zdaje,że musimy porozmawiać. - zaczął i westchnął ciężko.
- O czym chcesz rozmawiać? - dziewczyna nie kryła zdziwienia.
- Wypadałoby,żebyś wiedziała skąd mamy tyle pieniędzy. - widać było,że Carter nie ma najmniejszych chęci by o tym mówić.
- No nareszcie! Co to za tajemnica? Chyba nie napadłeś na bank, prawda? - zaśmiała się dziewczyna. Nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji.
- Nie, nie napadłem na bank, nasza matka przysłała nam te pieniądze. - Carter walnął prosto z mostu.  Przez twarz jego siostry przelatywały kolejno wszystkie emocje. W oczach widać było wszystkie wspomnienia. 
- N-nasza m-matka...? - powiedziała bezgłośnie. Do głowy przychodziło tyle pytań. Skąd wiedziała? Po co przysłała? Gdzie jest? Czemu się nami zainteresowała? Martina nie pytała. Wyszła z mieszkania. Carter nawet nie drgnął by ją zatrzymać. Rozumiał. Rozumiał ją najlepiej na całym świecie.
***
Martina ani nie płakała, ani nie skakała z radości, ani nawet nie była wściekła. To było otępienie, nie wiedziała jak ma się czuć. Była w szoku. Tyle lat bez niej. I nagle ma wrócić. Zaraz, przecież Carter nic nie powiedział. Nic! Nie powiedział, że matka będzie chciała do nich wrócić, zamieszkać, spotkać, cokolwiek. Wszystko może się zmienić, a może się nie zmienić kompletnie nic. Nie obchodziło jej skąd matka miała te pieniądze. Chciała wiedzieć "Po co?".  Nigdy nie miała do niej żalu, ale teraz przyszedł. Jednak była wściekła. Jak ona mogła zostawić swoje dzieci tylko dlatego,że zmarł jej mąż?! A teraz śmie wracać?! Nie, nie może tak mówić. To jej mama. Kocha ją. Mimo,że jej nie rozumie.
***
Kiedy Martina wszystko sobie przemyślała i uspokoiła się, wróciła do mieszkania. Alice i Carter przytuleni do siebie oglądali telewizję, Jamie siedział przed nimi i układał puzzle. Nikt nic nie mówił, nikt nawet na nią nie spojrzał. Carter do końca dnia nie poruszał tematu. Pierwsze co zrobiła Martina to wybrała numer Lucasa. Jeżeli ktoś oprócz Cartera jeszcze ją rozumiał to był to Lucas. Odebrał już po pierwszym sygnale.
- Coś się stało ? - zapytał trochę przestraszony. Normalnie dziewczyna odpowiedziałaby "A co się miało stać? Zawsze musi się coś dziać?" Ale tym razem naprawdę coś się działo i chciała mu o tym koniecznie powiedzieć. Niezauważona wyszła na hotelowy taras, była sama, było ciemno i cicho. Było jej przeraźliwie smutno, była samotna. Czuła,że zaraz się rozpłacze. Była bez ojca i matki w wielkiej Barcelonie, zdana na sobie i swoją rodzinę - lub to co z niej pozostało. I to przeświadczenie - że mama zainteresowała się nimi dopiero teraz. Bała się. Tęskniła za spokojnym życiem w Holandii. Tęskniła za Jo i Lisą. Za Brajanem i Seravino, za wspólnymi wycieczkami, wieczorami przy ogniskach , nietypowych wzajemnych pobudkach. Była tu dopiero trzeci dzień, ale fakt,że znajduje się tyle tysięcy kilometrów od domu przerażał ją i napawał jeszcze większą tęsknotą.
- Lucas, kocham cię ,wiesz ? - powiedziała do słuchawki bez zastanowienia, po długiej ciszy.
- Jasne,że wiem - Lucas jeszcze bardziej się przestraszył. Na takie wyznania Martina zdobywała się tylko w wyjątkowo ważnych momentach. - Ja też cię kocham.
- Wszystkie pieniądze,za które mogliśmy wyjechać do Barcelony wysłała nam nasza mama. - Martina bez wyrazu wpatrzyła się w gwiazdy na barcelońskim niebie. Lucasa zatkało. Nie wiedział co powiedzieć. Nic nie było w tej sytuacji odpowiednie. 
- Nie wiem czy mam ci współczuć, czy cieszyć się z tobą. - Lucas był bezradny.
- Teraz wszystko się zmieni - Martina dała upust emocjom. Poleciały pierwsze łzy - Tak długo jej ze mną nie było i teraz nagle się pojawi? Albo zaraz po tej sytuacji z pieniędzmi zniknie? Nie wiem gdzie jest, nie wiem czy wróci do nas, nie wiem nic Lucas. 
- Mimo Wszystko, pamiętaj,że to twoja mama. Kochasz ją, nawet gdybyś powiedziała,że jej nienawidzisz. Znam cię i wiem,że masz dobre serce i przywiązujesz się do ludzi. Wiem też, że choćby nie wiem co zawsze będziesz kochać swoją mamę, mimo jej decyzji, mimo tego co robi. I jeśli kochasz, to zawsze podejmiesz dobrą decyzję...
***
- A teraz kochana, zapomnij o wszystkich smutkach i przygotuj się na wspaniałą wiadomość! - rozradowana Rita stanęła w drzwiach pokoju Martiny. 
- Raz, dwa, trzy, zapominam! - uśmiechnęła się dziewczyna. 
- Idziemy grać w piłę! 
- Co? - nie zrozumiała Martina.
- Pamiętasz może jaki dziś mamy dzień tygodnia? 
- Czwartek - Martina posłała jej rozbawione spojrzenie.
- A w sobotę jest w Barcelonie mecz FC Barcelona kontra Real Madryt, pamiętasz?
- Rita! Pamiętam! Ale co z tego? - dziewczyna niecierpliwiła się. 
- Mam niespodziankę! Chodź! - dziewczyna pociągnęła przyjaciółkę i razem wybiegły na zewnątrz.
***
- Przykro mi, ale nadal nie rozumiem - Martina wzruszyła ramionami. 
- Zaraz będziemy - dziewczyny szły ruchliwą ulicą i po kilku minutach skręciły w boczną ulicę.
Po prawej stronie znajdowały się liczne kamienice i hotele, a po lewej niewielkie boisko do piłki nożnej.
Na boisku Martina zauważyła dwie dziewczyny i czterech chłopaków. Ku jej zdziwieniu Rita właśnie tam ją zaciągnęła. 
- Gdzie ty mnie do cholery prowadzisz?! - zapytała szeptem.
- Już wyjaśniam! - zaśmiała się blondynka. - 
Martina ucieszyła się w duchu,że ma na sobie odpowiedni strój.
- Już wszystko tłumaczę! Ale najpierw wszystkich przedstawię! - Rita była bardzo zaangażowana. Chłopcy i dziewczyny zbili się w jedną grupkę, dwóch chłopaków z ciekawością przyglądało się dziewczynie, jeden puścił do niej oko, a drugi mierzył ją od stóp do głów. Rita podeszła do wysokiej, dobrze zbudowanej dziewczyny o włosach koloru rudego, ładnej cerze i śmiejących się oczach.
- To moja przyjaciółka Grimmel, mieszka dwie ulice dalej od naszego hotelu. - Martina uścisnęła delikatnie rękę Grimmel. 
- To moja druga przyjaciółka Gemma , z pochodzenia Holenderka, mieszka w Barcelonie od pięciu lat.'- Rita wskazała z uśmiechem drugą z dziewczyn, prawie o głowę niższą od Grimmel. Gemma miała włosy koloru jasnobrązowego, poważne spojrzenie, zadziorny uśmiech i oczy koloru niebieskiego.
Kiedy Gemma życzliwie przywitała się z Martiną, podszedł do niej chłopak średniego wzrostu, pewny siebie,z uśmiechem na twarzy. Bez ostrzeżenia złapał ją za rękę i pocałował w dłoń. Dziewczyna spłonęła rumieńcem.
- Alex, miło mi - wyszczerzył się chłopak. Miał bardzo ładne, brązowe oczy i czarne włosy. Nagle Martina poczuła na swoim prawym ramieniu czyjąś rękę. Odwróciła wzrok i zobaczyła Iana. 
- Co panowie? Poznajecie się? - zapytał dociekliwie. Dwóch blondynów rozmawiających ze sobą kilka metrów od nich spojrzało w stronę Iana. Jeden z nich z rękami w kieszeniach podszedł do Iana i przybił z nim piątkę.
- To jest Justin, a ten tam - wskazał rękę na chłopaka z tylu - To Cody. Czwarty z chłopców okazał się bratem Justina, nazywał się Filip. Filip miał ciemnobrązowe włosy.Justin i Filip byli barcelończykami. Justin miał 17 lat, a Filip 15. Alex był szesnastolatkiem, Cody miał 17 lat. Grimmel i Gemma miały szesnaście lat. Grimmel pochodziła z Brazylii, Gemma była Holenderką, Alex był Hiszpanem, a Cody Brytyjczykiem.
Martina miała kompletny mętlik w głowie. Nie wiedziała jak kto się nazywa i skąd pochodzi. Nawet nie pamiętała ile mają lat. Ale jaki był powód przybycia w to miejsce?
- Miło mi was wszystkich poznać, ale nadal nie wiem ci ja tu robię, Rita! Rita? - Martina otwarła oczy ze zdumienia. Rita stała w pobliżu i całowała się z.... Justinem! 
- Co to ma być? - zapytała cicho stojącego obok niej Iana.
- Przyzwyczajaj się. Co tydzień ma innego - mrugnął do niej. Martina westchnęła i wzruszyła ramionami.
***
- Chcemy nagrać naszą grę i wysłać to zawodnikom. FC Barcelony.
- Zwariowałaś.
- Nie sądzę.
- Rita! I ty myślisz,że oni to chociaż obejrzą?!
- Nie tylko obejrzą! Ale też wyświetlą na ekranach na meczu!
- Zejdź na ziemię, wariatko.
- My wszyscy jesteśmy tu właśnie po to!
- Dlaczego chcecie to zrobić?
- Bo chcemy żeby nas doceniono!
- Nie docenia was ktoś?
- Nie o to chodzi! Chcemy żeby przede wszystkim Leo to zobaczył.
- I co dalej?
- Ty byś nie chciała żeby twój idol się tobą zainteresował?
- Nie.
- Dlaczego?!
- Myślę,że to byłby dla mnie za wielki szok, Rita.
- Pomożesz nam.
- Nie potrafię grać!
- Nauczysz się.
- W tak krótkim czasie?! Za dwa dni jest mecz!
- Większość mamy już nagraną. Chcę żebyś się przyłączyła do naszego projektu.
- Nie wiem czemu to robię, ale zgadzam się.
- Łatwo poszło.
***
Carter stanął w progu pokoju Martiny z miną wielce dumną. Siostra obdarzyła go ironicznym spojrzeniem.
- Co chcesz? - zapytała dość niemiło.
- Nie gniewaj się na mnie. - poprosił Carter, choć tak naprawdę nie wiedział za co dziewczyna ma się na niego gniewać.
- Nie wygaduj bzdur. Nie jestem zła. - pokazała mu język. - Jakiś problem? - zapytała widząc, że chłopak nadal stoi w drzwiach.
- Tak, wiele, ale nie chcę teraz o nich rozmawiać. Alice wymyśliła, że zabierze nas na stadninę, na peryferie miasta, pojeździmy na koniach.
- Jestem wykończona, Carter - odparła dziewczyna,wrzucając koszulkę i buty do szafy.
- Czyli nie idziesz? - uniósł w zdziwieniu brwi.
- Jane,że idę głuptasie - siostra minęła go ze śmiechem w drzwiach, klepiąc po policzku.
***
- Jak się na to wsiada? - przerażona brunetka stanęła przed zwierzęciem.
- To jest koń, skarbie - poprawiła ją Alice, która, mimo iż nigdy na koniu kie jeździła, pewnie siedziała w siodle.
- Aha! Może ty mi powiesz, jak mam na ciebie wsiąść? - popatrzyła na siwego wałacha.  Koń zarżał w odpowiedzi. 
- Włóż lewą stopę w strzemię. - poinstruował stajenny.
- Tak? I co dalej? - Martina oparta prawą ręką o koński grzbiet ledwie trzymała się ze zmęczenia na nogach.
- Teraz lekko podskocz i przerzuć drugą nogę nad grzbietem, łapiąc się grzywy. - wydawał polecenia pracownik stadniny. 
- Niewykonalne... - szepnęła dziewczyna - Kto wpadł na ten pomysł?!
Stajenny podszedł do niej z uśmiechem na ustach i podsadził ją.
- Dziękuję, co mam teraz robić? - zapytała uprzejmie. Alice zrezygnowana złapał się za głowę.
- Gdzie jest Carter? - zapytała.
- Od dwudziestu minut próbuje osiadłaś swojego konia w stajni. - odpowiedziała Martina.
- A Jamie? - Alice rozejrzała się po obejściu.
- Jamie ze swoim instruktorem jest już na torze!
- To dziecko poradziło sobie szybciej niż wy! - narzekała Alice.
- Jestem gotowy! - Carter prowadząc konia za uzdę wyszedł ze stajni.
- Czemu ty jeszcze na nim nie siedzisz?! - zniecierpliwiła się Alice.
Martina lekko szturchnęła swojego konia w bok. Stworzenie było bardzo dobrze wyszkolone i czułe na polecenia jeźdźca, czego dziewczyna kompletnie się nie spodziewała. Koń od razu ruszył truchtem z przyzwyczajenia robiąc kilka ósemek na parkurze. Martinę na początku ogarnęło przerażenie, ale widząc, że koń z nią współpracuje i nie jest groźny, postanowiła przybrać dumną postawę, aby pokazać, że całe przedstawienie było zamierzone. Alice wydawała się tym zaskoczona. Nie chciała być gorsza do młodszej przyjaciółki, więc też popędziła swojego konia. Jednak trochę za mocno. Koń przeszedł do kłusa , a Alice straciła równowagę. Podskakiwała w siodle, prawie w ogóle nie trzymając lejców. Carter zacisnął usta i z wielkim wysiłkiem wdrapał się na swojego konia.
- Dziewczyny? Nie pośpieszyłyście się a bardzo? - zawołał za nimi. 
- Nie panuję nad swoim koniem! - krzyknęła Alice. Jeden ze stajennych pośpieszył jej z pomocą.
Martina tymczasem zgrała się świetnie z posłusznym jej wałachem i dostosowała się do jego tempa, rytmicznie podskakując.
Carter bardzo wolnym stępem zrównał się z Martiną.
- Zobacz - wskazał jeźdźca przed nimi - Twój książę na białym rumaku - i pośpiesznie oddalił się, zaliczając przy tym upadek z konia, czego Martina celowo nie skomentowała.
Przed nią rzeczywiście, jechał mężczyzna, a raczej chłopak na białym koniu, ale dziewczyna nie wiedziała, dlaczego Carter nazwał go ''jej'' księciem.
Chłopak odwrócił się i Martina go poznała. Był to Ian.
- Ty mnie śledzisz, nie mam najmniejszych wątpliwości. - powiedziała ze śmiechem na powitanie
- O! Cześć! Nie wiedziałem ,że jeździsz - uśmiechnął się i zawrócił swojego konia. Martina zauważyła, że zrobił to bardzo profesjonalnie i pewnie.
- Ta jasne, ja niby miałam wiedzieć? - zapytała.
- W Holandii jeżdżę konno od pięciu lat. Nie jestem znów taki kiepski - mrugnął do niej. - A ty? Uczysz się?
- No co ty! Jestem doświadczonym jeźdźcem! - zapewniła go, pewna siebie. Żeby pokazać, jak dobrze radzi sobie na grzbiecie, popędziła konia. Chciała żeby koń przyśpieszył do szybkiego kłusa, ale niespodziewanie porwał się do galopu przez cały parkur. Ian nie zdawał sobie sprawy z jej umiejętności. Z jednej strony był pewien, że sobie poradzi, ale kiedy zobaczył jak dziewczyna podskakuje w siodle, stracił pewność. Martina nieudolnie zakręcała koniem, ale on był głuchy na jej polecenia. Okrążył wybieg dwa razy, a wtedy, na zakręcie, Martina straciła równowagę, lejce wypadły jej z rąk, koń zahamował gwałtownie, a dziewczyna wypadła z siodła.
- Martina! - krzyknął Ian i podjechał na swoim koniu do siedzącej na ziemi dziewczyny.
- Nic sobie nie złamałaś? Wszystko w porządku? Co cię boli? - zasypywał ją pytaniami.
- Potłukłam się trochę to nic wielkiego - Martina próbowała się podnieść, a w tym samym czasie Ian zeskoczył z konia i złapał ją za rękę. Ich spojrzenia spotkały się.
***
- Nic mi nie jest, zostaw mnie... - dziewczyna odepchnęła rękę Iana.
- Co się stało? - Ian rozłożył ręce ze zdziwienia. 
- Chcę dalej jeździć - uśmiechnęła się słabo. - Wsiadamy?
- Jasne... - odpowiedział cicho Ian, trochę zawiedziony. Podniósł się z ziemi i chwycił Martinę w pasie, chcąc podsadzić ją na konia. Ale ona tylko delikatnie zabrała jego dłonie, i uśmiechając się przepraszająco powiedziała :
- Poradzę sobie, dzięki. - Ian westchnął ciężko i wzruszył ramionami. Podszedł do swojego konia.
Czuł się tak, jakby w ciągu tych kilku dni na samym starcie wszystko zepsuł, odbudował i jeszcze raz zaprzepaścił. Nie miał pojęcia co takie zrobił, że Martina potraktowała go z takim dystansem. 
Zrobili we czwórkę kilka okrążeń, jednym wyszło to lepiej ( Alice, Ian, Martina) , a innym gorzej (Carter). Jamie, o którym wszyscy na moment zapomnieli, razem ze swoim instruktorem prowadził swojego kucyka pomiędzy niskimi pachołkami. Dużą pomoc zawdzięczał pomagającemu mu stajennemu, kucyk też był dobrze wytresowany i praktycznie bez udział Jamiego przechodził pomiędzy nimi.
***
Martina i Ian siedzieli na płocie odgradzającym stadninę od pastwisk i pili wodę sodową - napój koniarzy. Alice i Carter stali przy kucyku Jamiego, który siedział na nim i rozmawiali z instruktorem. Martina przyjrzała się bratu. Był jeszcze taki młody, niedoświadczony, ale taki niezależny.
Dziewczyna często zastanawiała się czy nie jest dla starszego brata ciężarem. Maił dopiero dwadzieścia jeden lat, a miał na głowie ją i cały dom. To nie był jego wybór, on mógł teraz być wybitnym architektem, tak jak  o tym marzył, w jego wieku chłopaki chodzili do kina, na imprezy, wyjeżdżali na obozy, studiowali, a on wszystkiego się wyrzekł. Litowała się nad nim i zawsze próbowała być samodzielna żeby wszystko ułatwić. Była mu ogromnie wdzięczna za te wakacje, za to, że się stara, ale niezależnie od tego jak bardzo Martina nie chciała wchodzić mu drogę, by korzystał z życia, tym bardziej Carter lgnął do siostry, ponieważ miał wrażenie, że jest smutna, potrzebuje miłości. Bardzo ją kochał i nie mógł pozwolić, żeby wzięła na siebie wszystko , cały smutek, tęsknotę, wszystkie obowiązki.
- Jestem strasznie zmęczona - Alice rozsiodłała swojego konia i poklepała go po grzbiecie.
- Jak widać on nie jest zmęczony - Carter wskazał na Jamiego, który wpadł w szał, gdyż nie chciał zejść z konia.
- Skarbie, mamy na dzisiaj zaplanowane jeszcze dużo atrakcji - przekonywała go Martina.
- Chcę jeździć na koniu! - krzyczał chłopiec.
Dziewczyna wzruszyła bezradnie ramionami. Carter wpadł nagle na pomysł, który mógłby odciągnąć Jamiego od tego miejsca.
- A może jak dwaj prawdziwi mężczyźni programy razem w piłkę? - zapytał.
- Taak!!! - krzyknął buntowniczo mały. W jednej chwili był przygotowany do wyjścia.
***
Martina nie miała nic przeciwko,żeby Ian poszedł razem z nimi. Niedaleko hotelu ANDANTE znajdowała się cicha uliczka, gdzie rzadko jeździły samochody i panował ogólny spokój. Była tam kawiarnia, kilka sklepów, boisko sportowe i park. Alice rozsiadła się z dużym lodem i magazynem na jednej z ławek, mając oko na swoich dwóch chłopców. Ian skorzystał z okazji i postanowił zaprosić gdzieś Martinę.
- Przejdziemy się? - zapytał nieśmiało. Najpierw popatrzyła na niego zdezorientowana, a potem energicznie pokiwała głową na znak zgody.

Było cicho, prawie żadnych ludzi. Ian wprowadził dziewczynę do parku koło boiska. Posłusznie, wolnym krokiem szła za nim. Ian włożył ręce w kieszenie i z głową uniesioną do góry szedł przed dziewczyną. Nagle zatrzymał się. Spojrzał w niebo. Odetchnął głęboko. Odwrócił się do niej.
- Pięknie tu, prawda? - zapytał, a w ciszy było słuchać tylko jego głos i szum drzew.
- Prawda - Martina zarumieniła się i spuściła wzrok. Ian znów się odwrócił tyłem.
- Chociaż znamy się tak krótko, mam wrażenie,że nie jesteśmy sobie obcy. Coś nas łączy.
Dziewczyna przestraszyła się tym wyznaniem. 
- Do czego ty zmierzasz, Ian? - zapytała.
- Uwielbiam spędzać z tobą czas i świetnie mi się z tobą rozmawia - przyznał. - Przepraszam,że w pierwszych chwilach naszej krótkiej znajomości byłem wredny i niemiły. Nie wiem dlaczego tak postąpiłem. Czasem taki jestem... - popatrzył jej prosto w oczy. Od razu odwróciła wzrok.
- Nie znam cię najlepiej, ale znam cię na tyle by stwierdzić,że jesteś miłym i sympatycznym chłopakiem - powiedział po długim milczeniu Martina. Ian czuł się doceniony, ale również zawiedziony. Liczył na coś więcej. Nie zdawał sobie w ogóle sprawy z uczuć Martiny. Z jednej strony był pewny, że ona lubi go tak samo jak on ją. Teraz zwątpił. Pomyślał, że mówi to tylko z życzliwości.  Wziął się w garść, podszedł do niej, złapał za ramię, pocałował w policzek.
(https://www.youtube.com/watch?v=ZqQrN-XbzJA)
Dziewczyna była zdziwiona tym czułym gestem. Ze względu na swoje uczucia, ze względu na tak krótką i w każdym momencie mogącą się skończyć znajomość z Ianem, zareagowała tak, a nie inaczej. Spojrzała na niego smutnym wzorkiem. Odwróciła się i powoli odeszła. A on stał i patrzył. Nie wolał, nie biegł, nie zatrzymywał. Po co ma wszystko psuć jeszcze raz, jeszcze bardziej?
***
- Jamie? Wszystko w porządku? - Alice weszła do pokoju chłopca.
Jamie siedział na swoim łóżku, z nieobecnymi oczyma, nieruchomo.
- Mogę cię zapytać o coś? - zapytał cichutko.
- Pewnie kochanie... - Alice zmartwiła się, podeszła do łóżka malucha i usiadła, obejmując go.
- Gdzie jest moja mamusia? Mogę z nią rozmawiać? - chłopiec zadał trudne pytanie.
- Mamusia została w domu - odpowiedziała z ciężkim sercem Alice. Chłopiec wyjął spod poduszki dwa drewniane patyczki, które były po prostu dwoma znalezionymi gałązkami. Zaczął oglądać je i bawić się nimi. 
- Pójdę zapytać Cartera, czy możesz rozmawiać z mamą, dobrze? - uśmiechnęła się do niego Alice.
Jamie pokiwał głową.
Alice wyszła z pomieszania, a do pokoju weszła Martina.
Jamie wstał usiadł koło Martiny na jej łóżku. Wyciągnął ręce i przytulił się do swojej starszej przyjaciółki.
- Jesteś zmęczony mały piłkarzu? - zaśmiała się Martina. - Idziemy już spać?
- Strzeliłem Carterowi trzy bramki! - pochwalił się chłopiec.
- Brawo! Jesteś najlepszy! - Martina przybiła z nim piątkę. Mały Jamie wtulił się we włosy dziewczyny i zapytał cicho i radośnie :
- A przeczytasz mi bajkę?
Martina uśmiechnęła się i razem sięgnęli po "Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy"...
***
- Mam dosyć ciągłych tajemnic, problemów, kłótni. - zwierzał się Carter swojej dziewczynie. - Przyjechaliśmy tutaj odpocząć, bawić się, zwiedzać, spędzać razem czas, a zamiast tego muszę zajmować się zachciankami i problemami mojej matki. Alice, mam tego serdecznie dość.
Alice westchnęła ciężko. Usiadła koło chłopaka i położyła mu głowę na ramieniu.
- Jej nie było trzy lata! Trzy lata, rozumiesz?! - krzyknął trochę za głośno. - I nagle się pojawia, chociaż nikt tego nie chce. Najgorsze jest to,że ona chce się widzieć z Martiną. - Alice wydawała się przerażona tą wiadomością. 
- A z tobą nie? - zapytała zdziwiona.
- Jak widzisz bardziej zależy jej na Martinie. 
- Nie mów tak! Oboje kocha was tak samo!
- Jeżeli w ogóle kocha... - zastanowił się Carter.
- Jasne, że kocha! - zapewniała go Alice. - Daj jej czas.
- Nie chcę jej widzieć. - przyznał otwarcie.
 - Może dlatego chce się widzieć z Martiną, bo ona stawia większy opór. Ty z nią rozmawiałeś, jesteś starszy, więcej rozumiesz, ma z tobą kontakt od jakiegoś czasu. Może ona ma nadzieje,że z tobą uda jej się porozumieć, a z Martiną będzie jej trudniej.
- Grubo się myli, ja nie szukam i nie będę szukał z nią żadnego porozumienia - Carter był nieubłagany.
- Nawet nie wiesz jakiś ma zamiary, daj jej szansę - przekonywała dziewczyna.
- Nie ma opcji,żeby Martina się z nią widywała. Nie było jej kiedy tego potrzebowała! Niech teraz nie psuje wszystkiego kolejny raz! - Carter był wściekły.
- Podejmiesz decyzje ze względu na wszystko, ale pamiętaj to twoja mama. - przypomniała Alice.
- Jak Jamie? - Carter zmienił temat.
- Zapytał mnie, czy może rozmawiać z mamą. - powtórzyła mu Alice.
- Dzisiaj rano dzwonił Syriusz - powiadomił ją Carter - Mówił, że jej stan jest bardzo dobry, wszystko wskazuje na to,że za góra dwa dni się wybudzi a jak nie to bez przeszkód będzie mozna ją wybudzić.
- To świetnie, ale on zaczyna odczuwać jej brak. Co ja mam mu powiedzieć? 
- Prawdę - odparł bez zastanowienia chłopak.
- Radzę zrobić to samo. - doradziła Alice.
***
Był wieczór. Gemma siedziała na tarasie hotelu ANDANTE czekając na Ritę. Ona jednak spóźniała się już pół godziny. Nagle w drzwiach pojawiła się Martina. Podeszła do dziewczyny i oparła się o balkon obok niej.
- Czekasz na Ritę, prawda? - zapytała cicho.
- Czekam na nią od dłuższego czasu i za każdym razem jest tak samo. - wytłumaczyła Gemma.
Zapadła niezręczna cisza.
- Rita bardzo się zmieniła. - powiedziała po chwili Gemma. Martinę zdziwił ten fakt.
- Ty znasz inną Ritę i ja znam inną Ritę - zaśmiała się nowa koleżanka.
- Nie rozumem? Coś się stało? - Martina spojrzała na nią zaciekawiona.
- Od pewnego czasu nie interesuje ją nic poza chłopakami. Ponad to, niedawno zaczęła palić papierosy....
- Rita?! Papierosy?! Jak to możliwe? - zdziwiła się Martina.
- Nie wiem co się z nią stało. Wiem, że jesteście przyjaciółkami. Często mi o tobie opowiadała. Ale teraz się zmieniła. Nie jest sobą. Podejrzewam,że ma jakieś problemy.
- Gemma? Jak długo Rita spotyka się z Justinem? - zadała nurtujące pytanie Martina.
Gemma zaśmiała się cicho.
- Trudno powiedzieć, żeby Rita z kimkolwiek się spotykała. Ona jest lub jej nie ma. Z Justinem niedawno zaczęła, pewnie równie prędko skończy. Nikt tego nie bierze na poważnie. Jest niestała. Oni do siebie nie pasują. - przekonywała dziewczyna.
- Mam nadzieje,że wkrótce będę mogła z nią porozmawiać i dowiem się wszystkiego.... 
- Wątpię czy wszystko ci powie, ale życzę ci powodzenia - Gemma uśmiechnęła się do niej lekko. - Ja już pójdę, Rita już raczej nie przyjdzie.
Martina długo zastanawiała się nad tym co powiedziała nowa znajoma. Co się stało z jej dawną przyjaciółką? Z dawną Ritą? To nie była ta sama osoba, co prawda w jej towarzystwie zachowywała się na ogół normalnie i po staremu, ale wielkim wstrząsem był dla Martiny fakt,że Rita zmienia chłopaków jak rękawiczki a poza tym popadła w nałóg.
Postanowiła,że jutro odbędzie z nią poważną rozmowę.
Ale ona sama nie wiedziała, jak poważna rozmowa czeka ją za chwile....
***






sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 7 - "Nawet jak jesteś wściekła i przemoknięta do suchej nitki,wyglądasz cudownie."

                "Nie przejmuj się hejterami i rób dalej to, co lubisz."
           
                                                                       ~Perrie Edwards
___________________________________________________
      ***
Dziewczyna stała w pustym pomieszczeniu. Podłogi i ściany były porażająco białe. Nie wiadomo było gdzie kończy się podłoga a zaczyna ściana.
I nagle oślepiający błysk z góry. Zewsząd zaczęły sypać się pieniądze. Pieniądze, które bez trudu złapała. Było ich mnóstwo i nikt nie próbował jej ich odebrać.
Gdzieś w tle słychać było podniesione głosy.
Ktoś się kłócił. Przed Martiną pojawił się Carter wraz z Alice, którzy nie zwracali na nią uwagi, tak, jakby jej tu nie było. Carter zawzięcie tłumaczył coś Alice a ona nie przyjmowała tego do wiadomości. Ich głosy odbijały się echem.
- To dotyczy również jej! - krzyczała Alice - Dlaczego po prostu jej tego nie powiesz?!
- To nie jest ważne!
- Powiedziałeś właśnie największą bzdurę w swoim życiu.
- Dlaczego robisz z tego taką katastrofę?! Przecież to jest normalna sprawa, o której ona się prędzej czy później dowie i tyle!
Alice machnęła tylko ręką i rozpłynęła się w powietrzu. Carter zauważył Martinę. Odwrócił się do siostry przodem i łagodnie wyciągnął rękę. Martina nie wiedziała jaka jest jej rola. Miała podejść czy uciekać. Nie mogła się jednak ruszać. Nie miała wyboru. Ktoś napisał jej scenariusz, a ona miała tylko grać swoją rolę. Jej rolą było w tym momencie stanie w miejscu. Carter z każdym krokiem był bliżej, ale już po chwili dziewczyna zniknęła. Zawirowała w powietrzu i wylądowała w łóżku, w Barcelonie, w Hotelu ANDANTE, w pokoju 19.
***
Martina nie wzięła tego snu ani trochę na poważnie. Co prawda dawał do myślenia, dziewczyna zastanawiała się, czy ma on coś wspólnego z jej obecną sytuacją, z jej życiem.
Dała sobie jednak szybko spokój, gdyż sny, jak wiadomo bywają bardziej realistyczne i mniej realistyczne. Budząc się stosunkowo za wcześnie z powodu różnych okoliczności, Martina zdążyła tylko zobaczyć wschodzące słońce nad wieżą jednego z barcelońskich kościołów, gdy brutalnie została ściągnięta wraz z pościelą na podłogę. Spod kołdry dało się słyszeć zduszony krzyk i dziewczyna zaczęła szarpać sie i wiercić.
Martina usłyszała chichot i już po chwili Rita leżała na jej łóżku pokładając się ze śmiechu. 
- O co tu chodzi? - zapytała zaspana nastolatka, która właśnie uwolniła się ze swojej pułapki i z przekrzywioną , rozczochraną głową patrzyła nieprzytomnie na przyjaciółkę.
- Absolutnie nic! - zaświergotała panna Skeeter i delikatnie objęła Martinę przytulając ją do siebie.
- Która godzina, jeśli można wiedzieć? - Rita spojrzała na jasno fioletowy zegarek na jej lewym nadgarstku.
- 6.48 ranny ptaszku! - zaśmiała się ponownie i zaczęła zbierać prześcieradła z ziemi.
- Jeśli ktoś tu jest rannym ptaszkiem to tylko ty Rito. - Martina puściła jej oko.
- Co na śniadanie? I dlaczego tu tak głośno? - Jamie stanął przed dziewczynami z krzywo założonymi spodenkami od piżamki, misiem pod pachą i pytającym spojrzeniem. Martina chwilowo zapomniała,że dzieli z nim pokój.
- Na śniadanko trochę za wcześnie, skarbeńku. - odpowiedziała słodko Rita. - Ale myślę,że Carter i Alice nie będą mieli nic przeciwko wczesnemu wstawaniu - przekonywała go. Jamie w mig pojął o co chodzi i w jednej chwili znalazł się w sąsiedniej sypialni.
- DO JASNEJ CHOLERY CZEMU MNIE BUDZISZ TAK WCZEŚNIE?! - wrzasnął na cały głos Carter.
- Ups... - Rita zasłoniła usta końcami palców.
-'Czy ty musisz się tak wydzierać? - zapytała Alice, która podobnie jak Martina była jeszcze nie całkiem przy zmysłach i nie wiedziała o co chodzi.
- Możesz zrobić wreszcie to śniadanie?! - Jamie najwyraźniej konał z głodu.
- Wreszcie?! Czy to normalnie zjadasz śniadanie o 7.00 rano?! - nie dowierzał Carter.
- Nie. Normalnie to mamusia robi mi śniadanie o szóstej - obwieścił, a Carter zrezygnowany i zmęczony opadł na poduszki. Rita popędziła do własnego mieszkania, a Martina postanowiła opanować sytuację.
***
 Po bardzo wczesnym śniadaniu okazało się, że Carter wziął ze sobą laptop, którego wcale nie planował zabierać. Zamontowany miał Skype, który był w wyjątkowo dobrym stanie, miał świetną rozdzielczość, a obraz był znakomity. Pierwsze połączenie Martina wykonała do Jo. Miała wrażenie, że przyjaciółka dosłownie stoi przed nią. Głos miała taki jak prawdziwa Jo, ze wszystkimi szczegółami. Pierwsze co, to Jo poleciła Martinie oddalić się od kamery i pokazać jak jest ubrana.


- Nie martw się - pocieszała ją Martina. - Przywiozę ci co nieco z tutejszych sklepów.
- Och nie musisz przecież... - zapewniała ją Jo, choć przyjaciółka widziała wyraźnie jak zabłysły jej oczy.
  - Zgadnij kogo tu spotkałam! - przypomniałam sobie z entuzjazmem Martina. Jo namyślała się przez chwilę, gdy nagle wytężyła wzrok i wgapiła się w punkt za Martiną.
- Czy to jest Rita?! - zapytała zaciekawienia.
- Tak! - zawołała uradowana Martina. Jo bądź co bądź z tego faktu się nie ucieszyła, ale stwierdziła,że warto byłoby zachować się uprzejmie i grzecznie. Rita właśnie przechodziła przez kuchnię gdzie Martina rozmawiała z Jo.
- Cześć Jo! - zawołała, ale nie zatrzymała się - Nie będę przeszkadzać - szepnęła do Martiny i już po chwili trzasnęły drzwi od mieszkania Stoessel. 
- Co u ciebie słychać Jo? Jak tam pani Crawford? - zapytała Martina opierając głowę na otwartej dłoni.
- U mnie wszystko dobrze, jutro może wybiorę się na jakieś zakupy z Lisą, ale wiesz jak to jest. Kiedy idę z nią na zakupy, to ona zazwyczaj przesiaduje większość czasu w księgarniach,a ja w sklepach z ubraniami, to trochę niezręcznie, więc wole chodzić na zakupy z tobą... - przyznała skruszona dziewczyna. Martina skomentowała to krótkim i serdecznym śmiechem.
- A pani Crawford kilka godzin po waszym wyjeździe na powrót zapadła w śpiączkę i nie obudziła się jeszcze. - na te słowa Martina posmutniała. - Ale nie martw się! Poza tym,że jest nieprzytomna, lekarze twierdzą, że jej stan jest bardzo dobry i wszystko wskazuje na to,że za kilka tygodni wróci do domu.
- Cieszę się... - odpowiedziała nieprzytomnie Martina. Do kuchni w podskokach i ucieszonej gębie wparował  Jamie i bez pytania wdrapał się na kolana Martinie, która objęła go w pasie i przytuliła do siebie.
- Dzień Dobry! - przywitał się grzecznie zamaszyście kiwając głową.
- Cześć młody mężczyzno! - powitała go entuzjastycznie Jo.
- Idziemy na basen? Carter i Alice się już spakowali... - poinformował swoją opiekunkę.
- Znowu? Byliśmy przecież wczoraj! - przypomniała sobie nastolatka.
- Ale krótko. Idziesz?
- Przyjdę potem - zapewniła. - Porozmawiam jeszcze chwilkę z Jo. Jamie zeskoczył z jej kolan, z krzesła ściągnął zielony ręcznik i trzaskając drzwiami wszedł do sypialni Alice i Cartera.
- Jak tam jest? W tej Barcelonie? - zainteresowała się Jo.
- Wspaniale! Uwielbiam podróżować po świecie, choćby dlatego,że mogę zobaczyć takie piękne zabytki i cuda natury... - rozmarzyła się Martina.
- Jesteś tam dopiero drugi dzień, a nam już daje się we znaki twoja nieobecność. - powiedziała Jo, nie patrząc w oczy przyjaciółki. - Dziś rano przyszedł Lucas i Brajan. Graliśmy w karty o 7 rano! To jest chore, mówię ci...
- Zadzwonię do nich potem to sobie pogadamy - Martina mrugnęła do Jo figlarnie.
- Po co masz dzwonić do każdego z nas? Możesz pogadać z całą piątką na raz - Jo posłała jej tajemnicze spojrzenie. Po lewej i prawej stronie blondynki nagle spod stołu wychyliły się dwie głowy, które należały do Lucasa i Seravino. Brajan wszedł do pokoju z chipsami w ręku i uwalił sie na kanapie nie zdając sobie sprawy, co go omija. Martina zakryła usta dłonią, chcą powstrzymać śmiech.
- A Lisa? - spytała chichocząc. 
- Oczywiście, nie mogło jej zabraknąć. - uśmiechnęła się Jo. Lisa weszła do pokoju w ten sam sposób co Brajan, nie uszło uwadze Martiny,że w ręce na wysokości pasa Lisa niosła książkę. Martina rozpoznała w niej piątą część Harry'ego Pottera, którego Lisa czytała już po raz czwarty.
- Umówiliście się, czy jak? - zapytała Martina machając do wszystkich.
- Yyyy...Nie.. - odpowiedziała wymijająco Jo.
- Fajnie pogadać z wami wszystkimi razem - Martina podparła głowę na ręce.
- Niestety muszę opuścić na chwilę towarzystwo, bo zdaje się,że ktoś tu się jedzenia domagał - Jo przewróciła oczami a cała piątka zaśmiała się, gdyż Jo nawet wody nie umiała podgrzać. Blondynka wyszła z pokoju, a za nią zerwał się Brajan.
- Braaaajan....? - zapytali wszyscy jednocześnie trochę zawiedzeni. Brajan stąpając po cichu ruchem palca pokazał,że mają być cicho. Po pół minucie z kuchni usłyszeli wrzask Jo. Lisa przewróciła oczami. Podczas rozmowy Lucas nie odzywał się prawie wcale i patrzył tylko na Martinę. 
- Zastanawiam się skąd Carter wziął tyle kasy... - zwierzała się Martina przyjaciołom.
- Nie przejmuj się pieniędzmi tylko się baw! - zaśmiał się Seravino, który na zmianę zwracał się do Martiny i leżąc w dziwnej pozie przeglądał telefon na kanapie w tyle pokoju.
(Włącz i czytaj)
- Martina!!! - z korytarza dobiegł nawołujący głos.
- Co znowu? - szepnęła Martina. - Kochani, wydaje mi się,że długo nie porozmawiamy... Pozdrówcie zakochanych , a ja lecę - puściła do nich oko. Lisa już chciała stanąć w obronie Jo i wytłumaczyć,że Brajan i Jo nie są w sobie zakochani, ale Martina zdążyła się rozłączyć.
***
Ogromny basen hotelu ANDANTE nadawał się do wielu rzeczy. Można było w nim swobodnie pływać, nurkować , a nawet żeglować. Szesnastoletnia holenderka leżała na fioletowym materacu dmuchanym odmawiając wchodzenia do wody. Znajdowała się na samym środku basenu więc istniał duże ryzyko,że do wody trafi tak czy inaczej. Carter z okularami na nosie odprężał się na hotelowych leżakach  ustawionych w pełnym słońcu, trzymając za rękę w tym samym momencie Alice, która leżała koło niego. Jamie wyposażony w najnowszy sprzęt nurkowy badał dno basenu, na którym niespodziewanie znalazł dwie całkiem ładne muszle. Wściekłość i panika niespodziewanie ogarnęły Martinę, kiedy została brutalnie wciągnięta do basenu. Brutalnie wciągnięta,ale delikatnie złapana. Nie potrafiła pływać i otwieranie oczu w wodzie sprawiało jej problem,ale w tym momencie była tak wściekła i ciekawa kto to zrobił,że zapomniała o tym,że jest pod wodą i nie umie pływać,ze otworzyła oczy. Nikt najwyraźniej nie zauważył jej zniknięcia, gdyż kątem oka Martina dostrzegła Jamiego nadal przeczesującego dno basenu. Nie usłyszała też żadnych przytłumionych krzyków,dlatego Carter w tej chwili pewnie spał w najlepsze. Szarpała się chwilę pod wodą , a kiedy już miała wynurzyć głowę , dostrzegła go. Ian. 
* Co ten chory debil sobie myśli!? * - pomyślała z wściekłością. Wyrwała mu się, machnęła nogami, ochlapując go porządnie i wynurzyła głowę na powierzchnie basenu. Nie odwróciła się, nie obdarzyła go spojrzeniem, tylko szybkim i stanowczym ruchem porwała dmuchany materac, ręcznik i wybiegła z pomieszczenia.
- Martina! - zawołał Ian z nutą rozbawienia w głosie. Pobiegł za nią, a ona nie mogła sie powstrzymać i kiedy był już kilka metrów od nie, rzuciła na ziemię śliski i mokry materac, o który chłopak potknął się i wylądował na mokrej posadzce. Dziewczyna odwróciła się gwałtownie, by sprawdzić,czy nie zrobił dobie krzywdy. Widząc go żałośnie wyciągniętego, z miną zdezorientowaną wybuchnęła stłumionym śmiechem. Usiadła na ziemi, koło Iana leżącego na dmuchanym materacu. Ten lekko podniósł głowę i popatrzył na nią. Martina już się nie gniewała.
- Nawet jak jesteś wściekła i przemoknięta do suchej nitki, wyglądasz cudownie. - dziewczyna siłą powstrzymała się przed wymierzeniem mu policzka. Z trudem zdobyła się na nieznaczny uśmiech. Ian podniósł się z podłogi , podał jej materac, mrugnął filuternie i oddalił się z powrotem w stronę basenu.

***
Duże krople deszczu spadały z nieba mieniąc się w pełnym słońcu.
Kartka papieru szeleściła pod każdym ruchem długopisu.
" ... nie wiem co o nim myśleć Jo... jest pociągający to na pewno... gdybyś tu była, wiedziałabyś,że jego uśmiechowi trudno się oprzeć... ale jest wredny... i wciąż śmieje się z tego co mi nie wychodzi.... nic mnie to nie rusza,ale Jo,co byś zrobiła mając na wyciągnięcie ręki boskiego bruneta, ze zrytą banią, kuszącym uśmiechem i bezczelnym zachowaniem... przecież to podrywacz zwykły, Jo, ja nie oszalałam, powiedz...?
***
- Jamie, za dziesięć minut będzie kolacja - poinformował Carter Jamiego, który opychał się już drugą czekoladą. Chłopak nie odrywał oczu od gazety.
- Nie umiesz hiszpańskiego - przypomniała mu Martina wkładając do ust kolejną garść orzeszków.
- Czy wy możecie teraz nie jeść?! - oburzył się.
- Czego się wściekasz? - dziewczyna zgarnęła ze stołu swoje jedzenie i podeszła do zlewu. - Nie umiesz hiszpańskiego! - zaśmiała się patrząc na brata.
- Dajże spokój kobieto... Zajmij się... Jak mu tam? Ianem? Widzę,że się bardzo lubicie - Carter trafił w czuły punkt. Martina spłonęła rumieńcem i niezauważona wymknęła się do łazienki.
***
- Carter, ja wiesz,że to brzmi banalnie, ale ona musi się kiedyś dowiedzieć.
- Eh... Ja to rozumiem. Martina nie jest gotowa przyjąć z dnia na dzień tak szokujący fakt.
- Będzie wściekła jak jej nie powiesz.
- Wszystko zawsze spada na mnie! - Carter uderzył pięścią powietrze.
- Dlaczego tak nagle się wami zainteresowała?
- Zainteresowała się Martiną nie mną, jestem dorosły, nie potrzebuję mamusi. - Carter nie krył niezadowolenia.
- Kocha cię przecież. - przypomniała Alice
- Jej duma i egoizm niestety temu zaprzeczają - stwierdził chłopak.
- To były emocje Carter - Alice złapała go za rękę - Nie potrafiła się z tym pogodzić.
- Zawsze była silna, kochała nas, mówiła,że jesteśmy najważniejsi, byliśmy szczęśliwi - wymieniał coraz bardziej poirytowany - A jednak zniknęła z naszego życia, a my po bardzo długim czasie przyzwyczailiśmy się,ale nie zaakceptowaliśmy tego nigdy.
- Jeśli nie zaakceptowałeś tego,że ona odeszła, to powinieneś przyjąć ją z otwartymi ramionami - zauważyła rudowłosa
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że będzie nas chciała odnaleźć i wrócić? - Carter spojrzał ze strachem w oczy Alice.
- Może zrozumiała?
- Nie rozumiesz,że nam jest dobrze tak jak jest?! - Carter wstał od stołu.
- Nie możesz jej przecież skreślić, zapomnieć, wyrzucić! - buntowała się dziewczyna.
- Nie mam zamiaru tego robić - oparł prawą rękę na blacie stołu i raz jeszcze przeszył Alice wzrokiem. -  Ja nie chcę zmian. - dodał stanowczo i wyszedł z mieszkania.
***
- Rita? Wyciągnij mapą, proszę? - Martina rozglądała się po barwnych ulicach Barcelony, w jednej ręce trzymając ramię plecaka, a drugą - ramie Rity.
- Nie mam mapy, Martina... - Rita nerwowo przebiegła wzrokiem po budynkach.
- To nic... Poradzimy sobie! - do Martiny najwidoczniej sens tych słów jeszcze nie dotarł.
- Ja nie znam tej części miasta! A ty tu jesteś pierwszy raz w życiu! 
- Mój instynkt mnie nie zawiedzie - obwieściła dziewczyna trochę niepewnym głosem - Trzeba się było uczyć hiszpańskiego! Zaraz! Ty umiesz hiszpański! - popatrzyła na Ritę z nadzieją
- Niewiele... Hotel ANDANTE to holendersko-hiszpańska instytucja... 
- Mamy przecież telefony! Zadzwonię do Cartera!
- Ale miałyśmy iść na zakupy... - przyjaciółka posłała jej błagalne spojrzenie.
- Wczoraj byłam na zakupach i wydałam masę pieniędzy nie wiadomo skąd wziętych! Rita! Myślmy pozytywnie i obiektywnie! Jesteśmy w Barcelonie, są wakacje, a ja chcę przeżyć przygodę! Idziemy! - zakomenderowała Martina. Trzymając za rękę trochę zdezorientowaną i zagubioną Ritę, Martina dotarła do kolejnego skrzyżowania. Otrzeźwiała Rita wreszcie wygrzebała z dna torby mapę i nieudolnie ją studiowała. Brunetka czekając na zielone światło rozglądała się wokół. Gdy przechodziła przez pasy, znajoma postać zbliżyła się do jej ramienia.
- Cześć - szepnął Ian szturchając lekko koleżankę.
- Co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona mierząc go podejrzliwym spojrzeniem - Śledzisz mnie?!
- Nie! Skąd ci to przyszło do głowy? - Ian już miał się wytłumaczyć,ale dziewczyna mu przerwała
- Widzę cię wszędzie! Tam gdzie ja - tam i ty!
- Martina, nie śledzę cię, uwierz - chłopak zrezygnowany wzruszył ramionami. 
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - przypomniała.
- Jakie pytanie? 
- Co tu robisz, do cholery?! - krzyknęła na na niego, i choć nikt nie rozumiał co powiedziała, wiele osób odwróciło twarze ze zdziwieniem w jej kierunku.
- Nie krzycz! To samo  co ty - mrugnął do niej filuternie i nie czekając na jej reakcję przeszedł przez ulicę zważywszy na zielone światło. 
- Ja się zgubiłam, a ty? - zapytała dziewczyna, tracąc cierpliwość, doganiając Iana na drugim końcu ulicy. Ian odwrócił się w stronę ulicy i wskazał głową na stojącą po drugiej stronie Ritę, która wciąż wpatrywała się w mapę. 
- Rita! - krzyknęła Martina. Dziewczyna przebudziła się i ze strachem zauważyła,że Martina jest po drugiej stronie - w dodatku w towarzystwie Iana. Szybkim krokiem pokonała jezdnię, nie zważając na czerwone światło.
- Zgubiłyście się, zgadłem? - Ian włożył ręce do kieszeni i szedł przodem do Martiny.
- Tak! - krzyknęła z tyłu zasłyszana Rita - Zgubiłyśmy centrum handlowe!
- Zabiorę was do domu - zaoferował się.
- Nie, same sobie poradzimy - zapewniła szorstko Martina.
Chłopak złapał ją stanowczo za nadgarstek.
- Daj sobie pomóc, nie chcę ci nic zrobić.
Martina już chciała mu powiedzieć,że się go nie boi, ale darowała sobie i pozwoliła zaprowadzić się do tramwaju.
***
- A jak ona się czuje? Jej syn jest z nami, muszę wiedzieć takie rzeczy - mówił do słuchawki Carter.
- Jest nieprzytomna już drugą dobę, lekarze twierdzą,że reaguje na bodźce, nie można jej wybudzić, nie ma kontaktu z lekarzami - wymieniał najlepszy przyjaciel Carter'a - Syriusz.
- Jest lepiej czy gorzej?
- Człowieku! Jesteś na wakacjach nie zamartwiaj się wszystkim dookoła! Do szpitala trafiła przedwczoraj, jej stan jest taki sam,jaki był wtedy,kiedy ją odwiedziliście! 
- Daj znać jak coś się zmieni. I podlewaj nasze kwiatki - Carter rozłączył się.
Spojrzał na wyświetlacz komórki. Znowu dzwoniła. Rozmawiał z nią tylko raz i nie chciał więcej. Sam siebie nie rozumiał. Nie obwiniał nikogo, ale czasem czuł się zmęczony. Tak wiele na niego spadło.
- Kochanie? Idziemy na spacer? - Alice weszła do pomieszczenia i delikatnie oparła głowę na ramieniu chłopaka. Carter tylko smutno pokiwał głową.
- Pamiętaj,że w Barcelonie nie bywa się codziennie! - pocieszyła go Alice.
***
Ian siedział w malowniczym ogródku za hotelem ANDANTE. Za kilka minut słońce zniknie za horyzontem. Siedział samotnie, w ciszy i skupieniu. Nagle zaszeleściła trawa i na ozdobnym, ogrodowym krześle usiadła najpiękniejsza dziewczyną w całej Barcelonie.


Ian'a zdziwił ten widok. Od pierwszego spotkania dziewczyna mu się podobała. Od pierwszego spotkania wydawała się taką optymistką, jednocześnie bardzo nieśmiałą i skrytą.Wrażliwą. Ale też nieosiągalną. Miał takie wrażenie, jakby go unikała, nie lubiła. Przyszła do niego, usiadła koło niego z własnej woli. Ian zawsze zwracał uwagę na wygląd dziewczyn, lubił gdy były ładnie ubrane, twierdził,że zadbana dziewczyna jest też miłą dziewczyną. Martina wyglądała bosko. Jednak nie wygląd zewnętrzny był dla niego najważniejszy. To prawda bywał chuliganem, bywał wredny i bezczelny, ale w rzeczywistości był całkiem miłym i ujmującym chłopakiem. Martina położyła swoją komórkę na stoliku i popatrzyła na niego.
Chłopak odchylił się na krześle, westchnął głęboko i po raz kolejny spojrzał w niebo. Żadne z nich tak naprawdę nie miało pojęcia co powiedzieć. A mieli dużo do powiedzenia. 
Martina wyciągnęła rękę , a Ian podał jej swoją.
- You're not as bad as it might seem, Ian.*
***
* You're not as bad as it might seem, Ian - Nie jesteś taki zły jakby się mogło wydawać Ian.
***





niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 6 - ''Takiego czegoś nie ma w Holandii!''

"Nigdy nie obrażaj czyjegoś idola. Może on być jedyną osobą, dla której jeszcze ktoś żyje" 
~ Ariana Grande
__________________________________________
Ten rozdział dedykuję mojej najlepszej przyjaciółce, która zawsze kiedy jej potrzebuję i bardzo chętnie poleciałabym z nią do Barcelony :*
***
 Alice i Martina stały przy swoich walizkach rozglądając się po pomieszczeniu.
Mały Jamie wstrzymywał przez całą podróż samolotem, więc Carter musiał prędko zabrać go toalety (gdyż mały sam nie umiał się jeszcze załatwić).
Dziewczyny czekały na chłopaków, gdyż zdezorientowane nie wiedziały co ze sobą zrobić. Nagle usłyszały na korytarzu dwa głosy. Jeden oddalający się i cichy, a drugi głośny i wyraźny jakby jego właściciel stał przed drzwiami. Klamka poruszyła się i w progu ukazał się szesnastolatek owinięty tylko w ręcznik, z opalonym i wytatuowanym ciałem, czarnymi, postawionymi do góry włosami i brązowymi oczami. ( tak wiem, że opisuję Zayna xD).
Martina i Alice się tego nie spodziewały.
- Na leżaku zostawiłem koszulkę, nie zapomnij jej! - zawołał przez ramię po angielsku z wyraźnym holenderskim akcentem.
- Good! - odpowiedział mu oddalający się jego towarzysz.
Pod Martiną w pierwszej chwili, gdy zobaczyła chłopaka ugięły się kolana.
Czy był to efekt ''zakochania od pierwszego wejrzenia''.
Chłopak odwrócił się przodem do dziewczyn i oczy wyszły mu z orbit.
- A panny co tu robią? - zapytał z figlarnym uśmiechem. Wzrokiem pożerał Martinę. dziewczyna zauważyła to, ale zachowała zimną krew, nie okazując żadnych uczuć.
Alice myślała jak się zachować. Potraktować go jak nieproszonego gościa, poważnie, czy spokojnie, na luzie zapytać, co on tu robi?
- Mieszkamy... - odparła Martina. - Tak mi się zdaję...
- A mi się zdaje, że to ja tu mieszkam. - chłopak posłał jej rozbawione spojrzenie.
- Zaszła chyba jakaś pomyłka - wyjąkała cicho Alice, ściskając mocniej rączkę walizki.
Martina przebiegała wzrokiem po ciele nastolatka.
- Och... - nie mogła się powstrzymać. Młodzieniec zaśmiał się cicho.
Do pokoju wszedł Carter popychając przed sobą małego Jamiego.
- Coś nie tak? - odezwał się widząc miny dziewczyn. Skierował wzrok na chłopaka, który w tym momencie oparł się o framugę drzwi i skupiony przyglądał się to Alice to Martinie.
- Kim jesteś? - zwrócił się do niego.
- Nazywam się Ian Meyer i mieszkam w tym pokoju. - obwieścił światu młodzieniec nazywający się Ian Meyer.
- Musiała zajść jakaś pomyłka, bo dopiero co przybyliśmy i dostaliśmy ten pokój - wytłumaczył spokojnie Carter. Ian'owi nagle coś zaświtało, wyszedł na korytarz i dokładnie obejrzał numerek na drzwiach. ''16''.
- Już wiem o co tu chodzi! - zawołał Ian. - Numer na drzwiach się ''przewrócił i z ''19'' zrobiła się ''16''.
- To ty nie potrafisz znaleźć swojego pokoju bez patrzenia na numer? Nie kojarzysz tego w ten sposób, że mój  pokój jest np. na końcu korytarza? - zapytała śmiało Martina.
- Kojarzyłbym, gdybym mieszkał tu trochę dłużej. Przyjechałem wczoraj. Mieszkam w szóstym pokoju od początku. - puścił oko do Martiny i wyszedł - Przepraszam za najście! - krzyknął zza drzwi.
Carter wzruszył ramionami i wziąwszy swoją walizkę, zataszczył ją do sypialni.
***
Martina stała przy oknie swojego pokoju obserwując wielkomiejski ruch za błyszczącą szybą.
Gdzieś tam daleko była jej ukochana Holandia. Gdzieś tam, całkiem blisko mieścił się stadion narodowy. Gdzieś tam, całkiem niedaleko było centrum Barcelony. Gdzieś tam, bardzo blisko czekały na nią przygody, które miały ją spotkać podczas dwóch tygodni.
- Jesteś głodna? - Carter wszedł do jej pokoju bardzo cichutko.
- Tak - odwróciła się do niego twarzą,ale nie ruszyła z miejsca. Chłopak zamknął drzwi, podszedł do niej i przytulił ją po bratersku. Czule, długo, dodając otuchy i jeszcze odrobinki szczęścia.
- Sam gotowałem - zaśmiał się pod nosem.
- Nie uwierzę póki nie zobaczę - powiedziała Martina i w podskokach wybiegła z sypialni. - Nie uwierzę póki nie spróbuję - usłyszał jej głos dobiegający z kuchni.
Daniem "ugotowanym przez Cartera" okazała się zamówiona przez niebo barcelońska pizza.
- Jest pyszna! Świetnie gotujesz! - pochwalił go Jamie,który był niezwykle łatwowierny.
Carter i Alice chcąc zadowolić i siebie i "dzieciaki" na każdy dzień mieli coś zaplanowane. Na obecną chwilę mieli zwiedzać najbliższą okolice z przewodnikiem, ale wątpili czy spodoba się to Jamiemu.
Była godzina 14.30, państwo Stoessel byli już po "obiedzie " składającym się z pizzy i coli. Wszyscy popędzili do swoich pokoi by spakować do poręcznych toreb kilka niezbędnych rzeczy na kilku godzinną wycieczkę. Alice która była na wszystko zawsze przygotowana w torbie miała aparat fotograficzny, dwa zapasy baterii do niego i trzy karty pamięci ("na wszelki wypadek!"). Carter, który w życiu nie był w Barcelonie zabrał trzy rożne plany miasta i mapę Barcelony. Martina wzięła telefon, swoje własne pieniądze, okulary przeciw słoneczne i cienki sweter, gdyż w Barcelonie pogoda zmienia się z minuty na minutę ;). Jamie wpakował do swojego plecaka wszystko co miał w walizce myśląc,że się przeprowadzają. Martina pomogła mu wziąć tylko to co potrzebne. W końcu w plecaku znalazły się trzy butelki soku, dwie paczki ciastek z czekoladą, pięć małych pluszaków i czapka z daszkiem. Przed hotelem ANDANTE czekał na nich przewodnik, który świetnie mówił po polsku. Za prywatnego przewodnika Carter zapłacił fortunę, ale o tym skąd wziął pieniądze to potem :D.
***

Przewodnik okazał się dość tęgim, opalonym i roześmianym facetem z czarnym wąsem. Barcelonę znał jak własną kieszeń i chętnie zgodził się ją pokazać "grupce młodziaków z Holandii". 
Skinął na nich głową i ruszyli jedną z głównych ulic. Jechali bryczką zaprzężoną w 4 czarne konie.  Niebawem zatrzymali się przed ogromną świątynią, która, jak zauważyli była w remoncie.
Jamiemu prawie oczy wyszły z orbit.
Przewodnik ucieszył się z ich reakcji. Był dumny z Barcelony, choć tak naprawdę pochodził z Afryki.
- Sagrada Familia - przedstawił budowlę mężczyzna. - Właściwie nazywa się katal. Temple Expiatori de la Sagrada Familia. Świątynia Pokutna Świętej Rodziny - przetłumaczył na język holenderski, ale nie doczekał się żadnej odpowiedzi, gdyż cała czwórka wpatrzona była w czubek świątyni.
- Nie wierzę,że tu jesteśmy naprawdę - szepnęła Martina.
- Niech się panienka tak nie dziwi! Dopiero się panienka zdziwi jak panienka zobaczy co jest w środku! - zapewnił ze śmiechem przewodnik.
- Secesyjny  kościół w Barcelonie o statusie bazyliki mieszanej, uważany za główne osiągnięcie projektanta Antoniego Gaudiego.n- kontynuował. - Jesteśmy na Carrer de Mallorca, 401, 08013 Barcelona. - uśmiechnął  się do Jamiego.
- Możemy wejść? - oprzytomniał Carter.
- No jasne! - zgodził się chętnie mężczyzna. - Budowę świątyni rozpoczęto w 1882 roku, a otwarta została 7 listopada, cztery lata temu. Wysoka na 170m - dodał z podziwem.
- Strasznie długo budowana - zauważyła Alice.
- Głównymi architektami są Antoni Gaudi i Mark Burry. - obwieścił barcelończyk, kiedy wchodzili do bazyliki.
- Jakie są style architektoniczne? - zapytał całkiem inteligentnie Carter, za co został zmierzony podejrzliwym spojrzeniem przez Alice.
- Novecentisme, Architektura gotycka w Hiszpanii, Modernizm, Modernizm kataloński, Secesja - wymienił przewodnik. Znaleźli się właśnie w środku budowli.

- Takiego czegoś nie ma Holandii - powiedziała bezmyślnie Martina.
- No jasne,że nie ma! Jest tylko w Barcelonie! - zaśmiał się mężczyzna.
- Pięknie! - zawołała uradowana Alice i wyciągnęła powtórnie aparat fotograficzny.
Gdy tak stali na środku świątyni, podziwiali, robili zdjęcia, nagle przeszła koło nich grupka składająca się z czterech osób. Mężczyzna i kobieta w wieku może 40 lat, chłopak i dziewczyna wyglądająca na 13 lat. Chłopak popatrzył na Martinę i mrugnął do niej. Dziewczynę to bardzo zdziwiło. Nagle rozpoznała w nim Iana, tego, który pomylił rano pokoje. Udawała,że nic się nie stało i odwróciła się przodem do przewodnika, który właśnie opisywał ołtarz bazyliki.
Po kilku minutach wsiedli z powrotem do bryczki ze smutkiem opuszczając Sagradę Familię, gdyż była taka piękna,że żal ja opuszczać.
Stanęli na Passeig de Grácia 92 przed ogromną kamienicą.
- Również Secesja, i również Antoni Gaudi. - obwieścił przewodnik. - 1906-1910.
- Zamieszkana czy zabytek? - zaciekawiła się Alice.
- Oczywiście,że zamieszkana! - uśmiechnął się mężczyzna. - Toż to zaszczyt mieszkać w takim budynku, w takim otoczeniu!
- Casa Mila - powiedział za przewodnika Carter.
- Skąd pan wiedział? - przewodnik wcale się nie zdziwł.
- Gdzieś o niej słyszałem. - odpowiedział spokojnie.
Martina i Jamie stanęli przed obiektywem Alice i robiąc głupie miny pozowali do zdjęć.
Przewodnik zabrał ich w jeszcze jedno miejsce, przeznaczone do zwiedzania na ten pierwszy dzień.
Była to świątynia Barri Gótic.
Carter był nią szczególnie zachwycony. Niemniej spodobało mu się wewnątrz.
***
Pożegnali się z przewodnikiem pod hotelem ANDANTE. Alice przyniosła więcej gotówki i z dumą obwieściła:
- A teraz idziemy na zakupy!
- Możesz sobie pomarzyć! - zaprotestował Carter. - Idziemy obczaić basen na dachu! Alice, która zawsze potrafiła wybrnąć z sytuacji, znalazła rozwiązanie.
- Ty zabierzesz Jamiego i pójdziecie "obczaić basen na dachu", a ja i Martina pójdziemy na zakupy! Nie można chodzić w Holenderskich ciuchach po barcelońskich ulicach! - stwierdziła.
***
Martina trzęsła się z radości. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Porzuciła myśl "skąd pieniądze na to wszystko?" i zdecydowała się korzystać ile wlezie. W radosnych podskokach podążała krok w krok za Alice świetnie się przy tym bawiąc.
- Dobra, mała, gdzie najpierw? - zapytała gdy stanęły na pierwszym skrzyżowaniu.
- Jeśli pytasz do którego miejsca najpierw, to do fryzjera, a jeśli pytasz, którędy, to ja również nie wiem - zaświergotała rozradowana. Zignorowała zwrot "mała" , nie chcąc psuć humoru, ani sobie ani przyjaciółce.
 - Bajecznie, kochana! - zaśmiała się Alice. - ¿Dónde está el barbero más cercano?* -zapytała przechodzącą koło nich dziewczynę ubraną w wiśniową sukienkę do kolan.
Barber es dos calles de distancia** - odparła nieznajoma z uśmiechem wskazując palcem niewidoczny punkt przed nimi. 
- Umiesz hiszpański? - szczerze zdziwiła się szesnastolatka.
- Umiem - przyznała z dumą Alice - Ty też niebawem się nauczysz. - Martina nie wiedziała,że to zdanie miało dwa znaczenia.
- Fryzjer... - rozejrzała się Alice. - Dwie ulice dalej, śmiało! - żwawym krokiem przeszła przez ulicę, ciągnąć za sobą Martinę.
- Skoro jesteśmy w Barcelonie to i fryzurę wypadałoby zmienić, co najmniej poprawić - mrugnęła do niej Martina.
- To co robimy z twoimi włosami? - zapytała nie patrząc na nią Alice.
- Poprawiamy końcówki i i dodajemy więcej koloru! - rozradowana nastolatka rozłożyła szeroko ramiona.
- Carter mnie zabije... Ale co tam! Raz się żyje! Zwłaszcza w Barcelonie - roześmiała się dwudziestolatka. 
- A ty? 
- A ja? Może pociemnić? Nie za jaskrawy ten kolor? 
- Nieee.. Jest odpowiedni... - przyznała Martina.
***
Wychodząc od fryzjera, wydając masę pieniędzy, dziewczyny były nie tylko bardzo zadowolone, ale też wyglądały naprawdę wyjątkowo. Martina miała bardziej trwałe, widoczne i wyraźniejsze fioletowe końcówki i lekko pofarbowane na ciemny brąz włosy, tak dla efektu. Dodatkowo były wymodelowane.
Alice stwierdziła,że jej naturalny rudy kolor jej się podoba i fryzjer jedynie postrzępił jej włosy i również elegancko ułożył. Z takimi fryzurami śmiało mogły paradować po hiszpańskich centrach handlowych z wysoko uniesioną głową. Nazwy sklepów były nieznane,ale niezwykle przyciągające wystawy robiły swoje. Alice rzucała pieniędzmi na prawo i lewo zupełnie się tym nie przejmując. Łącznie odwiedziły 6 sklepów z ubraniami, 2 z butami, kilka butików z biżuterią i kosmetykami i oczywiście nieodłączny MaCDonald. Ostatni sklep był wyjątkowy. Zwłaszcza przebieralnie. Drzwi do nich były automatyczne,po lewej stronie świeciło się zielone lub czerwone światełko w zależności od tego czy była zajęty, a gdy przebywająca w niej osoba chciała wyjść wystarczyło dotknął całą dłonią powierzchni drzwi. W drzwiach mieścił się kwadratowy otwór, który zamykał się na czarne pół-drzwiczki. Przez otwór ciągnął się metalowy drążek. Kiedy klient decydował się na zakup np. sukienki wieszał ją na drążku, wpisywał w malutkie pole swoje imię i nazwisko po czym zakupiona rzecz leciała przez drążek do kasy czekając na właściciela, który mógł dalej szukać ubrań dla siebie. Dziewczyny były tym jednocześnie zachwycone jak i zdumione. W rezultacie,opuszczając ostatni sklep Martina wyglądała w ten sposób: 

Alice też prezentowała się niczego sobie. Jej wadą była lekka wybredność, więc wybranie dla niej rzeczy, w których odważyłaby się wyjść na hiszpańskie ulice trwało, co prawda godzinami :
Alice i Martina kupiły sobie stylowe, jeansowe plecaki, które były ostatnim krzykiem mody barcelońskiej. Dodatkowo Martina kupiła podobny plecak Jo, która bez wątpienia wykupiłaby z tego właśnie sklepu nie wszystkie "stylowe plecaczki", ale też i resztę ubrań.
Poza tym, obie turystki dźwigały całe mnóstwo toreb pełnych nowych zdobyczy i co kilka minut spotykały bardzo dobrze wychowanych młodzieńców, którzy oferowali pomoc w ich niesieniu.
Dwudziestolatka nie zastanawiała się długo i według własnego upodobania wrzucała do torby wszystko co wpadło jej w oko :
Martina z podziwem patrzyła na co decyduje się jej przyjaciółka i nie chcąc zostać w tyle,wybrała dla siebie wymarzone koszulki i jeansy, oraz wypatrzywszy na jednym z wieszaków koszulkę z napisem "ALWEYS" i znakiem Insygniów Śmierci, bez zastanowienia wzięła ją także z myślą o Lisie.
W Torbach Martiny znajdowały się :
Nie mogła powstrzymać się przed kupnem koszulki Barcelony. Wychodząc ze sklepu, obładowane torbami, wpadły na drobną, na krótko obciętą blondynkę. 
- Bardzo przepraszam! Nic ci się nie stało? - zapytała Martina rzucając torby na ziemię i nachylając się nad siedzącą na ziemi dziewczyną.
- Martina? - zapytała patrząc z zaciekawieniem w jej głębokie, miedziane oczy.
- Rita?! To naprawdę ty?! - Martina uradowana złapała odruchowo dziewczynę za ręce. 
Rita Skeeter, blond włosa szesnastolatka chodziła z Martiną do pierwszej i drugiej klasy gimnazjum. Przez ten czas bardzo się zaprzyjaźniły. Bywało,że Martina spędzała więcej czasu z Ritą niż resztą paczki. Rozumiały się znakomicie i były bardzo podobne. Po wakacjach, przed trzecią gimnazjum Rita dowiedziała się,że wyjeżdża do Barcelony, gdyż zmarła jej babcia i rodzicie musieli zająć się dziadkiem dziewczyny, a poza tym jej matka miała tam lepsze warunki do pracy. Martina nigdy nie uwierzyłaby,że spotka Ritę w ogromnej Barcelonie. To było szczerze niemożliwe. Teraz, kiedy po przykrej rozłące bliskie przyjaciółki spotkały się na nowo, gorące uczucie odżyło i rzuciły się sobie w ramiona. 
- Kochana! Co ty tu robisz? - zdziwiła się Rita.n- Niegdyś nie przypuszczałam,że będziesz  w Barcelonie! A co dopiero,że spotkamy się w Barcelonie! Tęskniłam
- Ja też siostro! Jak dobrze znowu mieć cię dla siebie! - Martina wtuliła twarz w miękką sukienkę Rity. - Gdzie mieszkasz?
- Jak to? Nie wiesz? Moja mama jest właścicielką takiego wielkiego, luksusowego hotelu ANDANTE od ponad pół roku! - Martina zbladła, Alice natomiast zaśmiała się cicho za nimi.
- Rito, my tam właśnie mieszamy przez dwa tygodnie...
-Naprawdę? Och, jak cudownie! - Rita z radości zaczęła potrząsać dawno nie widzianą przyjaciółką. - Chodźcie! Pomogę wam to Wszystko zanieść! Zaszalałyście dziewczyny! - Rita znała Alice i zaraz po przywitaniu się z nią z wielką chęcią sięgnęła po część toreb z zakupami i bez oglądania się pomaszerowała przed siebie, a buzia jej się nie zamykała.
***
Rita popijając oranżadę z lodem właśnie kończyła opowieść o swojej nowej szkole, kiedy dotarli pod hotel. Zostawiły zakupy, pośpiesznie się przebrały i postanowiły dołączyć do Cartera i Jamiego, którzy w najlepsze korzystali z basenu hotelowego. Wchodząc na dach, Martina rozejrzała się i uderzył ją mocny zapach chloru i brzoskwiń... To zapewne jakieś
odświeżacze  powierza. Widok był nieziemski,a zabawa wodna kusiła i zapraszała. Dziewczyna rozejrzała się za bratem i Jamiem i wtedy zobaczyła Iana. Wylegiwał się na leżaku, koło siebie miał stolik z drinkiem i sałatką owocową. Zauważył ją, może z powodu widocznych końcówek, a może z powodu bijącej od niej w tej chwili radości i szczęścia. Martina usłyszała głośny "plusk" i już po chwili Rita wylądowała w ramionach Cartera, by i z nim przywitać się po długim czasie nie widzenia się. Gdzie Jamie? Woda była tak przezroczysta i czysta,że Martina bez trudu dostrzegła wątłą sylwetkę chłopca trzepoczącego się pod wodą. Jamie pływał. Jamie pływał?! Czy Jamie umie pływać?! Czy on się aby nie topi?! Nie! Już po chwili Jamie z triumfalnym uśmiechem, zadowolony,że udało mu się nabrać przyjaciółkę. Jamie nauczył się pływać. 
- Jestem tak dobrym pływaniem,ze umiem nawet udawać,że się topię! - obwieścił wszystkim wkoło.
 - "Jesteś tak kiepskim pływaniem,że ludzie patrząc na ciebie nie wiedzą, czy pływasz,czy się topisz" - pomyślała Martina.
Alice i Martinie bardzo się basen spodobał i świetna zabawa nie miała końca.
Wychodząc z basenu wszyscy mieli dobre humory, ale byli trochę głodni i zmęczeni i wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na pyszny obiad Alice i Pani Skeeter.
Ian zatrzymał Martinę gdy wychodziła na klatkę schodową.
- Nie unikaj mnie... - zaczął - Chcę cię lepiej poznać. Jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek poznałem. Mam nadzieję,że twoje wnętrze jest równie piękne... - szepnął i spojrzał dziewczynie w oczy. Potem odszedł, nie czekając ani Martina coś powie, ani zanim wyszarpnie mu ramie z ucisku ręki. 
- "Twoje wnętrze jest równie piękne" - zastanawiała się Martina - "Moje flaki i wątroba są piękne?!" - pomyślała, nie biorąc ani trochę na poważnie zalotnych i jakże romantycznych słów chłopaka.
***
Tak wiem! Zepsułam bardzo romantyczny moment xD Co ja zrobiłam?! To nie było w planach uwierzcie...
Jest godzina... 23.30, rozdział jest skończony, dożynki pewnie niedługo też... Czuję się spełniona...
* ¿Dónde está el barbero más cercano? - Gdzie jest najbliższy fryzjer?
**Barber es dos calles de distancia - Fryzjer to dwie ulice dalej.
Język hiszpański, przetłumaczono za pomocą translate google.
***